Mamy w sobie taką skłonność, że gdy dzieje się jakaś nieprawość czy nieszczęście, gdy dochodzi do tragedii, katastrofy, wypadku, gdy w najbardziej nieoczekiwany sposób tracimy kogoś bliskiego, kochanego, niewinnego, pytamy: „Gdzie w tym wszystkim był Bóg?" I czy w ogóle był? Czy był w Auschwitz? Czy był w Wenezueli i Kolumbii, gdy niedawno trzęsła się tam ziemia? Czy był na onkologii tego czy innego szpitala, gdy umierało dziecko lub startujący dopiero w dorosłe życie młody człowiek? Czy był na tej nieszczęsnej węgierskiej autostradzie...?
Niełatwo odpowiedzieć na te pytania! Bo trudne do zniesienia ból, smutek, żal i żałoba przeszywająca i ciało, i duszę. Bo poczucie straty, krzywdy, może niczym niezasłużonej kary. Bo rozpacz i zwątpienie w sens dalszego życia, a czasami także w istnienie samego Boga!
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Trzeba przywołać biblijną postać Hioba. „(…) Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła. Miał siedmiu synów i trzy córki. Majętność jego stanowiło siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset jarzm wołów, pięćset oślic oraz wielka liczba służby. Był najwybitniejszym człowiekiem spośród wszystkich ludzi Wschodu” (Hi 1, 1-3). Miał wszystko, co mógł mieć, a Bóg mu błogosławił. I… wszystko stracił: i dobra materialne, którymi dysponował, i liczne potomstwo, którym go Bóg obdarzył. Cóż Hiob wtedy zrobił?" (…) wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: «Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości” (Hi 1, 20-22).
W przeżywaniu bólu, cierpienia, żałoby, w doświadczeniu nieszczęścia wszyscy jesteśmy Hiobami. Oby nigdy nie zabrakło nam – jak Hiobowi – pokory oraz wiary w miłosierdzie i wszechmoc Boga.






