Kontrast między młodymi Francuzami witającymi papieża pod koniec września a młodocianymi demonstrantami z początku października jest uderzający. Z jednej strony młodzież przybywająca tłumnie w atmosferze radości i życzliwości, sprzątająca po sobie śmieci, oklaskująca policję i strażaków. Z drugiej – uczestnicy zamieszek podpalający własne licea, wznoszący okrzyki „śmierć policji!” i atakujący siły porządkowe, strażaków, dyrektorów szkół, nauczycieli, a nawet zwykłych przechodniów.
Dwa oblicza
Wszyscy widzieli te dwa oblicza francuskiej młodzieży. Jedna różnica od razu rzuca się w oczy: młodzi z końca września są w zdecydowanej większości pochodzenia europejskiego; uczestnicy październikowych zamieszek – w przytłaczającej większości mają afrykańskie korzenie. Można by to wszystko tłumaczyć imigracją, byłoby to jednak myleniem przyczyn ze skutkami. Masowa imigracja wraz z towarzyszącą jej falą przemocy to tylko jedno z wielu następstw głębokiego zamętu intelektualnego i moralnego, w którym społeczeństwo francuskie żyje od Maja ’68; zamętu podtrzymywanego przez permanentne kłamstwo.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Efekt żaby
Reklama
W chwili gdy piszę te słowa, 24 placówki oświatowe są tak poważnie zniszczone wskutek podpaleń lub aktów wandalizmu, że przez dłuższy czas nie będą mogły wznowić działalności. Odnotowano ponad 6,5 tys. zatrzymań. Według oficjalnych danych, rannych zostało ponad 700 funkcjonariuszy służb porządkowych, dziesiątki nauczycieli, dyrektorów szkół i innych pracowników oświaty, a także ponad 200 uczniów. W przestrzeni publicznej krążą nagrania aktów barbarzyństwa: policjant brutalnie bity, policjantka ścigana przez kilku mężczyzn, przewrócona, a następnie kopana, gdy leży na ziemi.
W Polsce, gdzie takie sceny wydają się wręcz niewyobrażalne, pierwsze pytanie, które przychodzi na myśl, brzmi: jak Francuzi mogą to wszystko tolerować? To historia o żabie, którą wrzuca się do garnka z zimną wodą; w miarę jak woda powoli się nagrzewa, płaz przyzwyczaja się do coraz wyższej temperatury, aż w końcu daje się ugotować. Agresja i zamieszki nie pojawiły się z dnia na dzień. Narastały stopniowo, z coraz większą częstotliwością, podczas gdy media i politycy najpierw ukrywali fakty, potem je bagatelizowali i uspokajali swoich obywateli, aż wreszcie zaczęli zastraszać i wykluczać z przestrzeni publicznej tych, którzy głośno je piętnowali.
Intencje i powody
Reklama
Zaznaczmy najpierw, że młodzi ludzie odpowiedzialni za te akty przemocy stanowią mniejszość – liczną i szczególnie niebezpieczną, ale jednak mniejszość. Większość młodzieży pochodzenia afrykańskiego manifestuje równie spokojnie jak pozostali, wymachując trójkolorową flagą lub śpiewając Marsyliankę. Jeśli protesty przybrały tak wielką skalę, to dlatego, że wśród francuskiej młodzieży narasta głębokie niezadowolenie. Postulaty są różnorodne, a niekiedy wręcz sprzeczne, co świadczy o początkowo spontanicznym charakterze protestów, choć bardzo szybko zostały one przejęte przez ruchy islamolewicowe, które obecnie w dużej mierze nimi kierują. Uczniowie skarżą się na zbyt dużą liczbę lekcji, a jednocześnie na brak nauczycieli. Wydają się jednomyślni co do złego stanu swoich szkół: wskazują na zniszczone, przestarzałe budynki, niesprawne ogrzewanie czy brak klimatyzacji podczas upałów.
Może to budzić zdziwienie, gdy weźmie się pod uwagę, że Francja jest siódmą gospodarką świata i drugą w Unii Europejskiej. Należy ona do krajów, które przeznaczają na wydatki publiczne największą część swojego PKB, a edukacja szkolna stanowi najważniejszą pozycję w budżecie państwa. Nasz system edukacji był niegdyś uważany za jeden z najlepszych na świecie. Tymczasem mimo wzrostu nakładów finansowych jego wyniki nieustannie spadają w międzynarodowych rankingach.
Demontaż
Reklama
Francuskie szkolnictwo zostało głęboko zinfiltrowane przez lewicę. W ciągu ostatnich 40 lat usilnie dążyła ona do sabotowania trzech filarów, które wcześniej stanowiły o sukcesie francuskiego systemu edukacji. Po pierwsze, doszło do dekonstrukcji narracji narodowej pod pretekstem, że nie odpowiada ona już wartościom humanistycznym. Tłumaczono, że uczniowie pochodzący z imigracji nie potrafią się z nią utożsamić i że należy zaproponować im narrację dekolonialną. Narracja ta jednak poniża Francję, przedstawia się ją bowiem jako winną zbrodni wobec krajów pochodzenia tych uczniów, którzy w rezultacie odczuwają urazę i mają trudności z utożsamieniem się z narodem francuskim. Drugim filarem były dążenie do wysokiego poziomu nauczania i rygor wymagań. W imię egalitaryzmu i prawa do szkolnictwa wyższego upowszechniono dostęp do matury ogólnokształcącej, co doprowadziło do dewaluacji tego dyplomu i pozostawienia kształcenia technicznego uczniom uznanym za skazanych na niepowodzenie. Wykładowcy akademiccy nieustannie ubolewają nad spadkiem poziomu studentów, z których wielu ma trudności z poprawnym wyrażaniem swoich myśli. Na koniec osłabiono autorytet nauczyciela, aby „postawić ucznia w centrum procesu nauczania”. Działo się to w czasie, gdy społeczeństwo ulegało zmianom – nie tylko wiele rodzin było wykorzenionych, rozbitych i pozbawionych punktów odniesienia, ale także coraz więcej matek samotnie wychowywało dzieci, którym brakowało ojcowskiego autorytetu. Autorytetu tak ważnego, by nauczyć się akceptować granice, szanować innych i brać odpowiedzialność.
Szukanie rozwiązania
We Francji, ogólnie rzecz biorąc, samo stwierdzenie tego, co się widzi – tak jak ja to zrobiłem, opisując dwa oblicza francuskiej młodzieży – wystarczy, by zostać zaliczonym do skrajnej prawicy i nazwanym rasistą. Żadna spokojna debata nie jest możliwa: progresiści natychmiast nadają jej histeryczny ton. Jak można znaleźć rozwiązania, skoro odmawia się spojrzenia na fakty? Wróćmy do naszych licealistów, którzy tego lata cierpieli z powodu nieznośnych upałów. Dlaczego ich licea nie są klimatyzowane? Ponieważ postępowe elity uznały, że klimatyzacja przyczynia się do globalnego ocieplenia. Tymczasem Francja, odpowiedzialna za zaledwie 1% światowych emisji gazów cieplarnianych, nie jest w stanie odwrócić tego procesu. Należało więc przygotować się na jego skutki zamiast pretendować do miana najbardziej „gorliwych”.
Benedykt XVI napisał: „Miłość pozbawiona prawdy przeradza się w sentymentalizm”. Francja jest dziś rządzona wyłącznie przez „dobre intencje”, całkowicie oderwane od rzeczywistości. Po półwieczu progresizmu kraj ten nigdy jeszcze nie doświadczył tak głębokiego regresu. Utracił swoją pozycję w dziedzinie kultury, nauki, gospodarki, bezpieczeństwa i edukacji.
Czy manifestacje licealistów okażą się iskrą, która wywoła rewolucję? Jestem pewien tylko jednego: Francja pędzi prosto na ścianę. Nie wiemy, jak daleko ona się znajduje, ale im dłużej czekamy, tym bardziej kraj nabiera prędkości i tym brutalniejsze będzie zderzenie.





