Jeszcze przed Vaticanum II
Reklama
Ks. Wysocki święcenia kapłańskie przyjął w 1954 r., a więc na osiem lat przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II. O zmianach w liturgii raczej się wtedy
oficjalnie nie mówiło. No, może poza podwarszawską parafią św. Franciszka z Asyżu w Izabelinie, gdzie ówczesny proboszcz, cieszący się wielkim zaufaniem kard. Stefana Wyszyńskiego,
świątobliwy ks. Aleksander Fedorowicz, właśnie w 1954 r. zaczął odprawiać Mszę św. twarzą do ludu. „Na odprawianie twarzą do wiernych mam zezwolenie Ordynariusza. W podawaniu
treści kolekty i modlitwy po Komunii przez lektora w języku narodowym, w urządzeniu ofiarowania i w niektórych innych sprawach idę za wskazówkami
kard. Lercaro. (...) Ważniejsze od sprawy języka jest rozbudzenie świadomości liturgicznej wiernych” - pisał w artykule ogłoszonym w 1959 r. Dodajmy, że kard. Lercaro,
arcybiskup Bolonii, po Soborze był przewodniczącym Rady dla wykonywania Konstytucji Sacrosanctum Concilium o świętej Liturgii.
Po ogłoszeniu Konstytucji o Liturgii ks. Fedorowicz pisał: „Wydaje się, że najprostszym określeniem, ku czemu Kościół zdąża i co ma na celu wprowadzając reformy liturgiczne,
będzie odpowiedź, że Kościół chce osiągnąć w dzisiejszej Mszy św. to, co chciał osiągnąć Chrystus w Ostatniej Wieczerzy. Jeśli się czyta teksty Pisma Świętego, to widać, jak bogatą
treść we Mszy św. chciał zostawić Apostołom”.
Już po jego śmierci Prymas Tysiąclecia na łamach Przewodnika Katolickiego (nr 15/1967) pisał: „Ksiądz Aleksander Fedorowicz, duszpasterz podwarszawskiej parafii w ośrodku Izabelin,
na kilka lat przed soborową reformą świętej liturgii zdołał wychować swoich parafian do czynnego udziału w modlitwie liturgicznej. Przywiązując wielką wagę do zrozumienia ducha liturgii, wiele
cierpliwej umiejętności włożył w to, aby reforma liturgii nie była szukaniem nowości, ale życiem wewnętrznym ludu Bożego. Sam głęboko zjednoczony z Bogiem - ks. Ali -
we wszystkich swoich pracach pasterskich prowadził swoją parafię do nadprzyrodzonej jedności w Chrystusie. Zasłużył sobie na nazwę nowoczesnego duszpasterza właśnie tym, że wprowadził
lud Boży w radosne Misterium Kościoła Świętego. Niech się raduje ze świętymi w niebie”.
U Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża
Założycielka Dzieła Lasek, niewidoma m. Elżbieta Czacka - opowiada Niedzieli s. Teresa Stańczyk, franciszkanka służebnica krzyża z klasztoru przy Piwnej - swą życiową pasję,
realizowaną z konsekwencją i oddaniem, którą było budowanie lepszego losu tych, którzy jak ona pozbawieni byli wzroku, łączyła z ogromną miłością do Kościoła, a troskę
o właściwie przeżywaną liturgię pozostawiła jako podstawę pobożności, którą miało żyć Dzieło Niewidomych w Laskach. Podkreślała nieocenione znaczenie apostolskie i wychowawcze
liturgii, mającej szczególną moc zwłaszcza wobec ludzi nie znających prawdziwego oblicza Kościoła, dla których zetknięcie z autentycznymi formami kultu może stać się niejednokrotnie drogą do
zrozumienia, czym jest Kościół. W kształtowaniu duchowości liturgicznej Lasek wspierał Matkę wybitny liturgista, prekursor przemian soborowych ks. Władysław Korniłowicz. To był fundament, który
zdecydował o kierunku i stylu podjętych działań, gdy w grudniu 1956 r. kard. Stefan Wyszyński powierzył odbudowę kościoła św. Marcina Franciszkankom Służebnicom Krzyża
z Lasek. Autorką projektu wystroju kościoła była s. Alma Skrzydlewska. Zgodnie z jej zamysłem, dawna barokowa architektura kościoła otrzymała nowe wnętrze, bardziej dostosowane
do funkcji liturgicznych i do potrzeb współczesnego człowieka.
Jeszcze w październiku 1962 r. w kościele na Piwnej rozpoczęto nabożeństwa w intencji Soboru, a tematyce soborowej poświęcone były codzienne homilie.
Od Adwentu 1962 r. ówczesny rektor ks. Bronisław Dembowski (późniejszy biskup włocławski) otrzymał od władz kościelnych pozwolenie na odprawianie codziennie Mszy św. wieczornej.
Ci, którzy 40 lat temu, zanim jeszcze ogłoszona została Konstytucja o Liturgii Świętej, gromadzili się w kościele św. Marcina - podkreśla s. Teresa - starali
się z wyczuciem i miłością odczytywać treści, które niósł Sobór. Rozumieli, że nie chodzi o zmiany czysto zewnętrzne, ale o wydobycie treści istotnych, duchowych,
które kształtować powinny naszą pobożność, osobistą i wspólnotową więź z Bogiem. Szacunek dla tego, co wniosło tamto pokolenie, próba wciąż nowego odczytywania i kontynuacji
jest niełatwym, ale pięknym naszym zadaniem - mówi s. Teresa, franciszkanka służebnica krzyża z klasztoru przy ul. Piwnej.
W parafiach powoli i rozważnie
Zdaniem ks. prał. Stefana Wysockiego przemiany posoborowe w liturgii przebiegały na ogół spokojnie. Najlepiej zmiany przyjęła młodzież. Zawsze najwięcej zależało od proboszcza. - My,
młodzi wówczas kapłani, zmiany wprowadzaliśmy dość energicznie i śmiało. Ludzie dobrze odbierali Msze św. w języku polskim. Była ogólna akceptacja i nie było większych
oporów. Co prawda niektórzy uważali, że zmiany to profanum dla liturgii, dla kontaktu z Bogiem, że nie ma co wprowadzać języków narodowych skoro do kontaktu z Bogiem najlepiej pasuje
tak wysublimowany język, jakim jest łacina. Ale takie głosy stanowiły wyjątek. Po pewnym czasie zaczęliśmy ustawiać ołtarz w taki sposób, aby kapłan mógł odprawiać Msze św. twarzą do wiernych.
Ale to już dokonywało się powoli. Ponadto nie wszystkie świątynie mogły sobie na to pozwolić. Tam gdzie były małe prezbiteria, trzeba było wykonywać duże remonty.
Kiedyś - wspomina ks. Wysocki - odprawialiśmy Mszę św. w lesie. Przyszedł leśniczy i zobaczył, że palimy świece. Od razu wystąpił z pretensjami, że w lesie
jest otwarty ogień. Choć odprawiała się Msza św., nie zdjął czapki i czekał na jej zakończenie. Potem podszedł do mnie i zapytał: „Jakiej jesteście wiary?”. Kiedy odpowiedziałem,
że jesteśmy katolikami, zdjął czapkę, pochylił się, i przeprosił mówiąc: „Myślałem, że to jakaś sekta”. Jego zdziwienie było jeszcze większe, gdy po zdjęciu przeze mnie alby, zobaczył,
że nie mam sutanny, a jedynie strój turystyczny. Takie to były czasy...
Ks. kan. Zenobiusz Mosakowski (wyświęcony w 1959 r.), proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Rybienku-Leśnym pełnił w latach Soboru posługę kapłańską
w Ciechanowie w diecezji płockiej. - Nie od razu, ale stopniowo wprowadzaliśmy reformy soborowe - wspomina po 40 latach. Wiedzieliśmy, że wierni są bardzo przywiązani
do tradycji, dlatego nie ogłaszało się specjalnie o zmianach. Stopniowo przygotowywaliśmy lud Boży, podkreślając, że idą nowe czasy i Kościół przystosowuje się do ich wymogów. Najpierw
odprawiałem Msze św. w języku polskim, dopiero później ustawiliśmy ołtarz w ten sposób, aby kapłan był zwrócony twarzą do wiernych. Uważam, że wprowadzanie reformy stopniowo, rozważnie,
było owocne i słuszne. Dobrze pamiętam też, jak wierni cieszyli się, że Msza św. będzie odtąd w języku polskim. Później mogliśmy udzielać sakramentów, celebrować liturgię Wielkiego
Tygodnia już w nowym rycie - przypomina ks. Mosakowski.
Ks. prał. Mieczysława Stefaniuka, proboszcza parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Zielonce, Sobór zastał w seminarium duchownym. - Uczyliśmy się jeszcze odprawiać Mszę
św. w języku łacińskim. Jednak już niedługo po święceniach (1963 r.) zaczęły wchodzić w życie zmiany w liturgii - wspomina ks. prał. Stefaniuk. Pierwsze Msze
św. odprawiałem w Krzemienicy k. Tomaszowa Mazowieckiego jeszcze tyłem do ludzi i w języku łacińskim. Ale gdy byłem już na następnej parafii, w Kobyłce, ustawialiśmy
ołtarz tak, aby ksiądz był zwrócony twarzą do ludu. My, młodzi kapłani byliśmy pełni entuzjazmu do wprowadzania zmian liturgicznych. Wprowadzenie języka polskiego do liturgii było wielkim darem. Nie trzeba
już było komentować czynności liturgicznych, wszystko stało się zrozumiałe. Zmiany następowały powoli, ale rozważnie. Nie brakowało nieraz sytuacji zabawnych. Np. w stołecznym kościele św.
Aleksandra, gdzie byłem wikariuszem, na Msze św. przyjeżdżał pewien profesor z Żoliborza. Kiedyś podczas przekazania znaku pokoju, stojący obok niego młody człowiek podał mu rękę, mówiąc: „Pokój
z tobą”. A profesor popatrzył i zapytał: „Skąd my się właściwie znamy?”.
Nie prowadziliśmy żadnych sondaży jak wierni przyjmują zmiany, ale nigdy nie słyszałem protestu. Czasami tylko niektóre starsze osoby z nostalgią wyrażały się o języku łacińskim.
Dobrze została też przyjęta odnowiona liturgia sakramentalna, zwłaszcza chrztu św. Wszędzie zmiany były wprowadzane rozważnie. Najlepiej przyjmowały się w ruchach katolickich, np. w Rodzinie
Rodzin i grupach oazowych - podkreśla ks. Stefaniuk.
Pomóż w rozwoju naszego portalu