Gdy 11 września brytyjscy parlamentarzyści odrzucili projekt ustawy dopuszczającej „wspomaganą śmierć”, środowiska chrześcijańskie przyjęły to z westchnieniem ulgi.
Wbrew wielu przewidywaniom duże państwo europejskie wyraźnie odrzuciło rozwiązanie wpisujące się w – zdawałoby się – ogólnoeuropejski trend. Pokazało to obrońcom życia na całym świecie, że ich wytrwałe działania mogą przynieść efekt, że nawet przekonanych do danej idei ustawodawców można skłonić do zmiany zdania.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Katolik przy sterach
Dla brytyjskich Kościołów jest to również sygnał dający nadzieję, że objęcie urzędu premiera przez pierwszego w historii kraju polityka, który jest autentycznym katolikiem, może przynieść niewielką, lecz istotną zmianę.
Reklama
– Jestem wdzięczny posłom, którzy głosowali przeciwko tej ustawie, oraz wielu osobom z różnych środowisk, które zabrały głos – lekarzom, prawnikom, przedstawicielom grup działających na rzecz osób z niepełnosprawnościami, a także wspólnotom religijnym i osobom niewierzącym, które stanęły w obronie godności i świętości każdego życia – powiedział abp John Sherrington z Liverpoolu, rzecznik Kościoła Katolickiego ds. ochrony życia, po tym, jak Izba Gmin odrzuciła projekt ustawy stosunkiem głosów 286 do 270. – Każdego dnia rodziny, przyjaciele, opiekunowie i pracownicy służby zdrowia wykazują się niezwykłą wielkodusznością, towarzysząc osobom cierpiącym i je wspierając... Prawdziwym wyznacznikiem społeczeństwa pełnego współczucia jest gotowość do wspierania ludzi w trudnych chwilach zamiast zachęcania ich do zakończenia życia – dodał.
Głos lordów
Projekt ustawy, mający na celu zalegalizowanie wspomaganego samobójstwa dla osób z diagnozą choroby terminalnej w Anglii i Walii, został dwukrotnie przyjęty przez Izbę Gmin – zdominowaną przez liberalnych i lewicowych posłów – w listopadzie 2024 i czerwcu 2025 r. Inicjatywa ta upadła jednak w kwietniu, gdy w Izbie Lordów zgłoszono do niej blisko 1,2 tys. poprawek o charakterze prawnym i etycznym, zainicjowanych przez przedstawicieli środowiska medycznego oraz zaniepokojone organizacje charytatywne.
Mimo to zwolennicy wspomaganego samobójstwa nie pogodzili się z takim obrotem spraw i zapowiedzieli dalsze działania. Wkrótce potem posłanka Partii Pracy Lauren Edwards wniosła pod obrady identyczny projekt ustawy pod tą samą nazwą i jednocześnie zapowiedziała użycie kontrowersyjnej ustawy o parlamencie (Parliament Act) w celu obejścia ewentualnego sprzeciwu Izby Lordów.
Edwards i jej zwolenników ośmieliły wydarzenia we Francji, która w sierpniu stała się dziewiątym krajem w Europie – po Austrii, Belgii, Niemczech, Luksemburgu, Holandii, Portugalii, Hiszpanii i Szwajcarii – dopuszczającym wspomagane samobójstwo. Zwolennicy tego rozwiązania byli wyraźnie zdeterminowani, by uczynić Wielką Brytanię dziesiątym państwem na tej liście.
Kto protestował
Po raz kolejny jednak nie docenili siły sprzeciwu – zwłaszcza ze strony brytyjskich Kościołów, które wspólnie potępiły projekt ustawy.
Reklama
Konferencja Episkopatu Kościoła Katolickiego wezwała obywateli do pisania do swoich posłów. Uruchomiła specjalną stronę internetową, na której wskazywano, że omawiany projekt ustawy jest wadliwy i zasadniczo błędny, że niesie ze sobą ryzyko podważenia fundamentalnych wartości związanych z życiem oraz wywarcia presji na osoby szczególnie wrażliwe, by zakończyły swoje życie.
Głośny sprzeciw wobec ustawy wyrazili również przywódcy oficjalnego Kościoła anglikańskiego – w tym arcybiskup Canterbury Sarah Mullally, była pielęgniarka wysokiego szczebla – którzy wezwali brytyjskie społeczeństwo, by zamiast domagać się wspomagania śmierci, skupiło się na pilnych wyzwaniach, takich jak zapewnienie środków na opiekę paliatywną i walka z nierównościami w zdrowiu.
Zaniepokojenie projektem ustawy wyraziły także czołowe brytyjskie organizacje medyczne, prawnicze oraz te działające na rzecz osób z niepełnosprawnościami – od Królewskiego Kolegium Lekarzy po Komisję Praw Człowieka. Podobne stanowisko zajęły liczne organizacje charytatywne, takie jak Christian Concern czy Right to Life; argumentowały one, że ustawa jest zbędna i jedynie podzieli opinię publiczną, a także odciągnie od znacznie pilniejszych problemów.
W międzyczasie pojawiły się nowe istotne sygnały polityczne. W przeciwieństwie do swojego niepopularnego poprzednika z Partii Pracy nowy premier Wielkiej Brytanii – katolik Andy Burnham wyraził sprzeciw wobec ustawy, argumentując, że nie należy debatować nad kwestią wspomaganego samobójstwa, dopóki nie zostanie zapewnione lepsze finansowanie opieki paliatywnej i społecznej.
Reklama
Być może świadomy konieczności zachowania ostrożności w zbyt otwartym eksponowaniu wartości katolickich Burnham nie wziął udziału w głosowaniu 11 września. Jego stanowisko jednak wyraźnie wywarło wpływ na sytuację.
Przeciwko ustawie opowiedzieli się nie tylko liderzy opozycyjnych partii – Konserwatystów, Liberalnych Demokratów i Reform UK – ale także ministrowie rządu Burnhama odpowiedzialni za sprawy wewnętrzne, obronność i samorząd terytorialny; ponadto co najmniej 44 posłów, którzy wcześniej popierali ten projekt, tym razem zagłosowało przeciwko niemu lub wstrzymało się od głosu.
W jednym z poruszających wystąpień Ashley Dalton – była minister zdrowia z ramienia Partii Pracy, która sama zmaga się z terminalną postacią nowotworu – zarzuciła zwolennikom ustawy sianie strachu i wprowadzanie opinii publicznej w błąd przez sugerowanie, że brak przepisów dopuszczających wspomagane samobójstwo oznacza skazywanie chorych na straszliwą śmierć.
Po setkach godzin debat parlamentarnych na temat wspomaganego samobójstwa, toczonych przez 2 lata, obrońcy życia z oczywistych względów z optymizmem patrzą na uzyskany wynik. Ich zdaniem, osoby sprzeciwiające się podobnym regulacjom w innych krajach powinny wyciągnąć wnioski z sukcesu tych działań i uświadomić sobie, że w tej niezwykle istotnej kwestii możliwe jest przekonanie innych do swoich racji.
Ostrożny optymizm
Reklama
Należy jednak zachować ostrożność. W marcu ubiegłego roku, w ciągu zaledwie 2 dni, przywódcy kościelni oraz organizacje obrońców życia z zadowoleniem przyjęli podobne głosowanie szkockiego parlamentu w Edynburgu o odrzuceniu legalizacji wspomaganego samobójstwa, lecz jednocześnie potępili głosowanie w brytyjskiej Izbie Lordów, która opowiedziała się za dekryminalizacją aborcji aż do momentu narodzin – krok ten, jeśli ostatecznie wejdzie w życie, uczyni z Wielkiej Brytanii kraj o jednym z najbardziej liberalnych praw aborcyjnych na świecie.
Oba głosowania – każde na swój sposób – odzwierciedlają myślenie utylitarne i są wynikiem debat, podczas których skupiano się na wolnościach osobistych, a niewiele uwagi poświęcano głębszym kwestiom etycznym. Działo się to w społeczeństwie, które wprawdzie instynktownie kieruje się dobrymi intencjami, lecz nie potrafi wypracować konsensusu w wielu sprawach natury moralnej.
Zwolennicy wspomaganego samobójstwa w brytyjskim parlamencie zapowiedzieli wniesienie w przyszłości nowego projektu ustawy, argumentując, że rozwiązanie to cieszy się poparciem większości społeczeństwa i jest niezbędne „dla ochrony demokracji”.
„Zmiana prawa dotyczącego wspomaganej śmierci to tylko kwestia czasu” – oświadczyła po ostatnim głosowaniu organizacja Dignity in Dying. „Brytyjskie społeczeństwo domaga się, by Parlament go wysłuchał, a osoby nieuleczalnie chore i ich rodziny nie spoczną, dopóki tak się nie stanie”.
Organizacje broniące życia cytują wyniki nowych sondaży. Wskazują one, że 82% Brytyjczyków popiera argumentację premiera Burnhama, iż w pierwszej kolejności należy usprawnić opiekę paliatywną i u kresu życia.
– Przez cały czas trwania tej debaty podkreślaliśmy, że nasza postawa wobec osób zmagających się z poważną chorobą, niepełnosprawnością czy wyzwaniami starości powinna opierać się na solidarności, trosce i szacunku – powiedział w swoim oświadczeniu abp Sherrington. – Nadal będziemy traktować te wartości priorytetowo i wspierać osoby, które poświęcają się opiece nad umierającymi w hospicjach, szpitalach, domach opieki oraz w lokalnych społecznościach – podkreślił.





