Reklama
Niemal dokładnie pięć lat temu dawaliśmy w tym miejscu upust naszej redakcyjnej radości z nominacji bp. Adama. Minęły lata kanonicznej posługi śp. bp. Taborskiego i wiadomo było, że będzie nowy pasterz. Atmosfera oczekiwania rosła w klimacie radości. Po ogłoszeniu nominacji i konsekracji nowego biskupa zdawało się, że na przeszło dziesięć lat ster przemyskiej łodzi spoczywa w pewnych rękach. Arcybiskup Józef Michalik - doświadczony, o szerokich horyzontach, które raz po raz owocowały nadziejami na kolejne stolice. Heros pracowitości i precyzji bp Stefan Moskwa cieszył się, że otrzymał do pomocy bp. Adama, tak bardzo w wielu rysach doń podobnego.
Aż nadszedł ów lipcowy dzień i przyniósł wiadomość o chorobie. Potem jesienne dni mówiły o nadziei. A jednak, Pan Bóg zdecydował inaczej. Postanowił zawezwać bp. Stefana do siebie. Być może był potrzebny ktoś do uporządkowania niebieskich dokumentów, nie wiadomo. Za miesiąc, jakby tęsknotą gnany dołączył do niego bp Taborski.
Żałobny czas nie sprzyjał owym radosnym kalkulacjom co do pomocnika pozostałych w smutku Biskupów. To oczekiwanie przypominało taflę morza. Spokojna, jakby leniwa, wzbierała coraz to falą kolejnych nowinek nominujących kolejne osoby. I potem znowu cisza. I znowu jeszcze bardziej poruszona tafla ciekawości ujawniała nieraz wprost fantastyczne prognozy.
Ostatnie dni grudnia były zupełnie, zda się, niesprzyjające żegludze ciekawości. Zbliżały się Święta i to dominowało w klimatach kapłańskich serc. I właśnie wtedy, w środę 21 grudnia, kiedy klerycy już pakowali swoje skromne bagaże, pantoflową pocztą dowiedzieliśmy się, że mamy pojawić się o 12.00 w bibliotece domu biskupiego. Mimo dociekań, w których ciekawość sąsiadowała z pragnieniem jakiejś wiadomości dla koniecznego artykułu, decydenci byli nieporuszeni. Jednak tego dnia rano zacząłem nieco intuicyjnie, ale z dużą dozą pewności pisać tekst. Południowa godzina potwierdziła, że jeszcze intuicja pismaka nie jest w najgorszej kondycji.
Klimat ogłoszenia korespondował z naturą Biskupa Nominata. Ksiądz Arcybiskup odczytał pismo Arcybiskupa Nuncjusza, potem Biskup Nominat w krótkich słowach wyraził swoją gotowość posługi dla diecezji: „Chcę w pełni Panu Bogu zaufać za to wybranie, ale przede wszystkim podziękować za tę łaskę Panu Bogu, Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI i za ogromne zaufanie abp. Józefa. Tak jak potrafię, jak będę umiał, będę chciał spełniać te wszystkie obowiązki, które są związane z nową funkcją. Serdecznie dziękuję i pragnę całkowicie oddać się do współpracy w diecezji Księdzu Arcybiskupowi, a także do współpracy z bp. Adamem, na wzór tak wciąż nieodżałowanego naszego bp. Stefana Moskwy. To są wielkie zadania i sam czuję się wobec nich bardzo mały i nieśmiały, ale ufność w Bożą moc i Bożą łaskę, którą przede wszystkim chcę czerpać z tajemnicy Eucharystii, niech mi przyświeca w zadaniach i obowiązkach, które stoją przede mną. Chciałbym serdecznie podziękować także moim współpracownikom w Seminarium, księżom przełożonym, podziękować księżom profesorom. Gdy chodzi o drogę kapłańską, są tu obecni także proboszczowie z parafii rodzinnej, z Rzeszowa fary, także ks. prał. Stanisław Bełza z parafii Matki Bożej Różańcowej, gdzie aktualnie mieszkają moi rodzice, ks. Tadeusz Wyskiel. Chcę podziękować także za wprowadzenie w kapłaństwo ks. inf. Julianowi Pudło, bo tam pracowałem jako wikariusz - właśnie w Brzozowie. Dziękuję obecnym tu kapłanom, przedstawicielom Metropolitalnej Kapituły Przemyskiej, wszystkim kapłanom, siostrom zakonnym, Prezydentowi miasta, osobom świeckim. Dziękuję także i naszym siostrom w Seminarium, alumnom. Ufam, że będziecie mnie wspierać swoimi modlitwami. W sposób szczególny chciałbym wyrazić także swoje podziękowanie tu obecnemu mojemu rodzonemu bratu ks. Kazimierzowi i na jego ręce przekazać podziękowanie za wychowanie, trud rodzinny rodziców i mojego rodzeństwa. Bóg zapłać. Ufam Bożej łasce”. Biskup Nominat zaprosił następnie na 2 lutego, na godzinę 10.30 na uroczystości konsekracyjne.
Udało mi się wykorzystać dosłownie minuty przed oficjalną uroczystością, by zamienić kilka słów z ks. Marianem. Zapytałem, co czuje w tej szczególnej chwili. Oto Jego słowa:
„Pierwsze wrażenie to takie ogromne onieśmielenie, jakaś troska, jakby lęk, czy podołam temu, co stoi przede mną, co z Bożych wyborów się realizuje.
Na tę drogę chciałbym wybrać hasło, które nawiązuje do zakończonego Roku Eucharystycznego: Eucharistia - panis vitae, Eucharystia - chlebem życia.
Jeśli mogę, proszę bardzo pokornie o wsparcie modlitewne, bo jesteśmy wszyscy świadomi, że każdy z nas jest tylko człowiekiem słabym, a oparcie i siłę ma właśnie w tej łasce, która od Boga idzie i o to trzeba nam prosić, więc proszę wszystkich, aby w swojej modlitwie polecali moją osobę i te zadanie, które Pan Bóg dla mnie przygotował”.
Obok stał ks. Kazimierz, brat Biskupa Nominata, proboszcz w poddukielskim Równem. Oto jak komentował wybór brata na biskupa:
„Na pewno jest to wielkie wyróżnienie, jeśli ktoś z rodziny otrzymuje taką łaskę powołania, ale drugiej strony tym bardziej poczuwam się do jakiejś wielkiej odpowiedzialności, wsparcia modlitewnego mojego brata i pomocy w tym, czym będę mógł pomóc. Jako proboszcz mogę zapewnić, że będziemy się także modlili w parafii Równe o potrzebne łaski, aby to, co stoi przed biskupem, było jak najlepiej zrealizowane, a Bóg udzielał mu łask. Na pewno jest to także wielkie wyróżnienie dla rodziny, dla rodziców, którzy ten dzień pewnie w szczególny sposób dziś przeżywają.
Mamy jeszcze brata i siostrę. Brat mieszka w Rzeszowie, natomiast siostra mieszka daleko poza Polską. Ale obydwoje wraz z rodzinami będą niewątpliwie wspierać modlitwami swego brata biskupa”.
Dziennikarska relacja domaga się informacji o osobie Nominata. Znam Księdza Biskupa od wielu lat. To człowiek, który wiele wymaga od siebie. Bardzo zdyscyplinowany werwnętrznie, dla mnie niedościgły wzór. Do dziś mam obraz sprzed lat. Kilka razy udało mi się „nocną” jak dla mnie porą gościć w murach seminaryjnych. Był wtedy jeszcze prefektem. Była godzina przed 6.00. Klerycy jeszcze walczyli z przywróceniem swoich jestestw do nowego dnia, a on już zmierzał do kaplicy z podręcznikiem - pomocą medytacyjną. Bardzo dyskretny, ale doskonale orientujący się w realiach. Ogromnie wymagający od alumnów. Dogmatyka, którą wykłada, to dziedzina trudna, a jednak umie zainteresować kleryków tym trudnym, ale zasadniczym w kapłańskiej posłudze bagażem wiedzy. Egzamin zawsze rozkładał na kilka terminów. Najpierw były kolokwia, których zaliczenie zwalniało studentów z ponownego przerabiania materiału. Kiedy zatem czasem proponowałem jakieś ćwiczenia czy inne zajęcia związane z moim nieco, w mniemaniu alumnów, „rozrywkowym” przedmiotem, często słyszałem prośby:
- Księże profesorze, może przesuniemy to na inny dzień, bo mamy za kilka dni kolokwium z dogmatyki.
Mimo tej perfekcji w wymaganiu nigdy nie „dorobił się” epitetu „kosy”. Wręcz przeciwnie, jest bardzo lubiany. Niech zobrazowaniem tego będzie epizod sprzed kilku lat.
Jeden z kleryków, dziś już ksiądz, nie miał „szczęścia” do Księdza Profesora. Właśnie wyszedł z sali zmagań i został otoczony przez kolegów, prowadzących giełdę klimatów panujących za drzwiami wykładówki.
- No i co? Jak było?
- Ksiądz Rektor to ekstra facet - odpowiedział tamten roześmiany jak księżyc w pełni.
- To wiemy, i co, zdałeś?
- E, tam, oblałem.
Ta anegdota niech zostanie uwieczniona, bo jest piękna i przez kolejne lata służyła jako motto dla wszystkich „poległych”.
Ksiądz Biskup, to także człowiek bardzo słowny. To już opowieść mojego brata. Kiedy był klerykiem, a Ksiądz Biskup wicerektorem, „załatwiał” z nim wyjazd do parafii. Miał tam pomóc proboszczowi w przygotowaniu bożonarodzeniowych jasełek. W tak zwanym międzyczasie zmieniono zasady zwalniania. Zostały one włączone w kompetencje księdza rektora. Mój „młody” sposępniał, bo kolejna okazja wyjazdu do domu (klerycy rozumieją co znaczy taki antrakt z seminaryjnego życia), odpłynęła w siną dal. Tak sposępniałego spotkał któregoś dnia ks. Marian i zapytał o powód smutku. Kiedy dowiedział się o co chodzi, odpowiedział:
- Nie rozumiem. Skoro obiecałem, że pojedziesz, to pojedziesz.
I pojechał.
Takie to rwane informacje. Ale po ogłoszeniu miałem okazję poprosić o rozmowę ks. prał. Mieczysława Rusina, proboszcza katedry, kursowego kolegę Księdza Biskupa i jego serdecznego przyjaciela:
- Księże Prałacie, to co przed chwilą się stało, wpisuje się w radość przygotowań do Waszego jubileuszu 25-lecia kapłaństwa. To piękny dar. Niech Ksiądz Prałat przybliży nam sylwetkę nowego Biskupa, bo to przecież serdeczny Przyjaciel:
„Tak, jesteśmy na tym etapie dochodzenia do 25-lecia kapłaństwa i to, co stało się przed chwileczką, kiedy Ksiądz Arcybiskup odczytał ten radosny komunikat, że rektor ks. Marian Rojek został mianowany biskupem pomocniczym naszej archidiecezji przemyskiej, to jest bardzo radosny i szczęśliwy prezent na najbliższe święta Bożego Narodzenia i na ten Nowy Rok, który nadchodzi i na wszystkie następne lata. Z Biskupem Nominatem znamy się od czerwca 1974 r., kiedy zdawaliśmy egzaminy do naszego Seminarium Duchownego. Potem nasze ścieżki zbiegły się, bośmy byli w Bartoszycach przez 2 lata w jednostce wojskowej jako alumni żołnierze a później podczas studiów w Seminarium Duchownym i przez wspólne zamieszkanie, dwukrotne czy trzykrotne. Pamiętam, cały szósty rok mieszkałem z bp. Marianem Rojkiem i obecnym biskupem w Kamerunie Janem Ozgą. Następnie spotkaliśmy się, kiedy jako wikariusz katedralny mieszkał na parafii i na plebanii katedralnej, był naszym współdomownikiem i kiedy tu przyszedłem do Przemyśla jako proboszcz, to przez częste kontakty z Seminarium, gdzie był profesorem, a później rektorem te kontakty były jeszcze bliższe i żywsze, tak więc oprócz tych oficjalnych kontaktów istnieją więzy ściśle koleżeńskie i przyjacielskie.
Biskup Nominat tak delikatnej postury, jest wielki sercem, umysłem, bo jest bardzo zdolnym intelektualnie człowiekiem, mądrym i wykształconym. Gdy był klerykiem, postrzegaliśmy go jako naśladowcę ówczesnego naszego rektora ks. Stefana Moskwę. Poza tym jest człowiekiem skromnym, bardzo pokornym, o wielkim sercu, życzliwym, pobożnym i myślę, że ma te wszystkie wielkie przymioty, które mu bardzo będą pomagały w tej kapłańskiej, biskupiej, pasterskiej posłudze.
Nasza zazdrość przejawiała się w tym, że podziwialiśmy i staraliśmy się naśladować jego dążenie do doskonałości, jeżeli chodzi o wiedzę. Zarazem był także bardzo ludzki, bo przecież uczestniczył we wszystkich rozgrywkach sportowych, w meczach piłkarskich czy w siatkówkę, koszykówkę, czy w spotkaniach towarzyskich, w podróżach, kiedy odwiedzaliśmy naszych kolegów rozrzuconych już teraz po trzech diecezjach. Pamiętam, że ilekroć wybieraliśmy się do kolegi na spotkanie, miał przy sobie jakiś souvenir, drobną rzecz. Zawsze coś ze sobą przywiózł, aby obdarować nie tylko słowem, obecnością, ale właśnie jakimś znakiem tej serdeczności. Myślę, że to właśnie oddaje kim jest nasz Biskup Nominat Marian Rojek.
Nie dało mu się dokuczać, bo to był tak dobry człowiek, że byłoby to niestosownością... Jednak mówiliśmy mu już jako klerykowi, że przed nim jest wielka kariera, przepowiadaliśmy mu, że pewnie zostanie biskupem, co też się stało”.
To piękne słowa. Niech staną się inspiracją do modlitwy, aby w zdrowiu, ludzkiej życzliwości, ogarnięty mocą Boga, który go wybrał i siłami darów Ducha Świętego, które na niego spłyną w całej obfitości w dniu konsekracji, był wiernym sternikiem łodzi przemyskiego Kościoła.
Księdzu Biskupowi Nominatowi tak zawsze życzliwemu i zatroskanemu o popularyzację prasy katolickiej i tak chętnego na spotkania w studiu naszego Archidiecezjalnego Radia zespoły obu Redakcji składają najserdeczniejsze gratulacje i życzenia owocnej posługi na niwie Pańskiej.
Dołączamy zapewnienie o naszej modlitwie i skromnie wpraszamy się w medialne łaski wyrażone częstą na łamach i falach eteru obecnością. Szczęść Boże!
Biskup Nominat ks. Marian Rojek, syn Józefa i Genowefy Gromek, urodził się 9 kwietnia 1955 r. w Rzeszowie w rodzinie robotniczej o bogatych tradycjach religijnych. Ma czworo rodzeństwa, z którego młodszy brat Kazimierz jest również księdzem (proboszczem w parafii Równe k. Dukli).
Dzieciństwo i młodość spędził w Rzeszowie, angażując się w prace grup apostolskich i działalność ruchów religijnych.
Po ukończeniu szkoły podstawowej a następnie I Liceum Ogólnokształcącego w Rzeszowie, w czerwcu 1974 r. podjął decyzję o wstąpieniu do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Studia seminaryjne już od października tegoż roku przerwało niespodziewane powołanie do odbycia dwuletniej służby wojskowej w Bartoszycach. Po powrocie podjął na nowo formację w przemyskim Seminarium i 7 czerwca 1981 r. wraz z grupą 27 konfratrów przyjął w katedrze przemyskiej święcenia kapłańskie z rąk bp. Ignacego Tokarczuka.
Po święceniach, od czerwca 1981 r. podjął pracę jako wikariusz w parafii Brzozów, a jesienią 1982 r. został skierowany na studia specjalistyczne z teologii dogmatycznej w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Studia te zakończył obroną pracy doktorskiej w czerwcu 1987 r. rozprawą, pt. ź Eucaristia fa la Chiesa: la relazione tra la Chiesa e ľ Eucaristia nel contesto dottrinale delľ enciclica „Mysterium Fidei” di Paolo VI.
Od września 1987 r. jest wykładowcą teologii dogmatycznej w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu i Sandomierzu, a w czerwcu 2001 r. został mianowany rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu, którą to funkcję aktualnie pełni.
W uznaniu za gorliwą służbę i przykład kapłańskiego życia, a szczególnie za pracę dydaktyczną i wychowawczą Ojciec Święty Jan Paweł II w 2000 r. podniósł go do godności Kapelana Jego Świątobliwości, a 17 marca 2005 r. abp J. Michalik odznaczył go tytułem Gremialnego Kanonika Przemyskiej Kapituły Metropolitalnej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu


