Zawiść rzadko zaczyna się od noża. Częściej od westchnienia: „jemu to zawsze się udaje”. Potem przychodzi podejrzenie: „Ciekawe, jakim sposobem?”. W końcu człowiek czuje ulgę, gdy szczęśliwemu powinie się noga. Nie musi nawet klaskać. Wystarczy, że pomyśli: „a nie mówiłem?”.
Zawiść nie mówi: „chciałbym też zbudować coś takiego”. Mówi: „nie mogę znieść, że zbudował to on”. Katechizm nazywa ją smutkiem na widok dobra drugiego człowieka i nieumiarkowanym pragnieniem, by zdobyć to dobro dla siebie. To grzech główny, bo potrafi rodzić obmowę, nienawiść i radość z czyjegoś nieszczęścia. Nie znaczy to, że każdy grzech główny jest od razu śmiertelny; zawiść staje się śmiertelna, gdy życzy bliźniemu poważnej krzywdy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





