Ministranci i lektorzy z parafii pw. Ducha Świętego w Poniatowej
spędzili wspólnie jeden z wakacyjnych tygodni na wypoczynku w Momotach.
Zamieszkali tam wraz ze swym opiekunem ks. Sławomirem Surą i pomagającym
mu alumnem Marcinem Pydą w "Domu św. Wojciecha", znajdującym się
na terenie tamtejszej parafii.
Momoty to niezwykłe miejsce, w którym można bezpośrednio
doświadczyć działania Bożej Łaski w działaniu człowieka. Jest to
maleńka wioska, kilkanaście kilometrów za Janowem Lubelskim, zagubiona
wśród lasów. Dawniej należała ona do diecezji lubelskiej, obecnie
znajduje się na terenie diecezji sandomierskiej. Znajdowała się tam
zniszczona drewniana kaplica, gdy w 1971 roku proboszczem nowo utworzonej
parafii został ks. Kazimierz Pińciurek. Zajął się rozbudową kaplicy,
stworzył niewielki drewniany kościółek, jakich wiele w polskich wsiach.
Prosty, skromny, ubogi - ale kościół w Momotach tylko z zewnątrz
tak wygląda. Ksiądz Kazimierz po zakończeniu prac budowlanych zajął
się tworzeniem wystroju wewnętrznego. Wyrzeźbił w drewnie wszystko:
ołtarz, sklepienie, nawet witraże. Sklepienie pokrywają kasetony,
symbolizujące tajemnice Różańca, na ścianach są stacje Drogi Krzyżowej,
nad prezbiterium Ostatnia Wieczerza. Wielość elementów rzeźbiarskich,
polichromowanych, snycerskich i stolarskich jest pięknie zharmonizowana,
połączona poprzez naturalne piękno drewna. Kościół wygląda jak dzieło
dobrego czarodzieja z bajki, a jest dziełem pracy jednych rąk - rąk
kapłana artysty. Podziwiają go liczne wycieczki z kraju i zagranicy,
jego piękna nie da się opisać - to trzeba zobaczyć. Niestrudzony
w swej pracy ks. Pińciurek stworzył nie tylko kościół. Zajął się
także swoimi parafianami, szczególnie młodzieżą, uczył ich muzyki,
fotografowania, zorganizował życie sportowe. Nie poprzestał na tym,
zapragnął, aby do Momot mogła przyjeżdżać młodzież na wakacyjny wypoczynek.
Dawny budynek gospodarczy, który służył mu jako warsztat pracy, przekształcił
na ośrodek wypoczynkowy. Udało mu się zgromadzić wyposażenie umożliwiające
noclegi i przygotowanie posiłków, wybudował łazienki. Obok znajduje
się pole namiotowe, na którym biwakują i rozbijają obozy harcerze
z kraju i zagranicy. Planował dalszą rozbudowę Domu św. Wojciecha
i ocieplenie budynku umożliwiające korzystanie z niego nie tylko
w lecie, ale plany te przerwała jego śmierć w 1999 r. Zmarł w 71
roku życia. Wszyscy, którzy go znali, są pod urokiem jego osobowości,
jego talentu, młodzieńczej radości życia, entuzjazmu w planowaniu
i realizowaniu ciągle nowych zamierzeń. Był niezwykłym Kapłanem i
niezwykłym Człowiekiem.
Młodzi Poniatowianie byli w Momotach już po raz trzeci,
niektórzy z nich mieli szczęście znać ks. Pińciurka. Trochę smutno
było bez niego, brakowało gospodarza i twórcy tego dzieła. Wakacyjny
wypoczynek chłopców ze służby liturgicznej był świetnie zorganizowany.
W doskonałych proporcjach łączył dyscyplinę i swobodę, obowiązki
i wypoczynek, formację duchową i rozrywkę. Każdy dzień rozpoczynał
się od Mszy św. w przepięknym kościółku, dyżurna grupa liturgiczna
przygotowywała śpiewy i czytania. Po śniadaniu pozostawał cały długi
dzień na różne atrakcje. Zauważyć tu można ciekawe zjawisko - otóż
obowiązkowe uczestnictwo w codziennej Mszy św. zajmowało bardzo niewiele
czasu - pół godziny z całego dnia. Okazuje się, że wakacje wcale
nie muszą być czasem wolnym od Boga i od obowiązków religijnych,
wręcz przeciwnie, udział we Mszy św. porządkował i organizował rytm
każdego dnia i całego pobytu. Pogoda pozwalała na codzienne kąpiele
w stawie, gry sportowe, mecze z miejscowymi ministrantami, wyprawy
do lasu. W lesie można było spotkać sarny i mnóstwo ptaków, obowiązkowe
było zbieranie jagód, z których słyną lasy janowskie. Była też wycieczka
na Porytowe Wzgórze, miejsce słynnej bitwy partyzanckiej. Wieczorami
śpiewy i zabawy przy ognisku stanowiły pogodne zakończenie dnia.
Ostatniego dnia pobytu odbyła się Droga Krzyżowa z kościoła w Momotach
do kaplicy w Ujściu, którą zaprojektował i wybudował również ksiądz
Pińciurek. W sumie wypoczynek był świetny, nastroje wspaniałe, opady
krótkotrwałe i przelotne, a wyjazd miał tylko jedną wadę - upłynął
zbyt szybko.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



