W Częstochowie działa jedyna w Polsce niepubliczna placówka służby zdrowia, którą założyła i której patronuje parafia rzymskokatolicka. Przychodnia kościelna zdążyła już zyskać sobie dobrą renomę wśród pacjentów. Tym bardziej dziwi fakt, że nikt w Polsce nie spróbował pójść śladami pomysłu częstochowian: księdza i lekarza.
Parafialna reforma zdrowia
Niepozorny, szary budynek przy ul. Krakowskiej, nad drzwiami duży czerwony napis - Przychodnia Lekarska "Święta Rodzina". W środku wąski korytarz prowadzi do dwóch gabinetów lekarskich, pokoju zabiegowego i okienka rejestracji. Na ścianach obraz Chrystusa w cierniowej koronie i ikona częstochowskiej Madonny. Z prawej strony korytarza siedzą pacjenci. W gabinecie przyjmuje szef ośrodka, dr Andrzej Szczerek.
Dzielnica bez lekarza
Reklama
Pomysłodawcą przychodni jest znany w Częstochowie z dużej "skuteczności"
duszpasterskiej ks. prał. Marian Duda, proboszcz pobliskiej parafii
archikatedralnej.
- W 1997 r. zlikwidowano w dzielnicy przychodnię lekarską
przy ulicy Piotrkowskiej. Ludzie prosili mnie o interwencję. Bali
się, że będą musieli jechać na drugi koniec miasta do przypisanego
im rejonowego ośrodka zdrowia. Niestety, nic nie udało się załatwić.
Potem w okolicy zamknięto przychodnie specjalistyczne. Wtedy pomyślałem
o parafialnej przychodni. Wiedziałem już, że reforma daje takie możliwości.
Rozpisaliśmy w parafii referendum w tej sprawie. Zebraliśmy kilka
tysięcy podpisów na "tak". Było to półtora roku temu.
Dr Andrzej Szczerek kierował zlikwidowaną przychodnią na
ul. Piotrkowskiej. Pracował w niej 27 lat i trudno było mu pogodzić
się z sytuacją, że dzielnica zamieszkana głównie przez seniorów straciła
raptownie łatwy dostęp do pomocy lekarskiej. Przez rok próbował na
własną rękę zorganizować niepubliczny ośrodek zdrowia. Nie znalazł
osoby, która chciałaby pomóc. Dopóki nie porozmawiał z ks. Dudą.
Od tej chwili wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
Miejsce, w którym dziś funkcjonuje przychodnia, przez lata
stało nieużywane. "Ruina" - powie krótko ks. Duda. "Trzeba było zaczynać
od zera" - dopowiada dr Szczerek. W ciągu dwóch tygodni "ruina" zamieniła
się w ciąg funkcjonalnych pomieszczeń. Za generalny remont, wyposażenie,
aparaturę medyczną zapłaciła kasa parafialna.
- Przychodnia została zarejestrowana w urzędzie wojewódzkim,
podpisaliśmy umowę z kasą chorych, sanepid odebrał formalnie ośrodek.
Byliśmy gotowi na przyjęcie pierwszych pacjentów - wspomina dr Szczerek.
Zatrudniliśmy dwóch lekarzy i dwie pielęgniarki.
- Ruszyliśmy równo z reformą służby zdrowia - 3 stycznia
1999 r. -
wspomina ks. Duda. - Lokal poświęcił abp Stanisław Nowak.
Pochwalił inicjatywę, choć myślę, że większość ludzi bała się, jak
w nowej rzeczywistości wypali pomysł z kościelnym ośrodkiem zdrowia.
Pionierzy zawsze ryzykują...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Boże, chroń naszą renomę
Reklama
Do Przychodni "Świętej Rodziny" - została nazwana tak samo jak
patronująca jej katedra - zapisała się duża część parafian, duchowni,
całe Wyższe Seminarium Duchowne, zakony, w tym np. Karmelitanki -
zakon zamknięty.
Po 8 miesiącach w budynku przychodni przyjmują - obok dwóch
internistów - laryngolog, reumatolog, neurolog, a w przyszłości geriatra
i stomatolog.
- Przeniosłam się tutaj z innej przychodni, bo nie mogłam
znieść tego socjalistycznego traktowania pacjenta - wyjaśnia Danuta
Skrwilska. - W "Świętej Rodzinie" działa wszystko jak w zegarku.
Podpisali umowę z najbliższym szpitalem, najbliższym laboratorium
analiz. Żeby wygodniej było pacjentowi, nie im...
Alicja Piekarska przeniosła się do "Świętej Rodziny", po
tym, jak pielęgniarka ze "świeckiej" przychodni zażądała transportu
w postaci karetki pogotowia, by zrobić chorej zastrzyk w domu oddalonym
od ośrodka o kilka ulic.
- Z parafialnej przychodni natychmiast przyszły pielęgniarki
Elżbieta Tomala-Wróbel i Małgorzata Kowalczyk - złote dziewczyny.
Nie wzięły grosza za kilka tuzinów zastrzyków, mimo iż jest praktyka
dawania siostrom paru złotych do kieszeni za fatygę. Jeśli można,
chciałabym podziękować za profesjonalizm, cierpliwość i życzliwe
podejście do chorego.
Ks. Marian Duda jest dumny z efektów działania przychodni.
Dr Szczerek żartuje, że jeśli można mówić w kontekście osoby duchownej
o potomstwie, to ukochanym dzieckiem ks. Mariana jest parafialny
ośrodek zdrowia. Duszpasterstwo w parafii archikatedralnej nastawione
jest na op cję "dla ubogich". Co u innych ma charakter czysto deklaratywny,
w parafii ks. Mariana nabiera konkretnego kształtu.
- W przychodni obsługujemy za darmo ludzi bezdomnych, bez
ubezpieczenia, najbiedniejszych - czyli takich, za których nie zapłaci
kasa chorych. Ci ludzie w praktyce pozbawieni są szansy na pomoc
medyczną. U nas nie tylko zostaną za darmo zbadani, ale i kupimy
im lekarstwa. - Dr Szczerek przyznaje, że nie słyszał o drugiej takiej
placówce medycznej.
Wziąć człowieka za rękę
Zdaniem ks. Mariana, parafialna przychodnia daje nowe możliwości
duszpasterskie.
- Gdy mówi się z ambon o cenie cierpienia, brzmi to sztucznie,
jak pouczanie. Ludzie mogą pomyśleć: co ty wiesz, człowieku... Ale
gdy kapłan siada obok osoby przeżywającej tragedię własnej choroby
lub kogoś bliskiego, bierze ją za rękę, pociesza, podnosi na duchu,
dodaje otuchy - wywiązuje się specyficzna więź między księdzem i
wiernym. On już wie, że jego los nie jest mi obojętny, ja lepiej
poznaję swoje "owieczki". Może w ten sposób mojemu rozmówcy będzie
bliżej do Kościoła?
Czy ta przychodnia przez fakt swojej kościelności jest inna
niż świeckie ośrodki zdrowia?
- I tak, i nie - zastanawia się
ks. Duda. - Jest przychodnią społeczną, a więc ogólnodostępną.
Nikt nie wymaga zaświadczenia od księdza proboszcza. Z drugiej strony
nie ma chyba drugiego tak omodlonego ośrodka zdrowia. W archikatedrze
modlitwa w intencji lekarzy i pacjentów trwa 12 godzin dziennie.
- Jest jeszcze inny aspekt. Stosunek do chorego - mówi dr
Szczerek. - Pracujemy na dobrą renomę, musimy liczyć się z konkurencją.
Im lepsza opinia, tym więcej pacjentów. Im więcej pacjentów, tym
nowocześniejsza przychodnia. Tak to działa.
- Nie możemy pozwolić sobie na kompromitację - wyjaśnia
ks. Duda. - Natychmiast byłoby to uznane nie tyle za kompromitację
służby zdrowia, co Kościoła, który rzecz firmuje. Do tej chwili nie
miałem najmniejszej skargi na pracowników ośrodka.
Pomysł z parafialną przychodnią sprawdził się w zderzeniu
z nową rzeczywistością rynku usług medycznych. Dlaczego więc ciągle
jest to pojedyncza inicjatywa? Twórcy częstochowskiego sukcesu nie
potrafią odpowiedzieć, dlaczego Polski nie pokryła sieć parafialnych
przychodni zdrowia.
Ks. Duda czuje się osamotniony w działaniu, zawiedziony
brakiem solidarności środowiska katolików, obojętnością miejscowych
władz. Mimo to nie zamierza rezygnować. W 2000 r.
chce rozpocząć rozbudowę przychodni i rozszerzyć jej działalność.
Możliwe, że obok przychodni stanie szpital.
13-letni Jaś z porażeniem mózgowym, przykuty do wózka inwalidzkiego prosi o pomoc!
Jaś jest dzieckiem, które urodziło się z bliźniaczej ciąży patologicznej.
Jeden płód obumarł w piątym miesiącu ciąży. Wbrew sugestiom lekarzy,
matka do końca walczyła o swoje żyjące w niej dziecko. Jan Paweł
urodził się na początku siódmego miesiąca - 21 grudnia 1986 r. w
stanie krytycznym. Jego życie jest wielkim darem Pana Boga. W kilka
miesięcy później stwierdzono dziecięce porażenie mózgowe. Przez wszystkie
lata było prowadzone leczenie, często bardzo kosztowne, które jednak
nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Dwa lata temu Jaś został
poddany operacji nóg, która - niestety - nie dała pomyślnych wyników.
Jaś nosi ciężkie buty ortopedyczne (z szynami metalowymi), od dwóch
lat śpi w łuskach w jednej pozycji, a mimo to nadal bolą go nogi
i nie widać żadnej poprawy.
Jan Paweł jest bardzo mądrym i wrażliwym dzieckiem, ale
ostatnio coraz bardziej przeżywa swoje kalectwo. Zarówno on, jak
i jego rodzice mają świadomość, że jedyną szansą dla Jasia jest dalsze
leczenie, jakie prowadzi Ośrodek Rehabilitacyjny w Mielnie nad morzem.
Turnus rehabilitacyjny trwa miesiąc i kosztuje 10 tys. zł.
Jaś i jego rodzice zwracają się z gorącą prośbą o pomoc
i jednocześnie dziękują za najdrobniejszy nawet dar serca wszystkich,
którzy zechcą przyjść z pomocą. Konto dla Jasia:
Bank Polska Kasa Opieki SA, Grupa PEKAO SA, II O. w Warszawie,
nr 12401024-04061409-2700-201112-001-0000.



