Geniusz
Reklama
Ta pogrzebowa Msza stanowi zarazem niezwykłe podsumowanie krótkiego i niewolnego od trosk życia „największego geniusza muzycznego” w dziejach. Wolfgang Amadeus przyszedł na świat w katolickiej rodzinie Mozartów w Salzburgu 27 stycznia 1756 r. Jak rzadko kiedy, określenie „żył muzyką” pasuje do losów tego fenomenalnego kompozytora. Od wczesnego dzieciństwa wykazywał najwyższe zainteresowanie muzyką. Już mając trzy lata, chciał grać i kiedy jedyna przeszkoda - wzrost - znikła, Mozart zaczyna się uczyć, a po trzech latach komponuje. Występuje z ojcem i siostrą, grając prawie w całej Europie. Dość szybko okazuje się, że jest on obdarzony największym, niepowtarzalnym wręcz talentem. W muzyce rozpoczęła się jego epoka.
Najlepiej zdolności W. A. Mozarta charakteryzuje zdarzenie przywołane przez ks. Stanisława Ziębę w jego bardzo interesującej książce (którą gorąco polecam), zatytułowanej: Bóg w życiu wielkich kompozytorów. Pisze on o Mozarcie tak: „Miał absolutny słuch i fenomenalną pamięć muzyczną. Podczas uroczystości w Rzymie, kiedy Mozart miał otrzymać od papieża Klemensa XIV krzyż rycerski Złotej Ostrogi, on i jego goście słuchali słynnego chóru Kaplicy Sykstyńskiej wykonującego Miserere Gregoria Allegriego, włoskiego kompozytora z początku XVII wieku. Pod karą klątwy tego utworu nie wolno było ani wynosić na zewnątrz, ani też wykonywać. Mozart, słysząc dwa razy ten utwór, zanotował go na partyturze i, jak się okazało, tak wiernie, że zawierał tylko kilka drobnych usterek. Fakt ten wzbudził powszechną sensację”.
Dramat
W 1782 r. Mozart ożenił się z Konstancją Weber, z którą miał sześcioro dzieci (przeżyło tylko dwoje). Wskutek różnych problemów życiowych, mimo sławy i niewątpliwych sukcesów, Mozart często był zadłużony. Kłopoty finansowe padały cieniem na jego życie do ostatnich dni, upokarzając genialnego muzyka.
Wśród wielu jego fenomenalnych dzieł szczególne miejsce zajmuje Requiem. W 1791 r. poważnie chory Mozart otrzymuje tajemnicze zlecenie skomponowania Mszy żałobnej. Niestety, choroba uniemożliwia mu zakończenie tego - jak się okazało - prawdziwego arcydzieła. Faktycznie ukończy je, według precyzyjnych wskazówek samego mistrza, Süssmayr, jego uczeń. Mozart zmarł jeszcze tego samego roku 5 grudnia, mając zaledwie 35 lat.
Był nie tylko wielkim artystą, ale również pobożnym, gorliwym katolikiem, który zawierzył się Matce Bożej, często tworzącym ku chwale Najwyższego Boga i Jego Kościoła. Przed śmiercią wyznał w liście: „Kres nadszedł, zanim mogłem w pełni wykorzystać mój talent. A jednak życie było takie piękne, moja kariera zaczęła się tak obiecująco! Lecz nikt nie jest w stanie zmienić swego losu. Nie znamy dnia ni godziny, musimy się z tym pogodzić. Opatrzność rządzi wszystkim”. Z tą świadomością Mozart pisał swoje ostatnie dzieło i słuchając dziś Requiem, to się po prostu czuje.
Wydarzenie
Późnym popołudniem w sobotę 19 marca, tuż przed Niedzielą Palmową, w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski na os. Kopernik wykonane zostało właśnie Requiem W. A. Mozarta. To genialne dzieło muzyczne zaprezentowane zostało przez „Silesian Singer and Players” pod dyrekcją Marka Tracza. Zespół ten, choć stojący u progu swojej kariery, składa się z wielu doświadczonych artystów, występujących na scenach Europy Zachodniej. Partie solowe wykonywali: Aleksandra Buczek - sopran, Barbara Krachel - mezzosopran, Krystian Krzeszowiak - tenor oraz Janusz Borowicz - bas. Ich kunszt poznali już słuchacze w Zurychu, Oslo, Strasburgu czy Berlinie.
Dzieło Mozarta zabrzmiało w niezwykły sposób w murach świątyni. Oprócz muzyki było to zapewne również wynikiem wielkopostnej atmosfery. Szczególnie podniosłe w tym kontekście wydało mi się Kyrie. Choć nie ukrywam, że prawdziwy dreszcz odczuwam niezmiennie przy arcydziele (jakim niewątpliwie jest sama w sobie) Lacrimosa. Ta rosnąca fala emocji, jaka towarzyszy wzbijającym się stopniowo, coraz wyżej i mocniej głosom po to, by przycichnąć i znów powrócić... Requiem, czyli Msza żałobna, to nieskończone „skończone” dzieło Mozarta, niezmiennie zachwyca swoim majestatem, przypominając nam o pięknie i wielkości muzyki sakralnej. Za to należą się słowa podziękowania mecenasom tego duchowego i muzycznego wydarzenia, na czele z ks. prał. Ryszardem Dobrołowiczem. Organizatorem koncertu była Agencja Artystyczna „Pro Musica”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



