Anna Rasińska: Tygodnik Katolicki Niedziela obchodzi w tym roku 100-lecie istnienia. Co, mimo zmian, które dokonały się w tym czasie w Kościele, społeczeństwie i mediach, pozostało niezmienne w jego misji?
Ks. Jarosław Grabowski: Wierność Ewangelii i nauce Kościoła. To w przypadku pism katolickich nigdy się nie zmienia. W panującym dziś hałasie medialnym ktoś musi wskazywać na horyzont i na niezmienne wartości zakodowane przez Stwórcę w prawie moralnym. Dlatego piszemy o sprawach, które świat pomniejsza, pomija, a czasem wyśmiewa – o prawdziwych, w tym duchowych, a nie wykreowanych problemach ludzi.
Historia tygodnika mocno splata się z historią Polski: wojna, powojenna odbudowa, zamknięcie przez komunistów w 1953 r., powrót w 1981 r. Który z tych momentów najbardziej ukształtował dzisiejszą tożsamość pisma?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dodałbym do tej listy pandemię i zeświecczanie się społeczeństwa. W zasadzie każde z tych wydarzeń zostawiło na Niedzieli ślad. Jesteśmy trochę jak stare drzewo – gdy się je przetnie, widać każdy słój, każdą narośl. Niesiemy na barkach doświadczenia minionych pokoleń, co daje siłę, ale i świadomość, że łatwo nie da się naszego pisma złamać, podporządkować czy wpływać na to, o czym pisze.
Reklama
Gazeta przez 28 lat nie mogła się ukazywać. Co sprawiło, że po tak długiej przerwie udało się ją odbudować właściwie od podstaw?
Ludzie... jak zawsze ludzie. Kto pamięta początek lat 80. XX wieku, ten wie, że wtedy ludziom wyrastały skrzydła u ramion. Były zapał i silna świadomość. Był charyzmatyczny ks. Ireneusz Skubiś, wieloletni redaktor naczelny, wówczas duszpasterz akademicki, był biskup, który się nie bał – Stefan Bareła, i byli studenci z częstochowskiej wspólnoty oraz profesjonalni dziennikarze – naprawdę wielkie nazwiska, jak Stefan Kisielewski, Józefa Hennelowa, Stanisława Grabska, o. Jerzy Tomziński czy Stanisław Stomma, którzy nie wahali się wesprzeć piórem młodziutkiej wtedy Niedzieli. Wszystko zadziałało bez zarzutu. Ale nade wszystko byli czytelnicy. Wracające po niemal trzech dekadach pismo rozchodziło się w 100 tys. egzemplarzy, niebawem w 200 tys., a nakłady świąteczne miały nawet 400 tys. egzemplarzy. Niewiarygodne, prawda?
Przez 100 lat zmieniły się nie tylko Kościół i Polska – przede wszystkim zmienił się czytelnik. Kim jest dzisiejszy odbiorca tygodnika? Czy jest to wciąż ten sam typ co 2-3 dekady temu?
Reklama
Kilka lat temu przeprowadziliśmy poważne badania, powiedzmy – do użytku wewnętrznego. I sami byliśmy pozytywnie zaskoczeni wynikami. Myślę, że kilka dekad temu Niedzielę utożsamiano z wolnym słowem, z nieskażonym komunistycznym nalotem dziennikarstwem. Takich jak my tytułów – czyli tych, które nie chodziły na smyczy władzy – było wówczas w Polsce zaledwie kilka. Tę sytuację zmieniły przemiany ustrojowe. Wolne media to już nie margines rynku medialnego. Pojawiły się natomiast inne zagrożenia – ale to oddzielny temat. Przy nas zostali wierni czytelnicy. Wielu pisze, że Niedziela zawsze była w ich domu, za co jesteśmy im nieustannie wdzięczni, ale dołączyli też nowi. Są to ludzie wierzący, co oczywiste, przywiązani do tradycji, ale także poszukujący, zbuntowani, a nawet wątpiący... To widać po mailach, bo czytelnicy, z małymi wyjątkami, nie wysyłają już listów.
Jak docierać do młodszych ludzi, którzy nie mają zwyczaju kupowania prasy, a informacje czerpią głównie z mediów społecznościowych?
Nasze pismo ukazuje się w dwóch formach – drukowanej i cyfrowej, i tak już pewnie zostanie, lecz nie śpiewałbym żałobnych pieśni nad jego papierowym wydaniem... Mamy rozpoznawalny portal i cieszące się coraz większą klikalnością media społecznościowe, ale papierowe gazety po dłuższej chwili kryzysu, moim zdaniem, zaczynają odzyskiwać znaczenie.
Co dziś właściwie znaczy „medium katolickie”? Czy jego zadaniem jest przede wszystkim informowanie o Kościele, tłumaczenie jego nauczania, ewangelizowanie, czy również patrzenie Kościołowi na ręce?
Katolickie media to gwarancja przekazu prawdziwego obrazu Kościoła, bo kto „czyta” go lepiej niż katoliccy dziennikarze? Niektóre niekatolickie media nie rozumieją Kościoła, bo są jedynie jego zewnętrznym obserwatorem, mają jakiś koślawy, karykaturalny jego obraz. Może dlatego, że skandal i blaga zawsze dobrze się sprzedają. Katolickie media starają się wyjaśniać, komentować rozmaite wydarzenia, ale przede wszystkim popularyzować i tłumaczyć naukę Kościoła. Katolickie media nie krzyczą, nie obrażają nikogo, nie wykluczają. One mówią spokojnie, służą dobrym słowem, zawsze w klimacie Ewangelii.
Reklama
Co jest największym wyzwaniem dla Waszego pisma dzisiaj?
Biskup Adrian Put, który przez wiele lat był redaktorem Aspektów – zielonogórsko-gorzowskiej edycji Niedzieli, w laudacji na 100-lecie tygodnika złożył nam życzenia. Powiedział wówczas, że: nie życzy nam zwiększonego nakładu ani większej liczby stron. Życzy, żebyśmy byli potrzebni, bo dzisiejszy człowiek nadal potrzebuje prawdy, sensu i nadziei. To są nasze największe wyzwania: być potrzebnymi, znaleźć nowe drogi docierania do czytelnika, mówić językiem współczesnego człowieka, ale nie zapominać języka Ewangelii. Musimy tylko znaleźć nowy kanał dla tego przekazu.
Czy są dziś tematy, o których w mediach katolickich pisze się za mało albo zbyt ostrożnie?
Nie ma takich tematów. Teoretycznie. W praktyce bowiem to zawsze kwestia wyboru. Na przykład czy dołożymy leżącemu, dorzucimy więcej błota na już opluwanego czy zajmiemy się opisywaniem wielobarwności Kościoła, wspólnot i ludzi, którzy robią piękne rzeczy? Czy będziemy się skupiać wyłącznie na tematach, o których piszą wszyscy, bo ponoć trzeba zająć stanowisko, czy rzetelnie opiszemy codzienność Kościoła? W dobrym znaczeniu zwyczajną, niekoniecznie skandaliczną, ale powszechną, stanowiącą jego prawdziwy obraz...
Przez dziesięciolecia największym zagrożeniem dla tygodnika była cenzura polityczna. Co jest największym zagrożeniem dla mediów katolickich dzisiaj?
Reklama
Wywoływane przekonanie, że Bóg nie jest już człowiekowi do niczego potrzebny, tak samo jak życie duchowe. To bardzo spłyca, bo przecież jesteśmy istotami duchowymi, religijnymi. Kto nie ma tej świadomości, nie będzie się rozwijał duchowo, w tym nie sięgnie po katolicką prasę, książkę... Szczególnie młodzi ludzie. Oni odchodzą od Kościoła nie dlatego, że mają mu coś ważnego do zarzucenia, tylko dlatego, że taka jest moda, taki trend...
Jak sztuczna inteligencja zmieni pracę takiej redakcji jak Niedziela? Czy to przede wszystkim szansa, czy raczej zagrożenie dla jakości i wiarygodności dziennikarstwa?
Zagrożenie? Absolutnie nie... Za naszymi tekstami ciągle stoją żywi ludzie, autorzy, którzy w pisaniu nie wspomagają się sztuczną inteligencją. Wykorzystujemy ją bardziej w poszukiwaniu informacji, sprawdzaniu ich, czasem w opracowaniach graficznych. Nie demonizujemy jej ani nie kanonizujemy, to jest tylko narzędzie i niech tak pozostanie.
W jubileuszowym numerze redakcja napisała, że chce być „osadzona w przeszłości – zapatrzona w przyszłość”. Co z tej 100-letniej tradycji trzeba bezwzględnie zachować, a z czego trzeba dziś umieć zrezygnować?
W czasach nagonki na wspólnotę Kościoła i skrajnej nieżyczliwości wobec wierzących nie zamierzamy milczeć ani popadać w rezygnację. Niedziela zawsze była odważnym pismem. W końcu tytuł „tygodnik katolicki” zobowiązuje do przekazywania głębokiego sensu i piękna doświadczenia wiary. Biskup Teodor Kubina, założyciel Niedzieli, uczynił z prasy katolickiej ważny element pracy duszpasterskiej. Prosił, aby traktować to czasopismo jak dodatkowego wikariusza w parafii. I to sformułowanie nadal dobitnie wskazuje naszą drogę.
Reklama
W maju przedstawiciele Niedzieli spotkali się z Leonem XIV i przekazali mu jubileuszową publikację. Jakie znaczenie miało dla redakcji to spotkanie w roku 100-lecia?
To było jak dobrze napisana puenta, wieńczący dzieło akcent. Byłem mile zaskoczony, że Leon XIV nas zna. Gdy wręczałem papieżowi księgę jubileuszową w wersji angielskiej pt. 100 Years of the Polish Catholic Weekly „Niedziela” 1926 – 2026 i wyjaśniałem, co zawiera i czym jest to polskie pismo, on uśmiechnął się i powiedział: „Tak, wiem, wiem”. Dał więc do zrozumienia, że zna nasz tygodnik. To był dla nas zaszczyt.
Jakiej Niedzieli życzyłby sobie Ksiądz na jej 110-lecie?
Takiej, która wciąż jest potrzebna i czytana, która pozostaje wierna swojemu katolickiemu profilowi i która potrafi satysfakcjonująco odpowiadać na najtrudniejsze pytania i rozterki czytelników. W pierwszym numerze z 1926 r. znajduje się krótka odpowiedź na pytanie, jaka Niedziela powinna być w roku 2026: ma być słowem, które nie dzieli dla samego podziału i nie krzyczy dla samego hałasu, słowem, które szuka prawdy i prowadzi ku Chrystusowi. To proste i jasne zadanie, ale i bardzo wymagające...





