Reklama

W cieniu Katedry (2)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

- Katedra to matka, rozpoczął swą refleksję proboszcz, ks. prałat Marian Rusin. Jest matką wszystkich kościołów w diecezji. Słowo matka mieści w sobie takie bogactwo treści, jest tak bliskie sercu każdego człowieka, że nie ma potrzeby uzasadniać jego znaczenia. Do matki chętnie się przybywa, z matką człowiek czuje się bezpiecznie, do matki zawsze chętnie się wraca, nawet jeżeli jest się już na swoim. Każdy ksiądz jest związany z katedrą przez fakt święceń kapłańskich, które tu się dokonały. Dlatego powracamy ze szczególnym sentymentem, bo wiemy, że tu odnajdujemy korzenie, że tu się wszystko zaczęło. Jest takie powiedzenie, że jak braknie matki, nie ma domu, nie ma gniazda rodzinnego. Zatem gdyby nie było katedry, panowałaby pustka. Dlatego Bogu dzięki, że jest ta świątynia, a przy niej obecny Pasterz diecezji, który kocha, czuwa, prowadzi. W swoim życiu kapłańskim miałem tę możliwość, że mogłem być przy katedrze, po pierwsze jako kleryk, potem wikariusz, aż wreszcie proboszcz. Przyznam, że kiedy otrzymałem nominację wikariusza katedralnego, przyjąłem ją z wielkim respektem, a nawet strachem. Byłem świadomy, że przed młodym księdzem stoi wielkie wyzwanie. Powrót do miejsca, w którym człowiek się kształtował pod okiem wspaniałych księży profesorów był zobowiązaniem, jakiemu należało sprostać. Szybko wyzbyłem się obaw i wątpliwości. Zostałem serdecznie przyjęty przez ks. prał. Mariana Burczyka, ówczesnego proboszcza. Mimo trudnych warunków, w jakich przyszło żyć, życzliwa atmosfera powodowała, że z ochotą i entuzjazmem podjąłem powierzone mi zadania. Z podziwem patrzyłem na swego zwierzchnika, który był dla mnie przykładem gorliwego duszpasterza, o wielkim, otwartym sercu dla ludzi i nieustannego czciciela Matki Bożej Jackowej.
Warto w tym miejscu przypomnieć zachowaną w legendzie historię cudownej figury, która do przemyskiej katedry trafiła z Rusi Kijowskiej. Uchodząc przed najazdem tatarskim, św. Jacek wbiegł do kościoła, by uratować przed profanacją Najświętszy Sakrament. W momencie, kiedy opuszczał świątynię rozległy się słowa: „Syna zabierasz, a mnie zostawiasz”. „Przecież ty Matko Boża jesteś zbyt ciężka, nie dam rady” - odparł z żalem. „Jeżeli weźmiesz mnie z sobą, to mój Syn ulży ci” - powiedział głos.
Dzisiaj piękna alabastrowa rzeźba zdobi jeden z najbardziej czczonych ołtarzy katedry. Liczne wota świadczą o wielu łaskach, których doświadczyli wierni, natomiast całe zdarzenie wielokrotnie zostało uwiecznione w rzeźbie i ikonografii kościelnej.
Jest rzeczą oczywistą, że jednym artykułem prasowym, nawet jeżeli składa się z kilku części, nie sposób ogarnąć całego bogactwa historycznego, materialnego i duchowego, które składa się na fenomen katedry. Można co najwyżej dotknąć kilku elementów, wydobyć niektóre wspomnienia, rozbudzić emocje. Ale nawet z tych fragmentów wydobywa się niezwykła opowieść. Wystarczy przystanąć w cieniu nawy, zadumać się i zasłuchać, bo katedra mówi. Każdy fragment muru, rzeźba czy obraz opowiada o naszych dziejach. Pokolenia wyświęconych pod jej dachem kapłanów, uroczyste liturgie, dziękczynienia oraz intencje, ludzkie nadzieje i łzy są zarówno świadectwem wiary, jak też historii Kościoła i narodu. Historii od jej zarania.
Dzięki zaangażowaniu Księdza Proboszcza i kościelnego, pana Marka, udało się podnieść ciężką płytę i wejść do podziemi pod prezbiterium. W wyniku prac archeologicznych zostały odsłonięte fragmenty murów rotundy romańskiej pod wezwaniem św. Mikołaja, których pochodzenie datowane jest na XII w. Na tych zrębach właśnie wyrosła dzisiejsza katedra. Można śmiało powiedzieć, że jej korzenie sięgają wczesnych początków państwa polskiego. Wedle oświadczenia Księdza Proboszcza w niedługim czasie podziemia zostaną udostępnione pielgrzymom i turystom. Wejście znajdować się będzie od strony wieży zegarowej. Kamienne ciosy czy fragmenty szkieletów tchną nie tylko tajemnicą prastarych dziejów, ale są wzruszającym dowodem duchowej i materialnej obecności naszych przodków. Warto pamiętać, że w podziemiach katedry spoczywają prochy biskupów przemyskich, a w 1939 r. sowieci sprofanowali trumny bp. Fredry i jedenastu członków jego rodziny, szukając w nich prawdopodobnie kosztowności.
Wracając do minionych zdarzeń, przywołując wspomnienia Ksiądz Proboszcz wyraził swój uczuciowy stosunek do tego miejsca, a także szacunek dla poprzedników i historii. Jednocześnie dał wyraz troski o dzień dzisiejszy świątyni.
- Chciałbym, aby katedra nadal była kościołem żywym. Widzę w tym pewną trudność, gdyż ta część miasta coraz bardziej się wyludnia, zostają sklepy, urzędy i instytucje, a osiedla mieszkaniowe sytuują się na Zasaniu lub na obrzeżach. Istnieje niebezpieczeństwo, że katedra, z wielkiej kiedyś parafii, stanie się parafią małą, a kościół przecież zostaje ten sam. Statystycznie parafia liczy około 6 tys. osób, ale w niedzielnych Mszach św. uczestniczy 1800 wiernych. Marzę by tak jak w przeszłości świątynia była pełna, a nie pustoszała. Jest to powodem mojej troski, choć wiem, że to cecha starych kościołów. Na Wawelu jest podobnie. W przyszłym roku chciałbym odnowić cyborium w kaplicy Najświętszego Sakramentu i również nastawę ołtarza głównego. Byłaby to kontynuacja prac renowacyjnych katedry zapoczątkowanych przez moich poprzedników.
Wyjątkowym wydarzeniem w najnowszych dziejach świątyni stał się fakt obecności w jej murach relikwii bł. ks. Jana Balickiego i św. bp. Józefa Pelczara. Dzięki Nim rośnie wymiar Bożego kultu, bo przybywają tu z modlitwą, nawet z odległych stron, wciąż nowi wierni.
Kościelny, pan Marek, z katedrą związany jest od ponad 30 lat. Kiedyś jako ministrant, dzisiaj pracownik funkcyjny. Z wydarzeń, które mocno wryły się w pamięć, wspomina czas stanu wojennego, kiedy stał na straży sztandarów organizacji związkowych „Solidarności” różnych zakładów pracy z terenu miasta Przemyśla. Stan wojenny spowodował, że zostały ukryte w katedrze przed Służbą Bezpieczeństwa, która niszczyła wszelkie symbole patriotyzmu i niepodległości.
- Wbrew zakazom przygotowywałem je przed Mszą św. z okazji jakiegoś ważnego wydarzenia i widziałem łzy wzruszenia ludzi, którzy przy tych sztandarach choć przez tę chwilę czuli się wolni. Bardzo lubię w ciszy i spokoju usiąść przy ołtarzu Matki Bożej Jackowej i tam się modlić. Wielkim przeżyciem dla mnie i proboszcza ks. Mariana Burczyka było zamknięcie kościoła przez Urząd Ochrony Państwa. Stało się to w związku z wizytą Ojca Świętego. Po ostatnim nabożeństwie funkcjonariusze sprawdzili dokładnie cały kościół, a następnie zaplombowali. Niby zrozumiałe, że wymagały tego względy bezpieczeństwa, ale zamknięcie drzwi przed wiernymi było dla proboszcza faktem przygnębiającym. Dzięki interwencji udało się zorganizować Msze św. dla parafian przy polowym ołtarzu obok pałacu biskupiego. W następny dzień odbyła się wizyta. Ojciec Święty szedł wśród szpaleru ludzi z rozpostartymi ramionami, aby każdy mógł dotknąć jego dłoni. Mało kto wie o zdarzeniu, które miało miejsce podczas tej uroczystości. Według scenariusza Ojciec Święty miał wejść i wyjść głównymi drzwiami. Tymczasem Msza św. skończyła się 20 minut wcześniej, więc zapadła decyzja, by Papież udał się do pałacu biskupiego, ale bocznym wejściem, które oczywiście było zamknięte. Pracownik ochrony w ciągu kilku sekund musiał otworzyć drzwi, do których nie miał klucza. Rozkaz rozkazem, więc wykopał je wraz z zamkiem.
Związki z katedrą mają różnorakie podłoże. Jakkolwiek pierwszym celem dla wszystkich jest modlitwa, pozostają w pamięci także względy emocjonalne, które jeszcze bardziej utrwalają tę więź i nawet po wielu latach każą identyfikować się z miejscem. Dla jednych jest to sakrament chrztu czy małżeństwa, dla innych ministrancka służba, Pasterka, lub przyjaźń i troska kapłańska. Wielu z moich znajomych chodziło do katedry posłuchać odważnych i mądrych homilii abp. Ignacego Tokarczuka. On zawsze stawał po stronie dręczonych ludzi, piętnował nieprawość i zakłamanie ówczesnej władzy. Jego przesłania budowane na Bożej prawdzie były drogowskazem, budziły nadzieję i umacniały wewnętrznie. Łatwiej było zidentyfikować kłamstwo, wyzbyć się lęku, mając moralne wsparcie takiego autorytetu.
Niezwykłość katedry to oprócz wspaniałego, widzianego z daleka monumentu, również dzwony, które nieraz wieściły radość, a często biły na trwogę. Najstarszym i największym z nich jest Jan. Wiek dzwonu sprawił, że zdobnictwo i łacińskie napisy są trudne do odczytania. Udało się jednak ustalić, że został ufundowany przez Kapitułę Przemyską i bp. Walentego Wężyka za 30 tys. złotych polskich „Na chwałę Bogu najwyższemu”. „Odlał mnie Leopold Polański, obywatel Lwowa - Przemyśl, 5 lipca 1766 roku”. Charakterystycznym faktem jest, że dzwony poprzez zawarte na nich intencje przemawiają jakby własnym głosem, mówią w pierwszej osobie. I tak górną część dzwonu wieńczy napis, którego zasadnicza treść brzmi: „Wołam do Boga Najwyższego mym głosem, by jego dźwięk oddalił od nas gwałtowne burze i podstępne uderzenia piorunów”. W środkowej części widnieje ukrzyżowany Chrystus i przesłanie: „Oto krzyż Pana, uciekajcie przeciwnicy, zwyciężył lew z pokolenia Judy, korzeń Dawida”. A dalej postać Matki Bożej z wezwaniem: „Patronko korony polskiej, módl się za nami”. Sylwetka św. Michała Archanioła opatrzona jest prośbą: „Ustanowiony Księciem, św. Michale Archaniele oddalaj od nas swoim głosem gwałtowne burze, błyskawice, pioruny.”. Z treści tej wywnioskować można, że dzwon mógł być poświęcony św. Michałowi Archaniołowi i nosić jego imię, tym bardziej, że był On patronem diecezji. W kronikach diecezjalnych ze stycznia 1912 r. nie wymienia się nazwy Jan, lecz nazywa się go wielkim dzwonem. Jan waży 4 tony i ma 2 metry średnicy. Jest wielki, dlatego właśnie jeszcze jest. W 1914 r. Austriacy zabrali bowiem 5 mniejszych dzwonów katedralnych. Został jedynie Jan. Ciekawostką jest fakt, że sam dzwoni jedynie w przypadku śmierci biskupa, posiada piękne 7-tonowe brzmienie, a do momentu zastosowania elektroniki uruchamiany był ręcznie przez 4 mężczyzn. Wszyscy dokładnie pamiętamy październikowy wieczór 1978 r. Biły wówczas wszystkie. Uroczyście, długo i radośnie. Bo też radość tego dnia w sercach Polaków gościła szczególna.
W minionych dniach katedra znów dała świadectwo swojej świetności i zapisała w swych dziejach wydarzenia niepowtarzalne. Jak za dawnych lat zapełniła się po brzegi wiernymi i zabrzmiała dziękczynną modlitwą, tym razem za dar nawiedzenia archidiecezji w Jasnogórskim Wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Temu wydarzeniu poświęcona zostanie III część tekstu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2003-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Jak to jest być młodą kobietą pracującą "za kulisami" Kościoła? Poznajcie historię Kamili, 25-letniej zakrystianki!

2026-02-16 20:40
Kamila - zakrystianka

Archiwum Kamili Suchańskiej

Kamila - zakrystianka

Czy 25-latka pracująca na zakrystii budzi zdziwienie? Na pewno. Co się takiego wydarzyło, że młoda kobieta już od niemalże 7 lat jest zakrystianką i… nie zamierza tej posługi porzucić? Mało tego, pokazuje ją również w mediach społecznościowych? Poznajcie Kamilę Suchańską z Częstochowy. W parafii św. Melchiora Grodzieckiego można ją spotkać przede wszystkim na zakrystii – podczas przygotowywania Mszy św., zajmującą się ornatami czy po prostu przyjmującą intencje Mszy św. Jak sama mówi, słyszała wielokrotnie, że „zakrystia to nie jest miejsce dla kobiet”, jednak… pragnie przełamać ten stereotyp i zaprosić do świata kościoła „za kulisami”.

Więcej ...

Kacper Tomasiak dziękuje Bogu i medale oddaje również Jemu!

2026-02-16 21:56

Ks. Edward Pleń

Ksiądz Edward Pleń przebywa wraz z olimpijczykami na igrzyskach we Włoszech i służy sportowcom duchowym wsparciem. Dzień przed konkursem na skoczni normalnej odprawił w Predazzo Mszę świętą, w której uczestniczył Kacper Tomasiak. Duchownego urzekło zachowanie młodego sportowca oraz jego podejście do najbliższych. "To rodzina zdobyła ten medal" - przekonuje.

Więcej ...

85 lat temu Niemcy aresztowali o. Maksymiliana Kolbego

2026-02-17 07:12

Niepokalanów/fot. Monika Książek

85 lat temu, 17 lutego, Niemcy aresztowali franciszkanina o. Maksymiliana Kolbego. Było to drugie jego zatrzymanie. Nie odzyskał już wolności: trafił na Pawiak, a potem do Auschwitz, gdzie oddał życie za współwięźnia.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Kacper Tomasiak dziękuje Bogu i medale oddaje również...

Wiara

Kacper Tomasiak dziękuje Bogu i medale oddaje również...

Nowenna na dobre przeżycie Wielkiego Postu

Wiara

Nowenna na dobre przeżycie Wielkiego Postu

Zakopane/ Atak nożownika na Olczy; ranna kobieta trafiła...

Wiadomości

Zakopane/ Atak nożownika na Olczy; ranna kobieta trafiła...

Biskup legnicki Andrzej Siemieniewski prosi o modlitwę za...

Kościół

Biskup legnicki Andrzej Siemieniewski prosi o modlitwę za...

Kim jest Władimir Semirunnij?

Sport

Kim jest Władimir Semirunnij?

Zmiany personalne w archidiecezji katowickiej od 1 marca br.

Kościół

Zmiany personalne w archidiecezji katowickiej od 1 marca br.

Komunikat Dykasterii Nauki Wiary ws. Bractwa św. Piusa X

Kościół

Komunikat Dykasterii Nauki Wiary ws. Bractwa św. Piusa X

Zmarła aktorka Bożena Dykiel

Wiadomości

Zmarła aktorka Bożena Dykiel

Ile razy można przyjąć sakrament namaszczenia chorych?

Zdrowie

Ile razy można przyjąć sakrament namaszczenia chorych?