Reklama


Jerzy Kossak, obraz „Cudu nad Wisłą”

Kościół w Polsce wobec "czerwonej zarazy" w 1920 roku

2019-08-14 10:30

prof. Wiesław Jan Wysocki / Warszawa (KAI)

Episkopat wzywał do obrony Ojczyzny przed bolszewicką nawałą, do modlitw za zwycięstwo oręża polskiego, gorliwie wspierał poczynania władz cywilnych oraz wojska. Kościół w Polsce nigdy nie wykazał się tak wielkim zaangażowaniem, jak latem 1920 r. - pisze historyk, prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki. W tym roku mija 99. rocznica Bitwy Warszawskiej, nazywanej "Cudem nad Wisłą", a dziś, 14 sierpnia przypada rocznica śmierci bohaterskiego kapelana, ks. Ignacego Skorupki.

Rzeczywiście w wielu świątyniach stołecznych od początku sierpnia odprawiane były nowenny i adoracje. 8 sierpnia w niedzielę we wszystkich kościołach Warszawy miała miejsce całodniowa adoracja Najświętszego Sakramentu z wieczornymi procesjami na plac Zamkowy, gdzie wystawiono relikwie bł. Władysława z Gielniowa i bł. Andrzeja Boboli.

Praca około okopów w dni świąteczne jest dozwoloną!

Nastrój panujący wśród mieszkańców Warszawy przekazał ówczesny premier Wincenty Witos: "Celem podniesienia na duchu ludności Stolicy, wydały władze duchowne zarządzenie publiczne modłów we wszystkich kościołach. Olbrzymie tłumy ludności chodziły z procesją i chorągwiami przez dwa dni po ulicach Warszawy, śpiewając pieśni i prosząc Boga o zwycięstwo".

Kard. Kakowski nakazał proboszczom i rektorom kościołów warszawskich w czasie zagrożenia bolszewickiego trwać na stanowiskach. Mobilizował wszystkich do ofiarnego wysiłku na rzecz obrony ojczyzny. Czytamy w jego odezwie z 7 sierpnia 1920 r.: "Nadeszła chwila, kiedy cały naród, a w szczególności m. st. Warszawy, ma zdobyć się na siłę, aby odeprzeć najeźdźców i spełnić święty względem ojczyzny obowiązek. W tym celu tymczasowa Rada Obrony Miasta wzywa do stworzenia batalionów ochotniczych, do których winien stanąć każdy, kto zdolny unieść broń. Kogo na siły nie stać, niech śpieszy do drużyn, które pracują około kopania okopów. Nie trwoga, nie zemsta pchać nas winna, lecz płomienne wołanie Matki Ojczyzny o pomoc i ratunek. Ze względu na ważność chwili i grożące miastu naszemu niebezpieczeństwo, praca około okopów w dni niedzielne i świąteczne jest dozwoloną.

Gubernator wojenny i Rada Tymczasowa ujęła w swoje ręce obronę miasta, im więc należy się bezwzględny posłuch, a kto nie pójdzie za ich odezwaniem, nie jest godzien imienia Polaka.

Więc naprzód na posterunek pod hasłem: Bóg i Ojczyzna!

10 sierpnia kard. Kakowski wystosował do swoich księży apel o pozostanie na wyznaczonych im placówkach z wiernymi. "Tylko najemnik, a nie pasterz, opuszcza owce swoje w chwili niebezpieczeństwa. Gdyby jednak, co nie daj Boże, najemnik taki się znalazł i z jakichkolwiek pobudek opuścił stanowisko, obciążam go „ipso facto” suspensą „ab officio et beneficio”. Przy czym dodaję, że zbiegły kapłan na dawne stanowisko nie powróci. (...) Przykład wasz, którzy nadto jesteście stróżami mienia kościelnego, doda męstwa i otuchy waszym parafianom. (...) Stójcie niewzruszenie, a Bóg miłosierny niech nas wszystkich ma w swojej pieczy...

Niechaj ewangelicy i Żydzi dokoła Najjaśniejszej Rzeczypospolitej się skupią!

Na marginesie zaangażowania kleru Kościoła katolickiego godzi się wspomnieć o przedstawicielach innych wyznań i religii. Konsystorz Ewangelicko-Augsburski 12 lipca 1920 r. wydał odezwę „Do braci ewangelików”, w której apelował o udział w obronie kraju przed bolszewikami.

"Ojczyzna nasza w niebezpieczeństwie! Dzikie hordy barbarzyńców wschodnich stoją u wrót Polski, gotowe w każdej chwili zalać wraz z Polską Europę całą i zniszczyć dorobek pracy szeregu pokoleń. Jak za dawnych wieków, znowu w oczach naszych staje się Polska przedmurzem chrześcijaństwa i cywilizacji. ...) Nie dopuścimy..., aby wiekopomne to dzieło sprawiedliwości dziejowej, jakim jest zmartwychwstanie i odrodzenie wielkiej niepodległej Polski, gdzieś w odmętach anarchii zaprzepaszczeniu ulec miało. (...) Niechaj wszyscy ewangelicy... dokoła Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej się skupią i na usługi Ojczyzny oddadzą mienie i życie; zapisując się na pożyczkę państwową polska i zaciągając się do szeregów polskiej armii ochotniczej."

Również mozaiści polscy zaapelowali o aktywny udział w obronie kraju; z taką odezwą wystąpiła warszawska Gmina Żydowska. "Wróg wschodni, którego dłoń ciężką Polska odczuwała w ciągu stu z górą lat, znów stanął u wierzei kraju, chcąc je wywalić i ziemię naszą zwyczajem swoim zniszczyć w ogniu i utopić we krwi. Nakazem dla wszystkich nas jest wziąć broń do ręki i oddać się pod rozkazy naczelnego wodza. (...) Precz z urazami, kiedy nad krajem zawisa groza, wszak idziemy bronić nie naszych wrogów wewnętrznych, tylko ziemi, której nikt z nas kochać nie przestanie. Czynem wspólnym, da Bóg ciemiężcę wschodniego odeprzemy."

Podobnie zareagowały organizacje syjonistyczne, choć z bezprecedensowym i jednostronnym wypominaniem „doznanych krzywd”... wewnętrznych. Separatyzm tych środowisk – niezależnie od deklaratywnej lojalności – musiał budzić nie tylko wobec nich powściągliwość, ale i daleko idącą podejrzliwość.

Kapelani w okopach

Około 25 tysięcy ochotników tylko do 10 sierpnia 1920 r. gotowych było zasilić walczące oddziały. Był to wynik szerokiej akcji agitacyjnej władz państwowych, samorządowych, organizacji społecznych i wspólnot kościelnych i wyznaniowych. Zaciąg ochotniczy był spontaniczny; najmłodszymi byli 15-letni uciekinierzy z domu, najstarszym 65-letni mężczyzna, którego trzej synowie byli już w wojsku.

18 lipca, obchodzony jako święto Armii Ochotniczej, stał się okazją do wyrażenia patriotycznych uczuć przez szerokie kręgi społeczeństwa. Święto miało charakter podniosły i poważny; propagowano pożyczkę Odrodzenia Polski, zbierano ofiary na Biały Krzyż, czyli na fundusz pomocy dla żołnierza. Uroczystości kościelne odbywały się na placu Saskim, gdzie celebrował Mszę św. biskup polowy WP gen. Stanisław Gall, podczas której w czasie podniesienia z Cytadeli oddano 20 strzałów armatnich, zaś po Mszy celebrans wręczył gen. Józefowi Hallerowi poświęcony sztandar Armii Ochotniczej. Na zakończenie ceremonii biskup pobłogosławił Najświętszym Sakramentem "tych, co gotowi w bój iść za ojczyznę. Uklękły tłumy. Z piersi wyrwały się suplikacje żarliwe. Śpiewano „Święty Boże” z przejęciem i silną wiarą, iż Bóg odwróci od nas zalew wrogów Kościoła."

Biskupi odpowiadając na apel Naczelnego Wodza, Józefa Piłsudskiego, o „dobrych kapelanów”, którzy by szli w szeregach razem z żołnierzami a w okopach podnosili go na duchu, godzili się do wojska oddać 5 proc. liczby kapłanów w swoich diecezjach. Wielu prefektów wraz z młodzieżą ochotniczo zgłosiło się do służby.

W odezwie z 9 lipca 1920 r. kard. Kakowski, metropolita warszawski, wzywał kapłanów: "Wobec powiększenia się kadrów wojskowych i płynącej stąd potrzeby obsługi duchowej, wzywam kapłanów archidiecezji do zgłaszania w Kurii Metropolitalnej swej kandydatury na kapelanów wojskowych, a tymczasem wszyscy kapłani powinni stać na powierzonych sobie przez władzę stanowiskach. Całemu podwładnemu duchowieństwu polecam z jak najbardziej wytężoną gorliwością spełniać wszystkie obowiązki pasterzowania nie tylko za siebie, lecz i za tych, co obsługiwać będą zastępy ochotnicze obrońców ojczyzny."

Z największą powagą i sumiennością odpowiedział na ten apel ks. Ignacy Skorupka, kapelan-ochotnik, który stał się symbolem „cudu nad Wisłą” i batalii z bolszewikami w 1920 r.

Dzieło Opatrzności i armii

Bitwa o Warszawę stała się wyjątkowym egzaminem dla Kościoła katolickiego, skupiającego większą część społeczeństwa polskiego; w tym okresie zmagań polsko-bolszewickich nastąpiła wielka spontaniczna integracja Kościoła i narodu, porównywalna tylko do wcześniejszych wydarzeń poprzedzających 1863 r., choć na skalę daleko większą.

Pisał o tej atmosferze i późniejszym sukcesie polskim kard. Aleksander Kakowski: "Cud nad Wisłą jest oczywiście dziełem Opatrzności, ale też i dziełem armii i całego narodu, który w kilkudniowych zmaganiach w obronie stolicy wyładował całą swą energię i poświęcenie. Poszli do szeregów księża jako kapelani i sanitariusze. Wielu z nich wróciło ozdobionych krzyżami walecznych. Poszła szlachta średnia i drobna, nieomal wszystka na własnych koniach. Z mojej rodziny poszło czterech Kakowskich, dwóch Ossowskich, dwóch Wilmanów, Janowski, prawie wszyscy, co byli zdolni do boju. Poszła wszystka inteligencja, młodzież akademicka i gimnazjalna od 6-ej klasy. Poszli robotnicy fabryczni gromadnie. Niestety, w niedużej ilości poszli chłopi, bo do roku 1920 chłopi z Kongresówki mało czuli się Polakami. Dopiero, kiedy się przekonali, że bolszewicy znęcają się nad chłopami i że w potrzebie należy bronić Ojczyzny przed wrogiem – od 1920 roku stali się obywatelami Polski. Nie zagrzała chłopów do wojny odezwa Witosa, którego przecież na to powołano na prezesa rady ministrów, żeby pociągnął chłopów do wojska. Dopiero szkoła polska nauczyła chłopa być Polakiem".

Ksiądz w komży a nad nim Matka Boska...

Ks. Ignacy Skorupka, kapłan archidiecezji warszawskiej, zwrócił się do abp. Kakowskiego z prośbą o zgodę na jego wstąpienie do wojska. Kardynał nie skłonił się do prośby, bowiem w konsystorzu leżało już 40 wniosków innych kapłanów archidiecezji warszawskiej. Ks. Ignacy dostrzegał coraz intensywniejsze przygotowania do obrony, jak też coraz większą nerwowość na ulicach i... rosła w nim determinacja.. 31 lipca kapelan ponowił swoją prośbę u ordynariusza, ale i tym razem nie otrzymał zgody. Mimo to zwrócił się do biskupa polowego, ks. Stanisława Galla, o kapelański przydział. Bp Gall nie mógł decydować wbrew wyraźnej woli kardynała-metropolity i ostatecznie wyraził zgodę na wystawienie ks. Skorupce nominacji na kapelana pomocniczego garnizonu na warszawskiej Pradze. Praktycznie do obowiązków dotąd wykonywanych, doszły mu nowe... wielce absorbujące.

31 lipca wypadały akurat imieniny Ignacego. Przyjmując w ognisku życzenia od podopiecznych zapewniał siostry i sieroty: – "Nie martwcie się. Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie dzień 15-ty sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity".

Zapewne pod wpływem takiej postawy kapelana zmieniono zamiar ewakuowania sierocińca, w którym był kapelanem, do przygotowanego już miejsca w Wilanowie. Ksiądz zabronił zresztą spakowania jego rzeczy osobistych i zobowiązał siostry, by nic nie ruszano w jego mieszkaniu.

Legenda boju pod Ossowem z udziałem 236. pp. Armii Ochotniczej i jej kapelana ks. kpt. I. Skorupki, tam poległego, nabrała wymiaru symbolicznego dla samej bitwy warszawskiej i wojny 1920 r. Warszawski pogrzeb ks. Skorupki, odznaczonego pośmiertnie VM 5 kl., przekształcił się w wielką patriotyczną manifestację mieszkańców stolicy, po którym w „Tygodniku Ilustrowanym” znalazły się słowa: "Kapłan – obywatel – nauczyciel, który nie opuścił swoich uczniów, ale przy ich boku jako ochotnik-kapłan poszedł walczyć, śmiercią swoją stwierdził, że miłość, którą głosił, była uczynkiem, zasłużył sobie na ten Krzyż Virtuti Militari, który do trumny jego w dniach pogrzebu podczas wzruszającej uroczystości przypiął gen. Haller. Patrzącym na to łzy nabiegały do oczu, ale jednocześnie rosły im serca dumą napełniały się dusze otuchą".

"Naród, który ma takich synów, takich obywateli, takich kapłanów i nauczycieli potrafi być obrońcą swojej wolności, potrafi ją zdobywać, zachować dla przyszłych pokoleń."

„Kurier Warszawski” z kolei pisał o kapelanie: "Zgon jego na polu chwały świadczy wymownie przed światem o zgodzie serdecznej miedzy polskim ludem prawowiernym a polskim klerem narodowym. Zgon ów podtrzymuje rycerską tradycję bojów za naszą wolność, w których ręka kapłańska niosła zawsze sztandar z hasłem: Bóg i Ojczyzna".

Wiadomość o śmierci kapelana rozeszła się błyskawicznie. Kapelan poległ – elektryzowało wszystkich, zwłaszcza młodzież z ochotniczego batalionu z Warszawy. Legenda śmierci ks. Skorupki przedstawia go jako idącego w komży z krzyżem w ręku w pierwszej linii atakujących żołnierzy. Dał temu wyraz kard. Aleksander Kakowski w swoim pamiętniku:... "poszedł i ksiądz Skorupka, młody i pięknej powierzchowności kapłan, który jeszcze piękniejszą miał duszę. Zwrócił się do mnie z prośbą, abym mu pozwolił pójść na front razem z batalionem młodzieży gimnazjalnej warszawskiej, w którym znajdowała się jego szkoła. 'Zgadzam się, rzekłem, ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie i w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie'. 'Właśnie dlatego, odrzekł, chcę iść do wojska'. (...) Poszli naprzód. Wielu poległo, padł rażony granatem i ks. Skorupka. Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi innymi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem w dziejach wojny 1920 r. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami. Nie dla innych przyczyn, ale dlatego właśnie cały naród czci ks. Skorupkę, jako bohatera narodowego. Szczegóły śmierci ks. Skorupki opowiadali mi młodociani żołnierze, których odwiedziłem w szpitalu jako rannych. Bolszewicy wzięci do niewoli opowiadali znowu, że widzieli księdza w komży z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim. Ten moment kulminacyjny w bitwie pod Warszawą nazwano tegoż dnia 'cudem nad Wisłą'".

Grzmot armat oddalił się od miasta...

Urzędowe pismo archidiecezji warszawskiej upowszechniło ten przekaz i legendę śmierci kapelana: "Ten cichy i świętobliwy kapłan, którego tak świeżo jeszcze widzieliśmy między nami, powołany został do spełnienia w przełomowej chwili naszych dziejów z obecnej wojny posłannictwa Joanny d`Arc. (...) niestety wielkie rzeczy nie dopełniają się bez wielkich ofiar. Ofiarą, którą wybrał Bóg przed innymi dla odkupienia wolności i zwycięstwa Polski, była świętobliwa dusza ks. Ignacego Skorupki. Zmarł z podniesionym w górę krzyżem z modlitwą na ustach, dając przykład wiary, patriotyzmu i zaparcia się siebie. Warszawa zrozumiała znaczenie tej śmierci. Umarłemu dla wyzwolenia milionów zgotowało wojsko i społeczeństwo hetmański pogrzeb."

W podobnie patetycznym tonie pisały popularne czasopisma. Pierwsze wiadomości o śmierci kapelana pojawiły się w codziennej prasie stołecznej zaraz po 14 sierpnia a następnie zostały przedrukowane w tytułach i dodatkach w niemal całym kraju. Przede wszystkim sam fakt śmierci ks. Skorupki na tle zmagań i zmienności losów bitewnych na przedpolu Warszawy był osobliwie ekscytujący jako wydarzenie nabierające wieloznacznego sensu i wydźwięku. Kapelan miał w tych opisach prowadzić – w komży i z krzyżem w dłoni – cały batalion do ataku na bolszewików, w innych zaś ciało księdza było odbijane nieprzyjacielowi i przy tej akcji iluś ochotników miało odnieść rany. Prasowe teksty tworzyły legendę bohaterskiej śmierci ks. Skorupki. Nie weryfikowano tych przekazów, przyjmowano je tyle bezkrytycznie, co z dobrą wolą i przede wszystkim – emocjonalnie.

W kręgach kościelnych głoszono, że kapelan miał wizję Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej i po tym widzeniu ks. Skorupka miał poderwać do kontrataku zaległych pod ogniem żołnierzy polskich i dzięki temu dokonać przełomu moralnego i militarnego w zmaganiach o stolicę. Szerzej uzasadni tę ideę metropolita lwowski obrządku ormiańskiego, abp. Józef Teodorowicz, w kazaniu wygłoszonym w katedrze warszawskiej podczas nabożeństwa dziękczynnego za ocalenie Warszawy. Mówił: Tu, pod Warszawą taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił na dzień naprzód jej zajęcie. Sam zaś wódz francuski, który tyle zasług niespożytych położył około obrony naszej stolicy, gdy go nuncjusz zapytał w przededniu bitwy, czy liczy na zwycięstwo – odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej nasze modlitwy, aniżeli nasza sztuka wojenna”. Istotnie modlitwy pomogły. (...) modły bitwę rozegrały, modły cud nad Wisłę sprowadziły. Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją cudem nad Wisłą i jako cud przejdzie ona do historii. (...) Nie plan strategiczny rozstrzygał o ocaleniu Warszawy... Plan to inny ocalenie przyniósł. Plan ten był skreślony ręką Bożą, a stworzył go i wykonał Duch Pański. Kaznodziejstwo podobnej treści o zmaganiach z bolszewikami pod Warszawą stawało się coraz popularniejsze w całym kraju; eksponowano epifanie Królowej Korony Polskiej (miała przerażać bolszewików), gloryfikowano Francję i gen. Weyganda oraz dowódcę Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera – także gen. gen. Tadeusza Rozwadowskiego, Władysława Sikorskiego, Lucjana Żeligowskiego, Franciszka Latinika – a pomijano Naczelnego Wodza.

Ossów pod Rzymem

Szczególny kult dla postaci ks. Ignacego Skorupki miał papież Pius XI, który jako nuncjusz apostolski w 1920 r. był w Warszawie, której nie opuścił – o czym wcześniej – w chwili zagrożenia przez bolszewików. W Loreto, w sanktuarium NMP, na freskach w kaplicy polskiej polecił umieścić wizerunek Ikony Częstochowskiej, po lewej stronie obrazu – postać ks. Skorupki, po prawej – kardynałów Kakowskiego i Dalbora oraz swoją podobiznę, gdy był nuncjuszem w Polsce (nad jego głową umieszczono papieską tiarę). W podrzymskiej letniej rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo Pius XI wyraził życzenie, by umieszczono wielki fresk batalistyczny przedstawiający scenę spod Ossowa – wykonany przez polskiego malarza Jana Henryka Rosena – z postacią ks. Skorupki w centralnej części malowidła.

W warszawskiej świątyni na warszawskim Kamionku (ul. Grochowska), gdzie w drewnianej podówczas kaplicy ks. Skorupka sprawował swoją ostatnią Eucharystię przed pójściem na front, a która od jej wzniesienia w stylu kubistycznym i konsekrowania – w 1931 r. – nosi wezwanie Matki Boskiej Zwycięskiej jako votum za zwycięstwo nad bolszewikami w bitwie warszawskiej, do tryptyku głównego ołtarza, ufundowanego przez Juliannę i Wiktora Nałęcz-Cichockiego, namalował w 1935 r. obrazy Bronisław Wiśniewski. Jedno ze skrzydeł przedstawia wizerunki: klęczącego nuncjusza abp. Achille Rattiego i kapelana, ks. Skorupkę, w sutannie, komży, stule i manipularzu, z krzyżem w ręku na polu bitwy. Jeden z witraży autorstwa Haliny Cieślińskiej-Brzeskiej i rękodzieła Józefa Olszewskiego ukazuje „cud nad Wisłą”.

Jednym słowem: wojna z bolszewikami zintegrowała wymiar religijno-kościelny z misją narodu i państwa polskiego, a egzemplifikacją tego stała się data 15 sierpnia – święto maryjne i święto Wojska Polskiego – związana ze szczęśliwie już odpolitycznionym przesłaniem „cudu nad Wisłą”.

Tagi:
Cud nad Wisłą

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

„NIEDZIELA

„NIEDZIELA" JUTRA

Marszałek senatu w Częstochowie

Marszałek senatu w Częstochowie

Bitwa pod Małogoszczem

Bitwa pod Małogoszczem

Spotkanie z

Spotkanie z "Niedzielą"

Święty Krzyż

Święty Krzyż

Zawód z misją

Zawód z misją

Zebranie Walne Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

Zebranie Walne Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w...

Wrocławskie uroczystości 80. rocznicy napaści Związku Radzieckiego na Polskę i Międzynarodowego Dnia Sybiraka

Wrocławskie uroczystości 80. rocznicy napaści Związku Radzieckiego na...

Inauguracja projektu remontu poaugustiańskiego klasztoru w Żaganiu

Inauguracja projektu remontu poaugustiańskiego klasztoru w Żaganiu

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem