„Nie mogę wyjść z podziwu, kiedy poznaję i doświadczam tej niepojętej miłości Boga, którą mnie Bóg miłuje. Kim jest Bóg, a kim ja? Dalej rozmyślać nie mogę, miłość tylko rozumie to spotkanie i złączenie się tych dwóch duchów, to jest: Bóg - Duch i dusza stworzenia. Im Go więcej poznaję, tym całą mocą jestestwa swego tonę w Nim”.
(Dzienniczek 729)
Apostołka Miłosierdzia św. Siostra Faustyna
Wyciągnięte ramiona Ojca. Wzruszenie. Nowe szaty. Pierścień. Zastawiony stół. A wszystko to dla synów ludzkich. Dzięki Synowi Bożemu.
Niedziela Miłosierdzia. Hymn miłości Boga do człowieka. Miłości wiernej i przebaczającej. Miłości, która leczy największe rany, a zarazem rani i przenika aż po rdzeń. I nie daje spokoju, szarpiąc serce i sumienie. Na taką Miłość nie można być obojętnym. Wobec takiej miłości nie można milczeć. Taką Miłością można się tylko zachwycić. I wrócić. Czym prędzej. Do domu Ojca. I do swojego domu.
Jak łatwo jest odchodzić. Od tego, co piękne, święte, dobre... Jak łatwo jest rozmienić się na drobne, roztrwonić perły człowieczeństwa, od pierwszej, aż po ostatnią, do końca, do dna... Jak łatwo stać się nędzarzem, choć ręce wydają się pełne... Jak trudno wrócić. Do Źródła. Miłości. Pokoju. Ukojenia. Jak trudno zmierzyć się z Tą Miłością, stanąć twarzą w Twarz, wyznać grzech i pozwolić się przytulić wyciągniętym tęsknie ramionom. Gdy czystość i niewinność stały się wspomnieniem, gdy wnętrze zwija się z bólu od pogardy dla samego siebie, gdy - po ludzku patrząc - pogasły wszystkie światła nadziei... Jak trudno dać sobie szansę na Życie.
Grzech i świętość. Ciemność i Światło. Zdrada i Wierność. Brzydota i Piękno. Człowiek i Bóg. Tacy dalecy i tacy bliscy. Tacy różni i tacy podobni. W pragnieniach... nadziejach... tęsknotach... Takie dni jak dziś uświadamiają to najbardziej. Takie dni jak dziś, budzą pokorę. I wkładają w usta słowa: „Wstanę i pójdę...”. Wyrwę się z życia, które prowadziło do śmierci i pójdę na spotkanie Życia, które wiedzie ku Wieczności. Które wyprostuje moje plecy, uleczy garby, otworzy oczy... Które nada nowy sens moim dniom... Uklęknę przed Miłosiernym, a moja dusza zaśpiewa: „Jezu, ufam Tobie”. I pozwolę Mu zagarnąć z moich barków ciężary, wybielić szaty, przyjmę pierścień, sandały i pocałunek... Przyjmę Miłość. I poczuję to, o czym pisał kapłan - poeta:
„wracam
zaledwie domyślam się domu
tak bo ta droga wspina się
na wzgórze
tak bo ten kamień przy którym
tak dawno
muzyka czy ją usłyszę
uczta jak przełknąć
choćby kęs pieczeni
świąteczna szata nie ogrzeje
wystygłego ciała
pierścień ześliźnie się z palca
wszystko przychodzi za późno
dla mnie
który odszedłem za wcześnie
który nie mam siły
otworzyć oczu
i drżąc w ciemności
czuję tylko drżący
dotyk
to objęcie”
(Syn marnotrawny, ks. Janusz St. Pasierb).
Pomóż w rozwoju naszego portalu



