Czy za pieniądze ludzie zrobią wszystko? Nikt przy zdrowych zmysłach
nie udzieli chyba na to pytanie twierdzącej odpowiedzi. Niemniej
jednak faktem jest, że wielu ludzi jest w stanie dla pieniędzy zamordować,
okraść, złamać niejedną zasadę moralną czy po prostu się upodlić.
Z tym ostatnim przypadkiem mamy niewątpliwie do czynienia przy okazji
programu telewizyjnego, jakiego chyba jeszcze w historii TV nie było.
Oto jedna z holenderskich stacji telewizyjnych wpadła na
pomysł, by kilku obcych sobie ludzi zamknąć w pomieszczeniu przypominającym
dom i... zrobić z tego, na pozór nieszczególnego zjawiska, superpopularny
program. "Eksperyment" zaczął się w połowie września i skończy się
na koniec 1999 r. Zamknięci ludzie zgodzili się na ponadstudniową
izolację od świata - nie mogą telefonować, kontaktować się za pośrednictwem
Internetu, oglądać telewizji ani słuchać radia. Poza tym mogą robić
to, co im się podoba.
Jest tylko jeden podstawowy warunek: muszą się absolutnie
wyrzec swojej prywatności. Bowiem wszystko, co przez ten czas robią,
jest rejestrowane przez ponad 20 kamer. Są one umieszczone wszędzie
- np. w jadalni, sypialni czy ubikacji. Żadne więc zachowanie nie
zostanie pominięte przez kamery. Zamknięci ludzie są całkowicie kontrolowani.
Także przez widzów - gdyż to ostatecznie dla nich robi się cały program,
zatytułowany Big Brother (nawiązanie do Wielkiego Brata - wodza totalitarnego
państwa w książce Orwella Rok 1984). Bije on zresztą rekordy popularności.
Każdego wieczoru gromadzi przed telewizorami ogromną widownię. Program
wyprzedzają w rankingach jedynie wiadomości i doniesienia z piłkarskich
boisk.
Co 15 dni widzowie w telefonicznym głosowaniu wyrzucają
jednego uczestnika gry, która w gruncie rzeczy polega na nowej formie
masowego, publicznego podglądactwa i ekshibicjonizmu zarazem. Jeśli
z jakiegoś powodu ktoś się nie spodoba i uzyska największą liczbę
negatywnych głosów, odchodzi z programu, nie mając już szans na zdobycie
głównej nagrody tych swoistych, współczesnych igrzysk dla ludu, jaką
jest 120 tys. dolarów. O takie pieniądze walczą zamknięci ze sobą
ochotnicy. Oni zresztą też mają prawo w demokratyczny sposób eliminować
z telewizyjnego domu współtowarzyszy gry. Ten, kto zostanie ostatni,
tj. przetrwa podwójny rodzaj "likwidacji", zostanie zwycięzcą.
Program jest jaskrawym dowodem na to, że producenci w pogoni
za widzem, odwołując się do najniższych człowieczych instynktów (robią to zresztą od dawna), stale przekraczają nowe granice. Tym
razem pokazują zwykłych, szarych ludzi, którzy z żądzy pieniędzy
odzierają samych siebie z własnego wstydu. Nie ma intymności. Jest
za to autentyzm scen filmowanych w ubikacji czy w sypialni.
Ktoś może powiedzieć: "O co chodzi, przecież to świetna
zabawa; ludzie dobrowolnie dają się zamykać w specjalnie zaprojektowanym
studiu i ukazują swoje życie w całej okazałości; ot, taka namiastka
współczesnych gladiatorów; przecież nic, co ludzkie, nie powinno
być nam obce". Ale będzie to jednak głos kulturowego prymitywa, dla
którego nie stanowi żadnego problemu robienie interesu na ludzkiej
fizjologii, ludzkiej tajemnicy indywidualnego istnienia, ludzkiej
niepowtarzalności. Dla kulturowego prymitywa naturalny wstyd, który
czyni z człowieka unikalną istotę, pełną Bożej godności, jest tylko
konwenansem nadającym się do publicznego odarcia.
Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga jest totalnie
zredukowany do roli rzeczy. Można ją w nowoczesny sposób kupić, sprzedać,
można się nią pobawić, a gdy się znudzi - odstawić na kulturowy śmietnik.
I doprawdy szokuje, jak wielu ludzi uczestniczy w owej moralnej samodegradacji.
Wystarczy pomyśleć o tysiącach Holendrów fascynujących się programem
Big Brother.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



