Organizacja Wioski Dziecięce SOS otworzyła nową placówkę w Syrii. Na przedmieściach Damaszku nowy dom rodzinny znalazło już dwanaścioro dzieci, sierot wojennych w wieku od dwóch do 13 lat, a dalszych 70 wprowadzi się w najbliższym czasie, poinformowała organizacja w Monachium.
W rodzinnej wiosce SOS dzieci otrzymają opiekę osobistą oraz psychologiczną, co pomoże im uporać się z traumą, jakiej doznały. „Te dzieci łączy jedno: są bez opieki i bez szkoły, wyrastały pośród nędzy i wojny, a życie w ciągłej przemocy i lęku pozostawiło głębokie ślady w ich duszach”, powiedział Wilfried Vyslozil, przewodniczący zarządu Wiosek Dziecięcych SOS w Monachium. - Konsekwencje są niszczycielskie, wiele dzieci będzie prawdopodobnie jeszcze przez wiele lat odczuwało psychiczne skutki terroru, przemocy i utraty bliskich - stwierdził.
Nowa wioska dziecięca leży na obrzeżach Damaszku na obszarze 10 tys. metrów kwadratowych. Są na jej terenie mieszkania dla „wioskowych” rodzin, a także pomieszczenia dla spotkań oraz sale terapeutyczne. Położona wśród zieleni daje też wiele miejsca na zabawy dla dzieci. Miejsce ma opinię bezpiecznego, dotychczas nie toczyły się tam żadne działania zbrojne.
Wioski Dziecięce SOS są obecne w Syrii od ponad 30 lat. Obecnie szczególnie aktywne są w zniszczonym Aleppo, w portowym Tartus oraz w Damaszku i okolicach. Swoją opieką obejmują obecnie ponad 300 tys. dzieci i dorosłych.
San Giovanni Rotondo: wszystko gotowe na przyjęcie Syryjczyków
sal (KAI Rzym) / San Giovanni Rotondo / KAI
Monika Książek
Wszystko jest już gotowe w miejscowości San Giovanni Rotondo na południu Włoch na przyjęcie dwóch rodzin syryjskich, które we wtorek przybędą tzw. korytarzem humanitarnym z Jordanii, gdzie przebywały w ośrodku dla uchodźców.
W obszernym wywiadzie, udzielonym mediom watykańskim, kard. Blaise Cupich, metropolita Chicago, odnosi się do aktualnej sytuacji międzynarodowej, ale też do lokalnej rzeczywistości archidiecezji, z której pochodzi Papież. Przypomina, że w burzliwych czasach chrześcijanie powinni być blisko Ewangelii i Jezusa. „Musimy zwracać uwagę na to, co On mówi, nie na partyjną politykę czy diatryby wynikające z agend poszczególnych państw, ale być blisko tego, co mówi nam Ewangelia” - podkreśla hierarcha.
„Ślimak na pustyni”: wspinamy się na wieże z taboretów i dziwimy się, że spadamy
2026-03-06 11:37
Polskifr.fr
Polskifr.fr / MB
Bóg nie może mnie przyjąć takiego, jakim chciałbym być, dlatego że taki, jakim chciałbym być, nie istnieje. To jest mój konstrukt myślowy, to jest moje marzenie. Istnieję tylko ja realny. Ten, którym chciałbym być, jest po prostu nierzeczywisty, a Bóg nie może kochać kogoś nierzeczywistego - wskazał w rozmowie z Polskifr.fr Wojciech Czuba, ewangelizator znany jako „Ślimak na pustyni”.