Ireneusz Korpyś: Kilku lekarzy powiedziało Panu później: „Pan był zmarły”. Co właściwie wydarzyło się tamtego dnia?
Prof. Eugeniusz Sakowicz: Te słowa rzeczywiście mną wstrząsnęły. Jak to możliwe, że byłem zmarły i jestem? Oczywiście jest w tym pewien skrót. Doświadczyłem śmierci klinicznej – zatrzymania pracy serca i układu krążenia. Reanimacja trwała ok. 25 minut. W tym czasie serce podejmowało pracę i ponownie się zatrzymywało. Gdyby zatrzymało się na 10 minut bez przerwy, dzisiaj byśmy nie rozmawiali.
Dwa dni wcześniej przeszedłem rozległy zawał serca. Byłem na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej. W nocy praktycznie nie spałem, z ogromnym wysiłkiem łapałem powietrze. Rano wreszcie bardzo głęboko zasnąłem. Obudziłem się i zobaczyłem pochylonego nade mną pielęgniarza uciskającego moją klatkę piersiową. Dopiero po chwili zrozumiałem, że właśnie kończy się reanimacja.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





