Ostatni ze ślubów poddawanych pod rozwagę wiernym w nowennie miesięcy przed uroczystością 50-lecia Jasnogórskich Ślubów Narodu brzmi: „Przyrzekamy szerzyć cześć i nabożeństwo do Matki Najświętszej”. Było to zasadnicze pragnienie sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. I właściwie realizacji tego pragnienia poświęcił on całe swoje życie i pracę duszpasterską. Ten wielki kapłan zapatrzył się w Matkę Najświętszą, szczególnie czcząc Ją w Cudownym Obrazie na Jasnej Górze. Do tego sanktuarium przybywał, by wpatrywać się w słodkie oblicze Jasnogórskiej Madonny i wsłuchiwać się w głos tego miejsca. Jasna Góra była dla niego domem Matki, a w domu Matki człowiek czuje się dobrze, u siebie. Ksiądz Prymas często to podkreślał.
Śluby Jasnogórskie były kulminacyjnym wyrazem maryjnej pobożności Prymasa Tysiąclecia, nie tylko w jej wydaniu osobistym, ale również społeczno-eklezjalnym. Jako Prymas Polski potwierdzał, że naród i Kościół polski żył zawsze i chce żyć pobożnością maryjną. Ten uroczysty akt całkowitego zawierzenia się Maryi z prośbą o Jej pomoc w naszych trudnych sprawach oraz w pracy nad sobą miał jednak znaczenie przełomowe. Kościół w Polsce zaczął w sposób społeczny odnosić wszystko do Maryi.
Gdy chodzi o kult Matki Najświętszej, nasz naród wiele zawdzięcza oczywiście św. Maksymilianowi Marii Kolbemu. To on przez Rycerza Niepokalanej, przez ideę Niepokalanowa, przez głęboką modlitwę trwającą w tym miejscu zaszczepił w Polsce pobożność maryjną, która przyczyniła się do wierności narodu polskiego Kościołowi i oddania Niepokalanej spraw narodowych i osobistych.
Należy też wspomnieć tu o wielkim prymasie Auguście Hlondzie, który w 1946 r. w Akcie Oddania Polski Niepokalanemu Sercu Maryi na Jasnej Górze wiązał naród polski z umiłowaną Maryją - Matką Chrystusa.
Tą drogą, która tyle razy okazała się być drogą najpewniejszą, poszedł także kard. Stefan Wyszyński. Szczególnie w czasach wojującego stalinizmu odniesienie narodu do Matki Najświętszej było aktem głębokiego zawierzenia Maryi, ale i namacalnej Jej pomocy.
Z perspektywy dziesięcioleci można wnioskować, że zawierzenie Maryi - wszystkie akty dokonywane w pielgrzymkach na Jasną Górę oraz w polskich parafiach - sprawiło, iż Kościół w ojczyźnie ocalał, ocalała wiara w narodzie, który był tak doświadczany przez ateistyczny komunizm oraz filozoficzny marksizm. Ataki na religię, na wiarę, na Kościół były perfekcyjnie przemyślane, mocne i zdecydowane. Widzimy to i dziś, gdy przegląda się różne akta IPN-u, mówiące o potrzebie lustracji. Księża byli osaczeni, do walki z Kościołem uruchomiono całe moce zła. Zawsze mogliśmy się jednak uciekać do Maryi. I czyniliśmy to. Zanosiliśmy Jej w gorących modlitwach nasze serdeczne prośby osobiste, społeczne i narodowe. I Matka Najświętsza nie zawiodła. Zawierzenie Jej - ale i słuchanie tego, co nam radzi - przyczyniło się do tego, że naród nasz zachował swe moralne oblicze i nie stracił wiary (niestety, nie udało się to innym krajom europejskim). Jesteśmy Jej za to winni wdzięczność.
Gdy więc dzisiaj powracamy do idei Ślubów Jasnogórskich, musimy stwierdzić, że te szczególne wyrazy naszego zawierzenia będą zawsze żywe i potrzebne. To skuteczne lekarstwo również w obecnych czasach. Polska żyjąca kultem maryjnym powinna pokazać pogrążonej w beznadziejności Europie, że trzeba ratować życie duszpasterskie, pielęgnować życie sakramentalne, a wszystko to łatwiej czynić, gdy ma się w pobliżu pomocną dłoń Maryi, która spokojnie przypomni szamoczącemu się człowiekowi: „Cokolwiek Syn mój wam powie, to czyńcie” (J 2, 5).
Oby przypomnienie tego „maryjnego” spośród jasnogórskich ślubów stało się dla polskiego Kościoła ważną zachętą do jeszcze większego zaangażowania się w duszpasterstwo maryjne w naszej ojczyźnie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



