Pamięci naszych przodków
Obu „odebrano życie za to, że byli Polakami”. Słowa te wypisane zostały na pamiątkowej tablicy ufundowanej przez potomków, którą umieszczono w parafialnym kościele Najświętszego
Serca Pana Jezusa w Sułoszowej.
Uroczystej Eucharystii przewodniczył gospodarz miejsca, proboszcz parafii, ks. kan. Leszek Styczeń. Swoją obecnością zaszczycił rodzinę notariusz Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu, ks. Zbigniew
Książek, który dokonał aktu odsłonięcia tablicy. Tradycyjnie już złożono wiązanki kwiatów i zapalono znicze na grobach tych, którzy odeszli do wieczności. Potem pięciopokoleniowa rodzina spotkała
się na Zamku w Pieskowej Skale.
Potomkowie Józefa i Wiktorii
Reklama
Los rodziny, której korzenie wywodzą się od Józefa Goraja i jego żony Wiktorii z Cygankiewiczów, byłby pewnie podobny, jak los większości polskich rodzin, które spotykają się z sobą jedynie przy okazji wielkich uroczystości, a rodzinne więzy podtrzymują tylko z najbliższymi, gdyby nie spontaniczne spotkanie po pogrzebie przedostatniej z żyjących dzieci Józefa i Wiktorii - Marianny. Na pogrzeb do Przemyśla przyjechało ok. 40 krewnych. Wracając zatrzymali się „na kawę” przed Tarnowem w miłym zajeździe w miejscowości Ładna, gdzie syn zmarłej, Witold Gęgotek, zamierzał podziękować wszystkim za obecność na Mszy św. pogrzebowej. Wówczas też ze smutkiem zapytał: „Czy my musimy spotykać się ze sobą tylko w takich sytuacjach?”. „Wcale wówczas nie myślałem, że moje pytanie będzie zaczątkiem całego zamieszania i pewnie by nie było, gdyby nie propozycja mojej żony Ewci: «Zapraszamy Was do nas, do Bukowna». Niedługo potem do rodzinnego gniazda p. Gęgotków przybyli przedstawiciele poszczególnych rodowych gałęzi, w sumie około 20 osób. Odżyły wspomnienia, powróciły chwile sprzed lat, z prawdziwym wzruszeniem potomkowie Józefa i Wiktorii oglądali stare, pożółkłe fotografie i dokumenty, o które w ich domu dbano i dlatego przetrwały do czasów obecnych.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Na najwyższym poziomie
Na pierwszym spotkaniu zapadła decyzja o zorganizowaniu rodzinnego zjazdu. Zamówiono Mszę św. w parafialnym kościele. Ustalono motto I Rodowego Zjazdu, ułożono Hymn rodowy, w którym króluje refren: „Hej z Gorajów rodu chrześcijanie...”, powstał też śpiewnik, a młodzież opracowała własną stronę internetową (www.gorajklan.republika.pl). Bardziej doświadczeni i jeszcze bardziej zadowoleni z udanego przebiegu I Rodzinnego Zjazdu, przystąpili do przygotowań kolejnego rodzinnego spotkania, a potem kolejnego.
Każde trwa zbyt krótko
Współczesną familię Gorajów, liczącą ponad 130 osób, można spotkać w królewskim Krakowie - mieście do którego żywią szczególny sentyment, ale także w Bukownie, Olkuszu, Przemyślu,
Łodzi, Starachowicach, Chełmnie oraz w Warszawie. Większość to osoby ze średnim oraz wyższym wykształceniem, przeważnie technokraci. Najbardziej znana osobowość z rodu
Gorajów to Ernest Bryll, który ożenił się z prawnuczką protoplasty Józefa - Małgorzatą.
„Każde z rodzinnych spotkań jest inne i każde niezapomniane, każde trwa zbyt krótko i po każdym ocieramy łzy. I gdyby nie nadzieja, że za rok
spotkamy się znowu w tym samym, a może nawet liczniejszym składzie, to pewnie rozstaniom nie byłoby końca” - ze wzruszeniem wyznaje p. Witold Gęgotek, człowiek,
który od samego początku całym sercem oddał się dziełu odnowienia familijnych więzów.
Dziś, kiedy słowo „rodzina” coraz mniej znaczy taka postawa budowania więzi rodzinnych, tworzenia bratniej miłości i solidarności buduje. A jednak można..., jeśli
tylko bardzo się pragnie. Zjazdy rodzinne to przecież nie tylko poznawanie się obecnych pokoleń, ale to przede wszystkim poznawanie swoich korzeni poprzez wspomnienia i pamięć swoich przodków.
Jak to dobrze, że są takie rodziny, rodziny na medal. Niech ich determinacja, mobilizacja, jedność i sukces będzie zachętą dla innych rodzin diecezji, by wyjść poza mury swych mieszkań do tych,
z którymi łączą ich nierozerwalne więzy...



