Muzyka i śpiew kościelny, których patronką jest św. Cecylia, odgrywają niemałą, jeśli nie ogromną rolę w kulturze kościelnej. Starożytna Święta o trochę niemodnym dziś imieniu cieszy się niezmiennie ogromną sympatią, a śpiew kościelny, szczególnie formy poważniejsze, wymagające większego przygotowania, budzi u ludzi głębokie przeżycia, pobudza do modlitwy i refleksji i zbliża do Boga.
Przyglądam się naszym parafiom, chórom kościelnym i zespołom śpiewaczym. I zauważam, że jeśli w parafii jest dobry organista, jeśli jest chór i młodzieżowe schole, to życie takich parafii jest ożywione, większe jest także zaangażowanie w parafię wiernych. Czasem też parafialne chóry są krzewicielami narodowej kultury w najlepszym jej wydaniu. Tak jest np. w parafii Bożego Miłosierdzia w Londynie, w której ostatnio gościłem. Miejscowy chór uświetnił tam uroczystości z okazji Święta Niepodległości. Ten polski chór zdobywa sławę i cieszy się wielkimi osiągnięciami.
Dawniej wiele było chórów przy parafiach, a w każdej niemal parafii był organista - do rzadkości należało, gdy go nie było. Organista był człowiekiem wykształconym muzycznie, dysponującym pięknym głosem, zwykle też był dobrym pedagogiem i miał dobry kontakt z parafianami. Gdy przychodziłem do kościoła w mojej parafii, zawsze był tam już ksiądz proboszcz, kościelny i właśnie organista. Czuło się szczególną atmosferę przygotowania do uroczystej liturgii, w zimnym zwykle kościele robiło się cieplej, żywiej, radośnie.
Nigdy nie było parafii łatwo utrzymać organistę. Kiedyś panował zwyczaj tzw. snopkowego - organiście jadącemu przez wieś wrzucano na furmankę snopki zboża, co stanowiło także jego zarobek. W wielu parafiach jeszcze dzisiaj organiści roznoszą poświęcone opłatki wigilijne, a ofiary parafian przeznaczone są na dofinansowanie ich pracy. Ale na te problemy nałożył się jeszcze kryzys ideologiczny. Jak wszystko, co związane z polską katolicką tradycją, i zawód organisty uległ deprecjacji, choć organistami byli przecież najsłynniejsi muzycy i kompozytorzy.
Dziś niewiele się pod tym względem zmieniło, ludzie odwykli od obowiązku utrzymania organisty, jego praca często jest też niedoceniana i organiści mający na utrzymaniu rodziny, zmuszeni są dorabiać, zajmując się zupełnie czymś innym. W wielu parafiach muzyczną oprawę liturgii przejęły grupy młodzieżowe, czasem są to zespoły muzyczne z przewagą gitar. Nie zastąpią one jednak muzyki organowej ani wielopłaszczyznowej pracy organisty. Dobrze, że młodzież jest aktywna, że chce dawać z siebie wiele, ale nad całością opracowań muzycznych musi ktoś czuwać, dbając, aby w liturgii odnalazł się i człowiek starszy, i ten mający inne potrzeby estetyczne, gdy chodzi o muzykę i śpiew kościelny.
Jesteśmy w okresie Adwentu. Jedną z form nabożeństwa maryjnego, gdzie śpiewanie odgrywa podstawową rolę, są Roraty. Potem przyjdzie Boże Narodzenie i czas kolęd. I cóż możemy powiedzieć? Adwentowe pieśni śpiewają jeszcze starsi - młodzież zna już niekiedy tylko pierwsze zwrotki, a kolędy „przeszły” nam w płyty, których się słucha, śpiewając już mało. Dlaczego? Bo nie ma nas kto do tego zapalić! Bo nie mamy organistów, którzy znając specyfikę i wagę poszczególnych okresów liturgicznych, przemówiliby do nas w kościele poprzez muzykę zapadającą w serca i dusze i poderwali radosną pieśnią.
A przecież śpiewając, jednocześnie się modlimy i adorujemy Boga, który przychodzi, by dać człowiekowi szczęście...
Śpiew kościelny to wielka wartość, nie zawsze przez nas doceniana. Wymaga naszej refleksji i być może poważnych przewartościowań. Zechciejmy nań zwrócić uwagę w trwającym obecnie Adwencie. Doceńmy jego wymiar duszpasterski i pomyślmy, jak wielki jest Bóg, który tyle piękna w człowieku potrafi wyzwolić.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



