Maria Fortuna Sudor: Skąd u chłopaka z Szaflar zamiłowanie do jazdy na rowerze?
Ks. Józef Milan: Gdy dostałem rower, to zwiedzałem różne miejscowości, np. Białkę, Bukowinę. Wspólnie z braćmi, w niedzielne popołudnia, gdy mieliśmy trochę wolnego czasu, lubiliśmy jeździć rowerami po Podhalu.
Ale nie każdy chłopak, który lubi jeździć na rowerze, w dorosłym życiu wyrusza na pielgrzymkowy rowerowy szlak, przemierzając Polskę od Giewontu po Hel...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Przed laty Kaszubowie pielgrzymowali najpierw do Częstochowy, a następnie do Zakopanego, na Giewont. Wtedy zrodził się pomysł, żeby i górale poszli nad morze. Bodaj 20 lat temu taka pielgrzymka została zorganizowana. Szedłem w tej pielgrzymce do Częstochowy, jeszcze jako proboszcz Dębna Podhalańskiego. Część pątników poszła dalej – na Hel. Ale w kolejnych latach nie było tylu chętnych, żeby uczestniczyć w pielgrzymce trwającej 31 dni. A potem ks. Tadeusz Skupień z ks. prał. Władysławem Zązlem i panem Janem Blańdą wymyślili rowerową pielgrzymkę, która wyrusza z Giewontu na Hel. Ksiądz Tadeusz, aktualnie proboszcz parafii w Sulkowie, jest głównym kapelanem tej pielgrzymki, a ja go wspieram. Pielgrzymka jest organizowana pod patronatem Związku Podhalan z wielkim zaangażowaniem Jana Blańdy i jego rodziny. A patronuje nam Towarzystwo cyklistów „ORZEŁ” ze Spytkowic.
Reklama
Czym się charakteryzuje pielgrzymkowy szlak, który pokonał Ksiądz w tym roku po raz 14?
Pielgrzymowanie (ok. 1052 km) zawsze rozpoczynamy Mszą św. w Kościele Świętego Krzyża w Zakopanem, potem wychodzimy na Giewont, gdzie modlimy się pod krzyżem. A po błogosławieństwie u Matki Bożej na Krzeptówkach jedziemy do Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik w sanktuarium na Olczy. Z Ludźmierza, od Królowej Podhala, po Mszy św. wyruszamy w drogę do Matki Bożej Królowej Morza w Swarzewie. W tym roku zawieźliśmy tam figurę Matki Bożej Ludźmierskiej. Na pielgrzymkowym szlaku kontynuujemy nawiedzanie kościołów, w tym sanktuariów. W tym roku jechał z nami ks. Marcin Maciążka z parafii w Krakowie-Dąbiu i ks. Jarosław Czapczyński z Gdańska. Naszym, kapłanów zadaniem było codzienne odprawianie Mszy św., prowadzenie modlitw – poszczególne cząstki Różańca odmawialiśmy z pielgrzymami podczas przerw w drodze. Ponadto Koronka do Bożego Miłosierdzia, wspólny śpiew, wieczorne spotkania modlitewne na zakończenie dnia. Staraliśmy się, żeby każdy dzień był także takim duchowym przeżyciem, rekolekcjami w drodze. W tym roku towarzyszyło nam hasło „W tandemie z Jezusem”. Mając świadomość, czym jest jazda na rowerze dwuosobowym, pamiętaliśmy, że ta druga osoba musi się dostosować do kierującego rowerem. My jechaliśmy z Panem Jezusem, pamiętając, że to On jest pierwszy, a my jesteśmy za Nim i to Jego łaską możemy pielgrzymować, możemy żyć wiarą.
Reklama
Jak jesteście postrzegani w drodze?
Bardzo pozytywnie. Podstawowe informacje o naszym pielgrzymowaniu mamy wypisane na biało-czerwonych koszulkach. Tam, gdzie się zatrzymujemy czy to na krótsze postoje w ciągu dnia, czy na noc, ludzie podchodzą, pytają, okazują wiele życzliwości. Niektórzy dopytują, jak można do takiej pielgrzymkowo– rowerowej wspólnoty dołączyć.
A jak to rowerowe pielgrzymowanie postrzegają parafianie z Mogilan?
Przed pielgrzymką informuję parafian i proszę o modlitwę w tej intencji. Wiem, że się modlą, to ich wsparcie czułem i tym razem na pielgrzymim szlaku. Zachęcam też do udziału. Cztery lata temu jechali z nami moi parafianie; Jasiu i Franek Nowakowie, lektorzy z Konar. Wspólnota okazuje serdeczność rowerowym pielgrzymom. Tak było w minionym roku, gdy odwiedzili nas 15 sierpnia i modlili się z nami, zanim wyruszyli do Krakowa na rowerowy rajd połączony z modlitwą w intencji ojczyzny.
Proszę zdradzić, z jakimi osobistymi intencjami jechał Proboszcz z Mogilan, który w tym roku świętuje 35 lat kapłaństwa?
Reklama
Intencji jest zawsze wiele, a obok tych wspólnych są też te prywatne, nieraz bardzo osobiste, które pielgrzymi omadlają, ofiarowując trud i ograniczenia wynikające z pokonywania drogi. Wszystkie intencje pielgrzymi codziennie przynoszą na Eucharystii, w modlitwie wiernych. Omadlamy je także na Różańcu. Osobiście dziękowałem Panu Bogu za dar kapłaństwa, za łaskę, że mogę służyć Panu Jezusowi w Kościele. Z trudem pielgrzymim oddawałem pod opiekę naszą wspólnotę parafialną. Zawierzałem Jezusowi i Matce Bożej wszystkie nasze sprawy; teraźniejszość i przyszłość parafian, szczególnie dzieci i młodzieży.
Czy taka rowerowa pasja, połączona z dbaniem o formę fizyczną, pomaga w prowadzeniu parafii?
Myślę, że tak jak we wszystkich dziedzinach, człowiekowi jest potrzebny rozwój duchowy połączony z wysiłkiem fizycznym. Żeby się wybrać na pielgrzymkę rowerową, w ramach której pokonujemy codziennie ponad 100-150 km, to trzeba wcześniej potrenować. To wymaga dobrej formy fizycznej. Ale jak człowiek pojeździ na rowerze, pozwiedza Siepraw, Gorzków, Gdów, okolice Mogilan, to ta forma przychodzi. Miesiąc przed pielgrzymką mamy spotkanie, podczas którego organizatorzy przypominają o przygotowaniu i duchowym, i fizycznym przed wyruszeniem w drogę. Zresztą, nie od dziś wiadomo, że w zdrowym ciele zdrowy duch.
Pytam o tę formę fizyczną nieprzypadkowo. Dzisiaj kapłaństwo nie cieszy się takim autorytetem, takim szacunkiem jak kiedyś. Co w posłudze duszpasterskiej jest szczególnie trudne?
Reklama
Trudno odpowiedzieć na to pytanie. We współczesnym świecie wszystko – co związane z wyznawaniem wiary w Pan Boga, wskazywaniem drogi do Niego – wymaga rzeczywiście duchowego trudu, a ten wiąże się z fizycznym. Na pewno są różne trudne sytuacje, ale przecież każdy, kto tę drogę wybierał, miał świadomość, że to nie jest życie „usłane różami”, jak w tej religijnej piosence: „Posyłam was na pracę bez nagrody, na ciężki, twardy i niewdzięczny trud, niezrozumienie, drwiny i obmowy...”.
Co w zamian?
Wiele powodów do radości i do dziękczynienia, że możemy Panu Jezusowi jako kapłani doświadczający i naszych słabości, i słabości różnych ludzi, służyć. Że możemy być Jego świadkami w świecie, także wśród ludzi, którzy o Panu Bogu zapominają, którym dzisiejszy dobrobyt, wygoda, konsumpcjonizm nie pozwalają odkryć, że to Pan Bóg jest na pierwszym miejscu. A przecież to, że to Pan Jezus nas prowadzi i wszystko, co mamy, to Boża łaska!





