Odeszła cicho, jak ciche było jej życie. Nawet głos miała cichutki. Gdy przez kilka lat odpowiadała na pytania słuchaczy w cyklicznej audycji w Radiu Józef, trzeba było mocno wytężyć słuch, by usłyszeć Panią Profesor.
Ta cichość i pokora świadczą jednak o jej wielkości. Bo nie ulega wątpliwości, że była osobowością wybitną. Historykiem, papirologiem, filologiem klasycznym, popularyzatorem wiedzy o kulturze starożytnej, wykładowcą na Uniwersytecie Warszawskim.
Znana biblistka, 83-letnia prof. Anna Świderkówna, która zmarła w sobotę 16 sierpnia, była autorką wielu prac naukowych i książek popularyzatorskich, m.in. słynnych „Rozmów o Biblii”, „Rozmów o Biblii ciąg dalszy”, „Prawie wszystko o Biblii”, „Nie tylko Biblia”.
Rodowita warszawianka, rocznik 1925. Mieszkała w centrum stolicy, przy Marszałkowskiej. W niewielkim mieszkaniu uwagę zwracała przede wszystkim gigantyczna liczba książek. Stały na półkach, leżały na stołach. Tematyka bardzo różna, bo i zainteresowania Pani Profesor były szerokie. Ale, oczywiście, na pierwszym planie była zawsze Biblia, o której pisała i popularyzowała ją na wykładach, m.in. regularnie, w każdy poniedziałek w kościele ojców jezuitów przy Rakowieckiej. - Wydaje mi się, że gdyby Bóg ułożył moje życie inaczej, gdybym miała męża i dzieci, wtedy tak bardzo dałabym się pochłonąć życiu rodzinnemu, że na nic innego nie starczyłoby miejsca - mówiła niedawno.
Często podkreślała, że duchowo jest benedyktynką. Przez pewien czas przebywała nawet w nowicjacie benedyktynek w Żarnowcu. Jednak okazało się, że nie ma powołania zakonnego. Z perspektywy czasu oceniała, że Bóg chciał ją właśnie m.in. w klasztorze przygotować do misji życia: popularyzowania Pisma Świętego. Ale duchowość benedyktyńska była jej bliska do śmierci. Często odwiedzała tysiącletnie, benedyktyńskie opactwo w Tyńcu. Przez wiele lat mieszkał tam jej ojciec duchowny, wielki polski biblista o. Augustyn Jankowski OSB. Nazywała go, po prostu, ojcem. - Nie mam innej tożsamości niż ta, że jestem jego córką - powtarzała często.
Niezwykle ceniła kierownictwo duchowe. Nie wyobrażała sobie bez niego życia, ponieważ - jak twierdziła - bardzo potrzebuje posłuszeństwa. W książce „Chodzić po wodzie” wspomina słowa, które kiedyś skierowała do o. Jankowskiego: - Pan Bóg zabiera do klasztoru takich silnych ludzi jak Ojciec, a zostawia w świecie takich jak ja, którym tak bardzo potrzebne jest posłuszeństwo zakonne.
Zanim umarła, wiele cierpiała, długo leżała w szpitalu. Cierpienie, jak wszystko w życiu, znosiła z pokorą, wiedząc, że czeka na śmierć. A potem na zmartwychwstanie, o którym mówiła kiedyś, że jest to „przejście przez śmierć do nowego życia”. Często powtarzała, że zmartwychwstania nie można dostąpić bez cierpienia. Bo nie ma łatwego zmartwychwstania.
Pomóż w rozwoju naszego portalu