Wyobrażenie o pracy i jej formy kształtowane były przez wieki. Relacja pomiędzy pracodawcą a pracownikiem także przechodzi nieustanne transformacje i nic nie wskazuje na to, by ten proces zamierzał się zatrzymać. Spojrzawszy wstecz, rejestruje się stosunki zależnościowe, począwszy od skrajnych form bazujących na niewolnictwie, poprzez feudalny ucisk zmuszający do poddaństwa, po stosunkowo typowe dla obecnych czasów formy pracy zleconej.
Aktualnie liczba osób poszukujących zatrudnienia jest znacznie wyższa niż ilość wolnych miejsc pracy. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest rosnący poziom bezrobocia, ubożenie społeczeństwa, ogólne przygnębienie i marazm, które uniemożliwiając młodym ludziom start w dorosłe, zawodowe życie, są źródłem zniechęcenia. Regułą wręcz są: poszukiwania spotykające się wyłącznie z porażkami, bezowocne rozmowy kwalifikacyjne, bezpłatne tzw. okresy próbne (w pełnym wymiarze godzin) wieńczone standardowym tekstem: „jeżeli będziemy zainteresowani pana/pani osobą, skontaktujemy się” (ale telefon na ogół w takich przypadkach pozostaje głuchy), etc. W sytuacji zatem, gdy po takiej „ścieżce kariery” zaczyna stąpać osoba pozbawiona siły przebicia, tupetu, skrupułów lub przydatnych znajomości, stopniowo poddaje się okolicznościom, w których się znalazła. Traci zapał, dołączając do grona bezrobotnych, pogodzonych ze swoją sytuacją, a po pewnym czasie niekiedy nawet nie chce jej zmieniać.
Drugą grupę stanowią ci, którym udało się zdobyć pracę, osiągając autentyczny sukces zawodowy. Zdają sobie jednak sprawę z tego, po jak „cienkim lodzie” stąpają, jak niepewna jest przyszłość, jak trudno o dobrą posadę. Kierowani takimi refleksjami, przeradzającymi się często w lęki i fobie, poddają się mechanizmowi rynkowemu, który dyktuje pracę za wszelką cenę - kosztem rodziny, samego siebie, a nawet własnej godności. Machina wszechogarniającego pędu i pośpiechu bezlitośnie i bezkompromisowo wkręca w swe tryby, nie pozwalając na chwilę wytchnienia, refleksji. Patologiczna rywalizacja i chęć udowodnienia, nie - że jest się w danej dziedzinie najlepszym, ale - że ktoś jest gorszym, pragnienie wytknięcia innym ich słabości, dążenie do własnego triumfu kosztem cudzej porażki - oto kierunkowskazy wspinania się po zawodowej drabinie.
Na parodię zakrawa fakt, iż niestety staranie wielu, aby mnożyć własne kwalifikacje i osiągać coraz wyższe wyniki, nie wypływa ze zdrowych pobudek ambicjonalnych, ale stąd, że zostali „wessani” w „wyścig szczurów”, będący wyznacznikiem współczesnej epoki. To również nie chęć ulepszenia, kształtowania samego siebie, pracy nad sobą jest stymulatorem podejmowanych działań szkoleniowych, bądź wszelkich mających na celu zwiększenie własnej efektywności, ale presja wszechogarniającej świadomości o groźbie wyeliminowania z dalszych „rozgrywek zawodowych”, a tym samym z życia społecznego. Lęk przed wykluczeniem jest jednym z głównych bodźców wytyczających kierunek, w którym podąża rynek pracy.
Jan Paweł II - Wielki Papież - Wielki Polak, człowiek wytężonej pracy, zarówno fizycznej, intelektualnej, jak i duchowej, potrafiący jednak zachować umiar, dystans oraz zastosować odpowiednią hierarchię wartości, wyraził się kiedyś, aby nie dać się pracy zniewolić.
Podążając zatem, zarówno Jego śladami, jak i spoglądając wstecz - w kierunku Świętego Józefa, opiekuna Świętej Rodziny, a zarazem patrona ludzi pracy, wypadałoby przerewidować własne spojrzenie na nią, na to, w którym miejscu swego życia ją lokujemy i czy nie wypiera przypadkiem tego, co autentycznie najistotniejsze - drugiego człowieka, rodziny, własnego honoru.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



