Ruszamy we czwórkę, to znaczy w wózkach jedzie Zuzia i Bartosz, a ja z mamą służymy za napęd. Na całej pielgrzymce nie jesteśmy w stanie być, ale mam nadzieję, że przynajmniej do Oświęcimia dotrzemy. Taki przynajmniej mamy plan. Żona została przy najmłodszym, który zapadł na niewydolność oddechową, i w jego intencji będziemy się modlić. Trochę obawiam się, że dzieci będą marudzić i nie spiszą się dobrze, ale o tym przekonam się dopiero po pokonaniu pierwszych kilometrów - mówi Bartłomiej Pokładnik.
Na diecezjalnej pielgrzymce obraz pielgrzyma pchającego wózek z dzieckiem nie jest niczym wyjątkowym. Podczas wymarszu pątników z Hałcnowa było widać, że ludzi decydujących się na ten krok z roku na rok nie ubywa. Żadnego z nich nie zraża ani trud związany z dodatkową uciążliwością marszu, ani ekstrakilometry, które trzeba zrobić na postojach, gdy siedzący przez większą część dnia maluch chce wyprostować nogi i wybiegać się do woli.
- W ubiegłym roku szłam do Częstochowy z czteromiesięczną wnuczką. Tylko w jednym dniu koło od wózka odpadło pięć razy. Jacyś dobrzy ludzie przyszli nam z pomocą. Dali koło i do dziś wózek na nim jeździ. Niestety, w tym roku wnuczki ze mną nie ma, bo jej rodzice, którzy mieszkają w Anglii, nie dostali urlopu. Zamiast niej idą inni wnukowie. Jeden ma 13 lat i już 8. raz uczestniczy w pielgrzymce, a drugi 8 lat i debiutuje. Dla tego młodszego to prawdziwe przeżycie, bo po raz pierwszy będzie tyle czasu bez mamy i taty - opowiada Maria Król-Dąbrowska. Na pielgrzymi szlak mały Bartosz Dąbrowski idzie nie tylko w towarzystwie babci. Wraz z nim w plecaku maszerują zabawki, na czele z pokaźnych rozmiarów Batmanem. Według zapewnień babci, cały ten arsenał ma trafić do napotkanych po drodze dzieci.
Pielgrzymka piesza przypomina więc w jakimś stopniu małe przedszkole i żłobek. Z tą jednak różnicą, że zamiast wychowawców pełno tu wujków i cioć, którzy wyręczają rodziców w pchaniu wózków i w opiece nad maluchami. Niekiedy, gdy zajdzie taka potrzeba, użyczają nawet swoich barków, by ponieść co bardziej zmęczoną istotkę. Takie przejawy wzajemnej empatii dają nadzieję, że życzliwy stosunek do rodziców z małym dzieckiem w końcu przeniknie także do pozapielgrzymkowej rzeczywistości i będzie obecny zarówno podczas niedzielnej Mszy św., jak i w kolejce do kasy w markecie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



