"Piesza pielgrzymka na Jasną Górę to doświadczenie wyjątkowe,
jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, bez którego z czasem nie
sposób niemal żyć" - to opinie, które powtarzały się we wszystkich
wypowiedziach pielgrzymów, z którymi miałam możliwość porozmawiać
w tym roku w Łowiczu, tuż przed wyruszeniem VI Łowickiej Pieszej
Pielgrzymki Młodzieżowej na Jasną Górę.
Dzięki takim przekonaniom i doświadczeniom możliwy jest
nasz polski fenomen: w sierpniu, jak kraj długi i szeroki, zewsząd
spływają ku Jasnej Górze szerokie potoki i wartkie strumyczki, a
czasem potoczyste rzeki pielgrzymów. Pielgrzymują wszyscy: starsi
i młodzi, zdrowi i chorzy, biedni i bogaci, szczęśliwi i poranieni
przez życie. Pragną pokłonić się przed Cudownym Obrazem Matki Bożej
Częstochowskiej. Chcą zapatrzeć się w Jej oczy, zatopić się w modlitwie.
Błagać Ją o opiekę i wsparcie albo serdecznie dziękować.
Ale najlepiej będzie chyba oddać głos samym pielgrzymom,
bo ilu ludzi, tyle doświadczeń i tyle intencji pielgrzymkowych. Podchodzę
do dwu dziewczynek, najwyraźniej znajdujących się pod opieką siedzących
nieopodal kobiet w sile wieku. Dziewczynki - jak się okazuje z grupy
sochaczewskiej - jedzą kanapki przed drogą i wskazują najpierw na
swe opiekunki - niech one się wypowiedzą dla Niedzieli Łowickiej.
P. Elżbieta, która sama o sobie mówi z uśmiechem: "Jestem
młodą babcią!", zgadza się bardzo chętnie. W tym roku wyruszyła na
pielgrzymkę już po raz siódmy. Pierwszy raz pielgrzymowała 15 lat
temu, za całą swoją rodziną. Wspomina: "Pierwsza nasza pielgrzymka
była wyrazem dziękczynienia, że nam się udały plany na życie, że
postawiliśmy dom, restaurację. Pielgrzymowałam z córeczkami, które
wtedy miały po 12, 9, 7 i 5 lat. Wtedy to była pielgrzymka warszawska.
Potem miałam trochę przerwy, bo urodziłam następną córkę, ale jak
tylko mogłam, zaczęłam znowu pielgrzymować i teraz idę już po raz
siódmy!
W każdym roku zmienia się moja prośba albo podziękowanie
za opiekę nad rodziną, że wszystko nam się układa. W tej chwili dziewczyny
są dorosłe, są na praktykach studenckich, ale jak tylko mogą, to
też pielgrzymują".
Dlatego w tym roku p. Elżbieta pielgrzymuje wraz ze swoją
kuzynką, p. Ireną i jej wnuczkami. P. Irena idzie z pielgrzymką już
po raz ósmy. Wspomina, że za pierwszym razem poszła na pielgrzymkę
z córkami i dwiema wnuczkami. "A teraz to już nas będzie szło siedmioro!
- podkreśla z dumą. - Rok miałam przerwy, gdy mąż był w szpitalu.
Idę z intencjami własnymi".
Do naszej rozmowy znowu włącza się p. Elżbieta, która
mówi: "Człowiek chce na pielgrzymce odnaleźć siebie, mieć czas dla
Boga. W życiu codziennym tego czasu tyle nie ma, a na pielgrzymce
jest czas na modlitwę, na przemyślenia. Człowiek się wycisza".
"Przychodzi sierpień - dodaje p. Irena - to czegoś brakuje!
Myślę, że każdemu potrzeba więcej wiary, a na pielgrzymce można się
zbliżyć do Boga. Wszyscy by tego pragnęli, ale niestety nie każdy
może na pielgrzymkę znaleźć czas".
Obok Elżbiety i Ireny od paru minut kręcą się i zagadują
dwie wnuczki. One także mają wieloletnie doświadczenia pielgrzymkowe!
12-letnia Natalka, jak jej babcia, pielgrzymuje po raz siódmy! Wspomina,
że za pierwszym razem pielgrzymowała z mamą, babcią, ciocią, bratem
ciotecznym. "Jechałam wtedy na wózku, a potem już trochę szłam sama,
a trochę jechałam. Teraz to już sama chcę iść do Częstochowy, z różnymi
prośbami i intencjami do Matki Bożej, zwłaszcza o pomoc w nauce.
Zawsze mnie wysłuchuje!" - podkreśla przejęta Natalka.
Dziewczynki z sympatią wspominają nawet poobcierane nogi
i przekłuwanie bąbli - najwyraźniej można to potraktować jak przygodę
- nie mówiąc już o zawieranych na szlaku pielgrzymki przyjaźniach
i odwiedzinach rodziców. "Bo któregoś dnia przyjeżdżają rodzice i
odwiedzają mnie na jakimś etapie. Teraz mam młodszą siostrę i mama
się nią zajmuje, zresztą pracuje i nie może iść z pielgrzymkę. Ale
też by chciała. W przyszłym roku mama wybiera się do Miedniewic!"
.
10-letnia Iza z dumą opowiada, że pielgrzymuje od 5 lat
i nawet podczas pierwszej pielgrzymki "nie jechała na żadnym wózku!"
. "Jak mnie bolały nogi - mówi - to zawsze mnie tata brał na ramiona
albo inni ludzie z pielgrzymki!". Iza pokochała pielgrzymowanie tak
bardzo, że była również z pielgrzymką na Litwie i Białorusi, co wspomina
ogromnie podekscytowana. "Chodzę na pielgrzymki, aby pisać intencje
i więcej się modlić, prosić o coś Matkę Bożą albo Jej dziękować.
Najtrudniejsze jest ´iście´, pokonywanie długich etapów, ale i tak
na pielgrzymce jest bardzo fajnie, lubię śpiewać przez mikrofon!"
.
Nagle Iza zrywa się i rzuca pytanie: "Chce pani poznać
kogoś z naszej grupy muzycznej?". I zanim się spostrzegłam, już wraca
z 21-letnią Eweliną, także z grupy sochaczewskiej. "To nie rodzina,
ale właściwie jak rodzina - wyjaśnia moja nowa rozmówczyni na pytanie
o znajomość z Izą. - To ´przyjaźń pielgrzymkowa´, trwa już cztery
lata!". Dalej dowiaduję się, że jest to już piąta pielgrzymka Eweliny. "
Zaczęłam chodzić, bo wierzę - mówi. - Pielgrzymka bardzo umacnia
i daje mnóstwo siły, dużo miłości, wytrwałości na cały rok. Potem
się do tego wraca, a nawet jeśli nie, to ma się to wszystko w sobie.
Dlatego pielgrzymka dużo zmienia w życiu, tak to czuję. Mam wrażenie,
że jest Ktoś, kto czuwa nad pewnymi sprawami w moim życiu i łatwiej
mi się pogodzić z chwilami trudnymi, mam świadomość, że tak musi
być".
Na pytanie o to, co dla niej jest podczas pielgrzymki
najtrudniejsze, Ewelina zamyśla się i dopiero po chwili odpowiada: "
Czasem trudno jest, gdy wszyscy są zmęczeni, jest ogólne podenerwowanie
w grupie. Ciężko nie być egoistą, zrezygnować na przykład z chęci,
aby się pierwszej umyć. Ale gorszych chwil jest zdecydowanie mniej,
to normalne, że ktoś ma gorszy dzień. Natomiast całość pielgrzymki
składa się z samych dobrych rzeczy. Uważam, że nie można rozróżniać
poszczególnych momentów, bo dla kogoś najważniejsza może być Msza
św., a dla innej osoby to, że się ktoś do niej uśmiechnął. Różne
momenty mają wpływ na konkretnych ludzi i to jest normalne!".
Dziękuję za rozmowę nowym znajomym z Sochaczewa, życzę
im szerokiej drogi i Bożego błogosławieństwa, a sama wyruszam z zaciekawieniem
dalej. Magda, lat 20, którą spotykam w punkcie rejestracji pielgrzymów,
mówi na przykład, że idzie na pielgrzymkę przede wszystkim dlatego,
że chce pomagać innym ludziom. "Na tym mi zależy w całym moim życiu,
a na pielgrzymce jest do tego wiele okazji, można się sprawdzić.
Nie myślę o własnych intencjach, raczej o tym, że będę pracować w
sekretariacie, prowadzić zapisy, zbierać pieniądze, udzielać informacji.
Chcę służyć innym".
Ponieważ widzę, że już wyruszyła pierwsza w grup pielgrzymkowych,
grupa cytrynowa, podchodzę do osób żegnających pielgrzymów. Co ich
tutaj sprowadza? Trafiam na 22-letnią Olę, która jak się okazuje
zawsze dotąd pielgrzymowała z grupą z Kutna. W tym roku zatrzymała
ją w Łowiczu pierwsza praca i praktyki studenckie. Ma łzy w oczach. "
Jest mi strasznie przykro, że nie mogę iść na pielgrzymkę! Staram
się przynajmniej dochodzić do pielgrzymów na jakiś czas, może - jeśli
nie będę musiała pracować - uda mi się do nich dołączyć w sobotę?"
- zastanawia się głośno. "Bo dla mnie pielgrzymka była zawsze wpisana
w roczny plan, jako coś naturalnego. Normalne, że jak przychodzi
6 sierpnia, to bierze się plecak i wyrusza do Częstochowy. Nie wyobrażam
sobie roku bez odwiedzin u pielgrzymów, bez poczucia tej atmosfery!
Pielgrzymka łowicka, dziewięciodniowa, jest przedsmakiem i odzwierciedleniem
tego, dokąd i po co pielgrzymuję...".
Pomóż w rozwoju naszego portalu



