Świat w XVI wieku był zupełnie inny niż ten współczesny. Mimo że świeciło to samo słońce, niebo było tak jak teraz niebieskie, a trawa jak zawsze, pyszniła się zielenią, to wszystko pozostałe było inne: budynki, podwórka, drogi, pojazdy, ubrania, mowa, codzienna praca. Nikt nie miał pojęcia o lampie naftowej, kole z gumową oponą, czy bieżącej wodzie. Mało kto umiał czytać i pisać. Życie było bardzo ciężkie, ale spokojne. W ten poukładany, pracowity krajobraz mazowieckiej wsi Prostyń weszła nagle św. Anna. W roku 1510, tak po prostu, klęczała pod krzyżem na wzgórzu za wsią i modliła się. Odziana w biel ukazała się ubogiej wieśniaczce Małgorzacie, żonie Błażeja. Podczas rozmowy Święta wyjawiła kim jest i stwierdziła, że to wzgórze upodobała sobie Trójca Przenajświętsza. Zostawiła wówczas trzy wieńce z bylicy, złączone ze sobą na znak Trójcy Świętej i jeden osobny na swoją pamiątkę. Poleciła też, aby w miejscu tym stanął kościół. Objawienie to jest udokumentowane i jego autentyczność potwierdził synod diecezji łuckiej w1589 r. Św. Anna ukazała się także po raz drugi mieszkańcowi pobliskiej wsi Złotek. Chciała, aby ten zawiózł ją do Prostyni. Mimo że te dwie miejscowości leżą w niewielkiej odległości od siebie, droga wiodła kilkukilometrowym objazdem, z racji bagien po dawnym korycie Buga. W zadziwiający sposób woły wybrały właśnie tę drogę i na nic zdały się pokrzykiwania gospodarza. Po szczęśliwym dotarciu na miejsce, nieznajoma przedstawiła się jako św. Anna, która przybyła tu oddać cześć Bogu w Trójcy Jedynemu. Drugie objawienie św. Anny nie jest udokumentowane, jedynie przechowywane w miejscowej tradycji. Od tamtego czasu św. Anna wraz z Trójcą Świętą rozsypuje łaski na wszystkich, którzy przybywają do prostyńskiego sanktuarium.
Przez szereg lat do Prostyni przybywali pielgrzymi z różnych stron Polski, aby na własne oczy zobaczyć statuę Trójcy Przenajświętszej, która uznawana była za „calrescit miraculis” - słynąca łaskami oraz dotknąć wianków, które podarowała św. Anna. Świat zaczął się powoli zmieniać, a piesze kompanie wciąż ciągnęły do Babci Pana Jezusa. Wiele osób otrzymało tutaj łaski uzdrowienia, o czym mówi Księga Cudów. Liczne proporce wotywne, jako podziękowanie za doznane łaski, widniały wokół cudownej figury.
W tym roku na odpust św. Anny, 26 lipca, kultywując wielowiekową tradycję, przyszły pielgrzymki z Kosowa Lackiego, Rytel, Kiełczewa i Orzełka. Wszystkie witane były przez ks. kan. Krzysztofa Maksimiuka, proboszcza parafii Prostyń. Sumę odpustową odprawił ks. pułkownik Henryk Polak, kapelan żołnierzy polskich w Brukseli i ks. komandor Witold Kosiński - kapelan Marynarki Wojennej w Kołobrzegu. Przybyli także księża z parafii diecezji drohiczyńskiej: ks. dziekan Tadeusz Osiński z Łochowa, ks. dziekan Bogusław Kiszko z Siemiatycz, ks. Marek Wróbel z Budzisk, ks Zenon Bobel z Jerzysk, ks. Andrzej Kiersnowski z Ostrówka, ks. kan. Marian Zbieć, ks. kan. Tadeusz Borowy, ks. Tadeusz Kaczyński, proboszcz z Małkini z diecezji łomżyńskiej, ks. Zenon Czumaj, ks. Robert Figura oraz klerycy. W homilii, wygłoszonej przez ks. komandora Witolda Kosińskiego, tematem wiodącym była rola matki. A wzorem Matki jest także św. Anna, wyczekująca latami na potomstwo. W jej małżeństwie dopiero po 20 latach przyszła na świat Maryja, matka Jezusa. Po śmierci św. Joachima św. Anna zamieszkała z córką, jej mężem i swoim świętym Wnukiem w Nazarecie. W ikonografii ukazywana jest najczęściej jako tzw. św. Anna Samotrzecia, z Maryją i małym Jezusem. (W prostyńskim sanktuarium św. Anna jest przedstawiona tylko z Maryją.) Prawdopodobnie dużo czasu spędzała z wnukiem rozmawiając na różne tematy. Bliskość św. Anny i Jezusa odzwierciedla powiedzenie: „Św. Anno, uproś wnuka, niech ma każdy czego szuka”.
Po Mszy św. odbyła się uroczysta procesja eucharystyczna wokół kościoła, którą prowadził ks. dziekan Bogusław Kiszko. Czynny udział brali a niej także harcerze, dzieci pierwszokomunijne, młodzież z KSM oraz strażacy OSP w Prostyni.
Po zakończeniu uroczystości, na placu naprzeciwko kościoła, można było skosztować lokalnych specjałów. Były własnoręcznie lepione i pieczone „kozy prostyńskie”, żurek, „przysmak Błażeja”, piwo jałowcowe „kozibroda” i różnego rodzaju ciasta. Stoisko to pod nazwą „Kozi gród” było przygotowane przez harcerzy i Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Prostyńskiej.
Minęło wiele lat od pamiętnego roku 1510. Tyle się zmieniło. Pod tym samym słońcem, wśród tej samej zieleni do św. Anny przybywają wciąż nowi pielgrzymi. Inaczej ubrani niż setki lat temu, ale wchodzą po tych samych kamiennych schodach, które wygładziły stopami minione pokolenia i dotykają bylicowych wianków św. Anny, zamkniętych od prawie pięciu wieków w srebrnej koronie. Niektórzy z wielkim nabożeństwem obchodzą na kolanach ołtarz. Od niemal 500 lat nie słabną modlitwy: „Św. Anno, uproś wnuka...”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu