Od obrazu rzeczy ostatecznych zależy to, co doczesne, ale i to,
co wieczne. W dzień Wszystkich Świętych pokazano w telewizji (program
1, godz. 13.15) film animowany Kiedy życie odchodzi - taką niby-dziecięcą "
filozofię" umierania, śmierci i życia pozagrobowego. Była to mozaika
wypowiedzi dwojga dzieci, ilustrowanych stylizowanymi na dziecięce "
ożywionymi" rysunkami. Wypowiedzi również były stylizowane na dziecięce,
ponieważ odtwarzały dobrze znany laicki bełkot na tematy z gruntu
religijne. Wszystko przekazano w stylu smutnawo-trywialnym. Owszem,
nawet zaistniał tam na chwilę bajkowy Pan Bóg, którego istnieniu
za chwilę beztrosko zaprzeczono. Za to więcej miejsca znalazło się
dla teoryjki "życia-po-życiu" oraz dla teorii kołowrotu wcieleń,
czyli reinkarnacji. To mało poważne i jeszcze mniej mądre gaworzenie
zakończyło się w stylu filmowej eschatologii: ich dwoje odchodzi
w nicość, trzymając się za ręce.To bardzo sprytny chwyt - metoda
nauczania "nowej" eschatologii (nauka o rzeczach ostatecznych człowieka)
i dzieci, i dorosłych, których - niestety - większość pozostaje na
tym poziomie wiedzy w tej dziedzinie. Na dobrą,
katolicką katechezę, gawędę, film na ten temat miejsce się
nie znalazło, ponieważ "obraziłoby" to agnostyków, innowierców, ateistów
etc., których maleńka mniejszość ma większe prawa w telewizji publicznej
niż ogromna katolicka większość, która musi wciąż przepraszać, że
wierzy w to, w co wierzy.Gdyby w podobny, trywializujący sposób potraktowano
nauczanie o śmierci wyznawców judaizmu, buddyzmu, hinduizmu czy islamu,
to albo nie dopuszczono by do nagrania takiego filmu, albo nie wyemitowano
by go, a gdyby nawet jednak to się zdarzyło, to znane nam laickie
organa opiniotwórcze oprotestowałyby to wściekle, żądając ostrych
sankcji karnych dla twórcy i odpowiedzialnych za wyemitowanie, dopilnowując
ich wykonania. Ktoś ostatnio przypomniał przedwojenne słowo "ksenokracja",
czyli stan, kiedy obca w danym narodzie mniejszość narzuca swoje
poglądy, religię i rząd dusz zadomowionej od wieków w swojej tradycji,
wierze i Ojczyźnie większości...
Zapytałem ostatnio dzieci w pewnej szkole: "Które z was
widziało w telewizji obraz umierania człowieka wśród całej rodziny,
której przekazuje swoje pouczenia, jak mają żyć, by kiedyś spokojnie
umierać; który spowiada się i przyjmuje wiatyk, czyli Komunię św.,
na drogę ku wieczności; który przy zapalonej świecy i modlitwie bliskich,
spokojnie powierza swoją duszę Bogu; przy którym potem wszyscy obecni
modlą się, czuwają i śpiewają?". Dzieci słuchały pytania jak opowieści
o jakichś egzotycznych obrzędach i tylko kręciły przecząco głowami.
Nie, żadne z nich tego nie widziało. Zapytałem więc: "A które z was
widziało na ekranie, jak człowiek umiera zmiażdżony, rozerwany, spalony,
wyrzucony z okna, podziurawiony kulami, wysadzony w powietrze, pożarty
przez bestię...?". Nie musiałem już więcej dodawać. Niektóre zaczęły
dawać wyraz znudzeniu, inne zaczęły się śmiać sarkastycznie, a jeszcze
inne dziwiły się w ogóle pytaniu. Wtedy zapytałem jeszcze: "A jak
wy chcielibyście umierać: jak w tym pierwszym obrazie czy jak ci
drudzy?" Wszyscy chcieli umrzeć "tak pięknie i po ludzku", jak ów
pierwszy człowiek. "No tak - skwitowałem - ale już niedługo żadne
z was nie będzie wiedziało, że tak w ogóle może człowiek umierać...". Nie można zapomnieć o eschatologii. Kiedy bowiem coraz rzadziej
mówi się o śmierci z punktu widzenia człowieka wierzącego, kinematografia (laicka i okultystyczna) zawłaszczyła ten temat, ukazując śmierć albo
bardzo biologicznie, albo w kontekście eutanazji, albo konwencji
komedii czy groteski, albo jako formę eliminowania przeciwników,
albo dyskutując o karze śmierci dla zbrodniarzy, przemilczając śmierć
nienarodzonych. Kiedy na ambonach coraz rzadziej można było usłyszeć
o piekle, to pojawiło się ono w filmach typu horror czy thriller,
umiejscawiane już na ziemi lub w zaświatach, lecz jako jedyna, beznadziejna
rzeczywistość - jakby niebo, Bóg, nadzieja już nie istniały. Kiedy
temat szatana zaczął być wstydliwie pomijany w kościołach, to zakrólował
on w filmach satanistycznych (takimi w większości są obecne filmy
typu horror), gdzie szatan jest wszechwładny, wygrywający w walce
z Bogiem, z Kościołem, z egzorcystami, aż do zafascynowania sobą
widza, szczególnie niedojrzałego. Kiedy niebo też jakoś odeszło w
nieokreśloność i bajeczność, to coraz więcej ludzi wcale do niego
nie tęskni, umiejscawiając raj tu, na ziemi, przekonywająco odmalowywany
przez filmy, reklamy, wizję biologicznej nieśmiertelności w filmach
typu science-fiction; a kosmos przestał być domem Boga, tylko wrogich,
genialnych kosmitów... Nie wiem, ile jeszcze prawd naszej wiary i
nadziei pozwolimy sobie (przez naszą ignorancję i beztroską zgodę)
zawłaszczać, fałszować i diabolicznie unicestwiać...
Pomóż w rozwoju naszego portalu



