Poznałem ks. Stanisława Małkowskiego w 1979 r. jako młodego księdza, który wstąpił do seminarium po ukończonych ze znakomitymi wynikami studiach socjologicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zbliżyła nas idea obrony życia, o którą tak mocno zabiegał nasz wspólny mistrz, prymas Stefan Wyszyński. Staś, wraz z o. Jackiem Salijem, dominikaninem, i ks. Stanisławem Ługowskim, był współzałożycielem Ruchu Obrony Dzieci Poczętych „Gaudium Vitae”. Imponował mi umiejętnością logicznego argumentowania w sporach ze zwolennikami aborcji. Przekonywał, że obrona życia to nie kwestia światopoglądu religijnego, lecz podstawowe prawo do życia, które winno być respektowane przez wszystkich ludzi.
Przede wszystkim jednak Stanisław imponował mi odwagą. Wraz z aktorem Maciejem Rayzacherem i Mariuszem Krajewskim pikietował gabinety ginekologiczne, gdzie dokonywano aborcji. Na jedną z takich pikiet zabrali także mnie, wówczas dziennikarza Słowa Powszechnego. Pamiętam gwałtowną reakcję lekarza abortera, który zwymyślał nas i sprowadził milicję. Na szczęście skończyło się tylko spisaniem przez funkcjonariuszy MO.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





