Marzeniem Władimira Putina jest wypchnięcie amerykańskich wojsk z Europy, a już na pewno z Europy Środkowej. Marzeniem wielu pokoleń polskich elit była stała obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą na wzór Republiki Federalnej Niemiec w czasie zimnej wojny albo w Korei Południowej. Wydawało się, że wobec dyplomatycznych starań o wzmocnienie wojskowej obecności US Army w Polsce panuje polityczny konsensus. Tymczasem premier Donald Tusk kolejny raz torpeduje zbliżenie Warszawy z Waszyngtonem. – Jako historyk pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że historia dosłownie się powtarza. Po decyzji Donalda Trumpa o możliwości zwiększenia wojskowej obecności w Polsce zaobserwowałem, że rząd Donalda Tuska zmierza w zupełnie odwrotnym kierunku – mówi prof. Sławomir Cenckiewicz, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Sytuacja geopolityczna w Europie Środkowej jest wojenna. Kolejny raz istnienie Polski jest zagrożone ze strony Moskwy, a premier RP co chwila straszy wojną i jednocześnie sabotuje wzmocnienie odstraszania ze strony naszego najważniejszego sojusznika. – Mój znajomy z partii republikańskiej dzwoni do mnie i mówi, że musimy w Polsce zadbać o Trumpa, bo jego zaplecze młodszych polityków nie chce żadnych baz i zaangażowania w Polsce: „dopieszczajcie Trumpa, póki on jest, bo później będzie tylko gorzej” – mówi Jerzy Marek Nowakowski, były dyplomata i ekspert od polityki międzynarodowej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reset z Rosją
Reklama
Historia się powtarza, bo premier Tusk razem z min. Radosławem Sikorskim już kiedyś zablokowali budowę amerykańskiej bazy wojskowej. Gdy doszli do władzy w 2007 r., wszystko z Amerykanami było już ustalone ws. tarczy antyrakietowej w Redzikowie. Po wizycie Tuska w Moskwie na początku 2008 r. zaczęto opóźniać negocjacje i mnożyć problemy. „Powiem jeszcze jedną rzecz, której nie powiem publicznie. Kiedy byłem w Rosji, udało mi się odmrozić stosunki. Tego właśnie chcieliśmy. To jednak coś kosztowało. Nie było to łatwe zadanie. I wszystko było w porządku, dopóki nie poruszyliśmy tematu obrony przeciwrakietowej” – powiedział Tusk w 2008 r. na spotkaniu z prezydentem USA George’em W. Bushem.
Odtajniony w 2022 r. stenogram rozmowy z Białego Domu ujrzał światło dzienne dzięki serialowi Reset, który w pierwszych godzinach po przejęciu TVP przez rząd Tuska został wycofany z serwisu internetowego telewizji. Tusk w trakcie rozmowy z prezydentem USA powiedział, że Polska chce wnieść pozytywny wkład w poprawę relacji UE – Rosja. Nawet po ataku Putina na Gruzję premier RP zgodnie z agendą niemieckiej polityki realizował politykę resetu z Rosją, a baza wojskowa USA w Polsce przeszkadzała w realizacji tego celu.
Walka z prezydentami
Baza wojskowa stała się też zakładnikiem polityki wewnętrznej Tuska, która charakteryzowała się permanentną walką z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Prezydent RP był gorącym zwolennikiem powstania bazy w Redzikowie i zabiegał o tę inwestycję u prezydenta Busha. – Premier Tusk obawiał się, że rozpoczęcie inwestycji będzie sukcesem prezydenta Kaczyńskiego – wspomina Witold Waszczykowski, który w sierpniu 2008 r. został zdymisjonowany z funkcji głównego negocjatora w rozmowach z USA. Tusk nigdy oficjalnie nie powiedział, że nie chce amerykańskiej tarczy antyrakietowej, ale razem z min. Sikorskim skutecznie torpedowali negocjacje i wyczekiwali, aż dobiegnie końca kadencja George’a Busha. Amerykańska baza wojskowa w Redzikowie powstała dopiero wtedy, gdy Prawo i Sprawiedliwość powróciło do władzy.
Obecne negocjacje z Amerykanami do złudzenia przypominają sytuację z 2008 r. Teraz prezydent Karol Nawrocki ma dobre relacje z prezydentem USA i jest gorącym zwolennikiem powstania stałej bazy w Polsce, a Tusk nie chce, by obóz prezydencki odniósł sukces. Gdy sprawa ruszyła z nowym impetem po wizycie Nawrockiego w USA we wrześniu 2025 r., od razu ze strony rządowej pojawiły się ataki na szefa BBN Sławomira Cenckiewicza, który był odpowiedzialny za kontakty z sekretarzem obrony USA. Pojawiły się wypowiedzi premiera, że nie chce podbierać amerykańskich żołnierzy Niemcom, a prorządowe media cały czas krytykują Trumpa. – Gdyby nie marnowanie czasu przez polski rząd, decyzja o utworzeniu stałych baz już dawno byłaby podjęta. Prezydent Trump planował ją ogłosić 17 września, ale nie mógł tego zrobić, bo polski rząd sabotował negocjacje. Przez ponad rok nawet nie udało się uchwalić specustawy – mówi europoseł Adam Bielan, który zorganizował w marcu 2026 r. spotkanie szefa MON z Donaldem Trumpem w Białym Domu.
Tragiczne błędy
Premier Tusk nie może nic zwojować w relacji z Białym Domem, bo prezydent Trump uważa go za persona non grata. Tusk sam sobie na to zasłużył – gdy był szefem Rady Europejskiej, bezpardonowo krytykował ówczesnego prezydenta USA, a później oskarżał go w czasie kampanii wyborczej. Wzorem politycznego pragmatyzmu w relacjach z USA może być były prezydent Andrzej Duda, który miał bardzo dobre relacje zarówno z Trumpem, jak i z Joe Bidenem. Doskonale wiedział, że tego wymagają polska racja stanu i bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. Skutkiem tragicznej polityki Tuska natomiast jest fakt, że jest on pierwszym w historii premierem Polski, który nigdy nie rozmawiał z prezydentem USA. Co więcej, wicepremier i minister obrony w rządzie Tuska musi prosić o pomoc jego przeciwników politycznych z PiS-u, by załatwili mu wizytę w Białym Domu.





