KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Czytelnicy "Niedzieli" przyzwyczaili się do czytania interesujących reportaży z podróży Księdza Biskupa. Z pewnością podczas ostatnich wakacji Ksiądz Biskup również odwiedził niezwykłe miejsca i spotkał się z ciekawymi ludźmi.
BISKUP RYSZARD KARPIŃSKI: - Dokładnie tak. Może zacznijmy
od ludzi. 1 sierpnia miałem okazję brać udział w spotkaniu rodzinnym
z okazji 90-lecia urodzin matki kapłana, mojego przyjaciela z diecezji
Bergamo, z którym znamy się od 35 lat. Jego matka jest równocześnie
matką licznej rodziny. Z dziesięciorga dzieci jedno zmarło przedwcześnie,
ośmioro założyło rodziny. Wszystkim dopisało szczęście w życiu rodzinnym
i zawodowym, choć dwie córki musiały podzielić los emigrantów w pobliskiej
Szwajcarii i we Francji. W październiku 1978 r. uczestniczyłem po
raz pierwszy w ich spotkaniu rodzinnym z okazji 50-lecia małżeństwa
rodziców i podziwiałem szacunek dzieci dla rodziców i wzajemne realacje
wśród rodzeństwa. Z okazji 55-lecia małżeństwa rodziców ów kapłan
zebrał całą rodzinę i w Jubileuszowym Roku Odkupienia odbył z nią
pielgrzymkę do Rzymu, a mnie poprosił, abym był ich przewodnikiem
po Wiecznym Mieście. 5 lat później byłem zaproszony na 60-lecie małżeństwa.
Już miałem załatwioną wizę i bilet lotniczy, gdy otrzymałem wiadomość,
że ojciec się rozchorował i zamiast uroczystości radosnej była uroczystość
pogrzebowa. Teraz, gdy otrzymałem zaproszenie na 90-lecie urodzin
matki, odpowiedziałem pozytywnie. Ponownie zgromadziła się cała rodzina
najpierw na Mszę św. w parafii, gdzie syn jest administratorem. W
homilii mówiłem, jak wiele zawdzięczamy wszyscy naszym matkom w dziedzinie
wiary. To one uczą dzieci podstawowej prawdy o Bogu, który jest miłością.
Przedłużeniem spotkania przy ołtarzu była agapa, obiad w restauracji,
który zgromadził ok. 65 osób z najbliższej, czteropokoleniowej już
rodziny. Był to także czas na składanie życzeń, upominków, na wspomnienia,
m.in. z pielgrzymki do Rzymu. W czasie następnych kilku dni mojego
pobytu w domu owej matki mogłem podziwiać jej głęboką wiarę, samodzielność,
a nawet zaangażowanie misyjne. Wolny czas poświęca na robienie na
drutach kołderek, które przesyła siostrom zakonnym pracującym na
misjach. Każdego dnia przemierza pieszo ok. 250 m (pod górkę) do
miejscowego kościoła, aby uczestniczyć we Mszy św. Chętnie bierze
też udział w spotkaniach rodzinnych w mniejszym gronie.
We Włoszech także, w archidiecezji mediolańskiej w parafii
Monguzzo, którą poznałem wiosną tego roku przy okazji jubileuszu
50-lecia życia zakonnego pewnej włoskiej zakonnicy, która wcześniej
przez kilkanaście lat pracowała dla emigracji we Francji, teraz mogłem
odwiedzić kilka rodzin. Może wspomnę tylko o jednej, w której jest
dorosły niepełnosprawny chłopiec, wymagający stałej opieki. Podziwu
godna jest miłość rodziców i babci do tego dziecka. Dzięki temu jedna
z pań, najczęściej matka, może poświęcić więcej czasu dla wspólnego
dobra i być aktywna w życiu parafialnym, wiedząc o tym, że jej syn
ma dobrą opiekę ze strony babci.
Natomiast w Niemczech w zasadzie odwiedziłem dwie rodziny:
jedna to rodzina emigrantów z okolic Krakowa i Bielska-Białej, która
w sposób szczególny przeżyła tragedię rozstania z Ojczyzną. Dzięki
dobrej znajomości języka niemieckiego, pracowitości, a także zawodowi (on - lekarz, dawniej pediatra, później psychiatra, ona - logopeda,
oboje już na emeryturze) ludzie ci potrafili wykorzystać odpowiednio
szansę emigracji i zaakceptować nową ojczyznę. Pozostała jednak miłość
do rodzinnego kraju, do wiary i tradycji ojców. Dobrze się stało,
że od czasu zmian politycznych w naszym kraju mogą powracać do swoich
korzeni. Interesuje ich szczególnie życie Kościoła w Polsce, także
w naszej archidiecezji. Starają się na różny sposób pomagać swoim
rodakom w potrzebie.
Za pośrednictwem nieżyjącego już duszpasterza polskiego
w Norymberdze jeszcze w 1967 r. poznałem niemiecką rodzinę uciekinierów
z dawnej DDR, katolików z diaspory kupców od wielu pokoleń, którzy
byli uważani za kapitalistów, dlatego podjęli decyzję ucieczki na
Zachód. Osiedlili się w zagłębiu przemysłowym, w okolicach największego
portu rzecznego w Europie na Renie - Duisburga. Tak się złożyło,
że gdy przyjechałem do nich w środę, dowiedziałem się, że w najbliższą
niedzielę - 22 sierpnia przypada 77. rocznica urodzin ojca. Dziękowaliśmy
Bogu za otrzymane łaski podczas Mszy św., koncelebrowanej w sobotę
wieczorem we wspólnocie parafialnej z Ojcem Proboszczem w nowej parafii
pw. św. Józefa w dzielnicy Duisburga, zwanej Hamborn, która kiedyś
była oddzielnym miastem. Jubilat od wielu lat należy do rady duszpasterskiej
i był jednym z inicjatorów budowy tego kościoła, w którym pieczę
duszpasterską sprawują Ojcowie Norbertanie. Natomiast w samą rocznicę,
w niedzielę, postanowiliśmy z kolegą, który mi towarzyszył, odprawić
Mszę św. w mieszkaniu - dla najbliższej rodziny. Była ona wielkim
przeżyciem dla samego jubilata, dla jego małżonki i dzieci. Także
i ta rodzina jest liczna. Spośród ośmiorga dzieci dwie córki są nauczycielkami
religii, a jedna jest zakonnicą i obecnie pracuje jako misjonarka
w RPA.
- A jakie ciekawe miejsca odwiedził Ksiądz Biskup?
- Kilka mało znanych u nas w Polsce sanktuariów na północy
Włoch, jak np. Madonna dell´Altino - sanktuarium w górach, w pobliżu
miasta Albino, na terenie diecezji Bergamo. Początek tego sanktuarium
sięga 23 lipca 1946 r., kiedy to pracujący w lesie w górach wieśniak,
wraz z dwojgiem dzieci, prawie umierał z pragnienia. Zrozpaczony,
zwłaszcza z powodu losu dzieci, zaczął się modlić o ratunek do Matki
Bożej. Ukazała mu się Madonna i poleciła piłą uderzyć w skałę. Za
chwilę na tym miejscu wytrysnęło źródełko. W następstwie tego wydarzenia
wzniesiono tu małą kaplicę, statua Matki Bożej została ukoronowana
w 1919 r., a w 1935 r. został konsekrowany nowy kościół. Kiedyś miejsce
to było celem licznych pielgrzymek pieszych z okolicy. Teraz wiele
osób przyjeżdża tu samochodami. Po dzień dzisiejszy ze skały za głównym
ołtarzem sączy się woda. Natomiast nad ołtarzem jest marmurowa rzeźba
przedstawiająca to cudowne wydarzenie.
5 sierpnia przewodniczyłem uroczystości odpustowej w innym
górskim sanktuarium - Matki Bożej Śnieżnej na terenie parafii Pusiano
w archidiecezji mediolańskiej. Historia tego sanktuarium sięga połowy
XVI w. i wiąże się z wprowadzeniem do kalendarza liturgicznego wspomnienia
Matki Bożej Śnieżnej, które łączy się z Bazyliką Matki Bożej Większej
w Rzymie. Wierni przybywają tu po dzień dzisiejszy pieszo, odprawiając
po drodze pod górę stacje Drogi Krzyżowej. O północy jest tu odprawiana
Pasterka maryjna, a następne Msze św. w godzinach porannych. Natomiast
w wigilię święta oświetlona jest cała miejscowość Pusiano, na jeziorze
jest mnóstwo świateł, oświetlone są kutry rybackie i jest pokaz sztucznych
ogni.
Może warto także wspomnieć o sanktuarium kolarzy: Madonna
di Ghisello, położonym na wysokości 754 m w górach, na trasie pomiędzy
Erbą a Bellagio, w pobliżu jeziora Como. W niewielkiej kaplicy zawieszone
są jako wota rowery słynnych kolarzy włoskich, składane na zakończenie
sezonu lub kariery życiowej. Sanktuarium to jest odwiedzane przez
kolarzy. Obok świątyni rozciąga się wspaniała panorama z widokiem
na góry i na jezioro.
W północno-zachodniej części Niemiec miałem okazję po raz
pierwszy odwiedzić sanktuarium międzynarodowe Matki Bożej Pocieszycielki
Strapionych w Kevelaer. Jego historia sięga 1641 r., kiedy to kupiec
wędrujący tą drogą usłyszał wezwanie, aby w tym miejscu wystawił
kapliczkę Matce Bożej. Gdy wezwanie się powtórzyło za kilka dni,
postanowił je zrealizować. Obecnie jest tam cały kompleks budynków
sakralnych: pierwotna kapliczka z cudownym obrazkiem, późniejszy
kościół zamieniony na kaplicę świec, w której pali się codziennie
podczas Nieszporów 300 dużych świec, przyniesionych przez pielgrzymów
- oprócz dużej ilości małych świeczek, palących się ustawicznie na
zewnątrz, duża bazylika papieska, zadedykowana tajemnicy Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny, kaplica chrzcielna, spowiedzi, adoracji
Najświętszego Sakramentu, kaplica Pax Christi - miejsce spotkań dużych
grup pielgrzymów, Droga Krzyżowa w krużgankach i w parku. Wokół sanktuarium
powstało całe miasto, z którego główne ulice prowadzą do sanktuarium.
Corocznie przybywa tu ok. 800 tys. pielgrzymów, głównie z Niemiec
i z krajów Beneluksu. Są także piesze pielgrzymki, np. z Duisburga
odległego o 50 km. Uczestniczyłem w zwykły dzień we Mszy św. z homilią
dla pielgrzymów, celebrowanej z całym dostojeństwem, z asystą. Sanktuarium
jest obsługiwane przez księży ze Zgromadzenia Księży Filipinów.
Natomiast 15 sierpnia przewodniczyłem Mszy św. koncelebrowanej
oraz poświęciłem kłosy i zioła w Bussen, w dolinie rzeki Dunaj, na
pograniczu Bawarii i Badenii-Wirtembergii w Niemczech. Jest to lokalne
sanktuarium, ale w tym dniu była tam także pielgrzymka z Węgier.
- A czy zwiedzał Ksiądz Biskup jakieś inne zabytkowe świątynie?
- Wyliczę tylko w skrócie telegraficznym najważniejsze: w Bergamo - katedrę i kilka zabytkowych świątyń, w Mediolanie - katedrę, bazylikę św. Ambrożego, Wieczernik (kiedyś zakonny refektarz) ze słynnym freskiem Leonarda da Vinci, przedstawiającym Ostatnią Wieczerzę, najstarszą świątynię Mediolanu - bazylikę św. Eustorgiusza, w której były kiedyś relikwie Trzech Króli, słynne opactwo cysterskie, tzw. Certosa di Pavia; a w Niemczech: opactwo benedyktyńskie w Ochsenhausen i w Ottobeuren, opactwo cysterskie w Birnau, najpiękniejszy kościół wiejski w świecie w Steinhausen, katedrę w Kolonii ze słynnym relikwiarzem Trzech Króli, którą budowano ponad 650 lat, i kościół pw. św. Andrzeja, również w Kolonii, gdzie w podziemiach jest sarkofag św. Alberta Wielkiego. Opis tych świątyń i pomników europejskiej i światowej kultury przekroczyłby ramy tej wypowiedzi. Każdy z tych zabytków świadczy o wierze projektodawców, wykonawców i ludzi minionych wieków, dla których one były wykonywane.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



