W tym rozważaniu chciałbym odpowiedzieć, przynajmniej w pewnej mierze, na trzy dręczące naszą podświadomość pytania: Dlaczego Kościół zwraca tak wielka uwagę na Eucharystię? Organizuje Kongresy Eucharystyczne o różnym zasięgu: międzynarodowym, krajowym i diecezjalnym, prowadzi 40-godzinne nabożeństwa, procesje, tworzy kaplice wieczystej adoracji, zaprasza na Msze św.? Po drugie, dlaczego jest tak trudno mówić mądrze, a zarazem przystępnie o Eucharystii? I po trzecie, dlaczego współczesny człowiek tak łatwo odchodzi dziś od ołtarza, od Kościoła, od Eucharystii?
Kościół w swoim nauczaniu zwraca wielką uwagę na Eucharystię, bo Eucharystia tworzy Kościół, dzięki niej Kościół żyje. Eucharystia rzuca światło na inne sakramenty i jest punktem ich odniesienia. Wszystkie inne sakramenty, sakramentalia i błogosławieństwa - z wyjątkiem pokuty - powinny być udzielane w czasie Eucharystii: a więc chrzest, bierzmowanie, kapłaństwo, małżeństwo, pogrzeb, profesja zakonna, poświęcenie kościoła, a także beatyfikacja, czy kanonizacja. Więcej, nie ma modlitwy chrześcijańskiej bez odniesienia do Eucharystii. Eucharystia jest najbardziej wzniosłą modlitwą Kościoła i dlatego dla chrześcijan jest czymś niezastąpionym. Dla Kościoła Eucharystia jest darem, przykazaniem i zadaniem.
1. Największy dar, bo Chrystus daje samego siebie. Uobecnia mękę, śmierć i zmartwychwstanie Swoje, duszę naszą napełnia łaską i w Eucharystii otrzymujemy zadatek przyszłej chwały. Nadzieję życia wiecznego.
2. Eucharystia jest przykazaniem. Do tego największego daru Chrystus dołącza przykazanie, sankcję pozytywną i negatywną: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne...” i „Jeżeli nie będziecie spożywali... nie będziecie mieli życia w sobie (J 6, 53). Czyli życie albo śmierć, zbawienie albo potępienie, trwanie w Chrystusie albo odwrócenie się od Niego - to konsekwencja i następstwa przyjmowania lub odrzucenia Eucharystii.
3. Po trzecie Eucharystia jest zadaniem. W Wieczerniku Chrystus dał uczniom zadanie do wykonania: „To czyńcie na moja pamiątkę” (Łk 22, 19). W ten sposób Eucharystia stała się testamentem Chrystusa, Jego świętą wolą. Ten kult Eucharystyczny w Kościele wyraża się głównie jako uwielbienie Boga we Mszy św. i jako adoracja Ciała Pańskiego. Przyglądnijmy się jeszcze różnym określeniom Eucharystii, bowiem wielość nazw, jakimi określana jest Eucharystia, wyraża jej niewyczerpanie bogactwo.
W pierwszych wiekach mówiono, że chrześcijanie spotykają się na „łamaniu chleba”. Tak mówi św. Łukasz w Dziejach Apostolskich, św. Paweł w swoich listach. To łamanie chleba połączone było z ucztą zwaną „agape”, na którą zapraszano wszystkich, zwłaszcza biednych. A więc Eucharystia, to dzielenie się przede wszystkim z najbiedniejszymi. Do tego nawiązujemy dziś we Mszy św. przez składanie darów ofiarnych i zbieranie tacy.
W języku greckim Eucharystia znaczy „dziękczynienie”. Jest to zatem dziękczynienie, jakie Jezus składa Ojcu - za dar stworzenia, Odkupienia i Uświęcenia, ale jest to także nasza wdzięczność za to, że Jezus stał chlebem się, dla naszego zbawienia. Wdzięczność obejmująca zarówno dar, jak i Dawcę. Źródłosłów łaciński „Missa” Eucharystię nazywa Mszą św., ale mówi także: „Ite Missa est”, idźcie, jesteście posłani, aby dawać świadectwo o swojej przynależności do Chrystusa. Jest to zaproszenie do apostolstwa. Jest i takie określenie: „Wieczerza Pańska”, „Pascha”, czyli przejście, kiedyś z niewoli egipskiej do wolności, a dziś z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych.
Msza św. jest pamiątką męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jest prawdziwą ofiarą, a nie tylko wspólnotową ucztą. „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale” - tak modlimy się we Mszy św.
Ten podwójny dar: żywa Osoba Zbawiciela i Jego dzieło zbawcze: męka, śmierć i zmartwychwstanie zostały złożone w rękach ludzkich, aby te ręce uświęcić i serce przemienić. I to jest to budowanie w nas chrześcijańskiej tożsamości przez Eucharystię.
Dlaczego o Eucharystii jest tak trudno mówić? Bo Eucharystia jest przede wszystkim tajemnicą. Po słowach konsekracji kapłan oznajmia: „Oto wielka tajemnica wiary”. Eucharystia skupia w sobie i to, co duchowe, cudowne, nieznane i Boże, a także to, co fizyczne, cielesne i materialne. I zespolenie tych dwóch wartości duchowych i materialnych, tak trudno jest czasami wyrazić słowami. Na przykład; ojczyzna, miłość, wszyscy czujemy o co chodzi, a zarazem tak trudno jest uzewnętrznić to słowami. Ponadto, żeby zrozumieć miłość i trafnie mówić o niej, to trzeba samemu kochać. I nie inaczej jest z Eucharystią. Żeby zrozumieć Eucharystię, trzeba samemu być człowiekiem Eucharystii, żyć Nią, a to brzmi jak zaproszenie, które nie zawsze chcemy przyjąć...
Odchodząc od Eucharystii, od ołtarza, właściwie rozmijamy się z celem, dla którego zostaliśmy stworzeni. Święty Ignacy Lojola, założyciel jezuitów powie: „Człowiek został stworzony przez Boga po to, aby Boga poznał, uwielbił i w ten sposób zbawił duszę swoją.” Czym jest uwielbienie Boga? W języku potocznym znajdujemy wiele wyrażeń i metafor na określenie tej treści. Jest to trudny do uchwycenia stan ducha, złożony z podziwu, szacunku i fascynacji, i radości.
Uwielbienie stało się zapomnianą umiejętnością. W to miejsce weszła powściągliwość, dystans, kalkulacja i podejrzliwość. Uwielbienie straciło rację bytu, bo wymyka się spod kontroli racjonalnego myślenia. Nie potrafimy uwielbiać nikogo, jak tylko samych siebie. Być może, że na tym polega kryzys współczesnego człowieka. Człowiek zrobił z siebie nie tylko pępek świata, ale nawet wszechświata. Postawił się na miejscu Boga. I w takiej sytuacji otwiera się rozległa przestrzeń do rozwijania się: nihilizmu na polu filozofii, relatywizmu w dziedzinie poznania i moralności, oraz pragmatyzmu, cynizmu, a nawet hedonizmu w strukturze życia codziennego. „Róbta, co chceta” - dopowie telewizja. I chyba w tym kontekście mówił zmarły papież Jan Paweł II w adhortacji Ecclesia in Europa, że europejska kultura sprawia wrażenie milczącej apostazji człowieka sytego, który tak żyje, jakby Boga nie było.
Tym wszystkim, którzy podążają tą drogą i ulegają pokusie szybkiego sukcesu za wszelka cenę, bez refleksji nad tym, co wniesie w życie człowieka i życie społeczeństwa, powtórzę przestrogę św. Pawła Apostoła: „Nie bierzcie wzoru z tego świata...”. I dodam od siebie: wzorców tego świata nie odnoście do Kościoła. Bo misją Kościoła nie jest doraźny sukces, bycie popularnym. Kościół nie chce karmić nas złudzeniami i namiastkami szczęścia, Kościół chce doprowadzić nas do Boga, do zbawienia i dlatego Boga stawia na pierwszym miejscu, a wszystko inne będzie wówczas na swoim miejscu. A tym, którzy o tym zapomnieli, na koniec opowiem taką przypowieść.
Pewna kobieta codziennie przychodziła do kościoła na Mszę św., dużo się modliła, lecz mimo to w życiu było coraz gorzej. Powie poeta: „Fortuna kołem się toczy, pod kołem to pojąłem”. Tak było i w jej życiu, ludzie zaczęło się wyśmiewać z niej: chodzisz codziennie do kościoła, tyle się modlisz, a nic ci się w życiu nie układa, i przestała chodzić do kościoła. Po dwóch tygodniach odwiedził ją stary proboszcz, Zaproszony do środka, usiadł przy palącym się kominku i długo nic nie mówił, potem wziął szczypce, wyciągnął z ognia kawałek palącego się drewna i położył go na kamiennej posadzce przed kominkiem. Oboje przyglądali się, jak pomału gasł, aż wreszcie sczerniał i wystygł. Ksiądz wziął do ręki ten kawałek zwęglonego drewna i wrzucił go do paleniska. Kobieta podniosła wzrok i wypowiedziała tylko jedno słowo: zrozumiałam. Następnego dnia widziano ją znowu modlącą się w kościele na Mszy św.
Dziś Chrystus obecny w Eucharystii chce ci również powiedzieć: „Beze mnie nic uczynić nie możecie...”. „Nie zostawię was sierotami...”. „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy, obciążeni jesteście, a ja was wspomogę”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



