Liberalno-lewicowa większość w polskim Sejmie wygrała tę rundę
walki o niedzielę. Jak zwykle, przeciwnicy zakazu handlu w niedzielę
wiele mówili o wolności wyboru, o tym, że przecież nikt nikogo nie
zmusza... Chodzi tylko o to, że zakaz ten byłby "sprzeczny z demokracją,
wolnością gospodarczą" i stałby się "hamulcem rozwoju gospodarczego". Jakże nędzna musi być kondycja gospodarki, skoro jej ekspansji
zagrozić może przestrzeganie konstytucyjnych praw: wolności religijnej
i prawa do odpoczynku niedzielnego. Liberalna lewica - partie SLD
i UW, solidarnie głosujące przeciw zakazowi niedzielnego handlu -
która tak głośno upominała się ostatnio o powołanie komisji sejmowej
do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn (kobiety są dyskryminowane!),
zignorowała tym razem fakt, że ofiarą jej protestu w sprawie AWS-owskiej
ustawy są przede wszystkim kobiety. Armia kobiet zatrudnionych w
sklepach wielkich sieci handlowych nie będzie miała żadnej szansy
na wolną od pracy niedzielę. Oto jak łatwo przechodzi się od wzniosłej
teorii do praktyki, która bywa jej zaprzeczeniem. Ale tam, gdzie
świętością jest pieniądz, nie ma miejsca na żadne prawa człowieka,
nawet kobiety! Poseł AWS Roman Giedrojć zauważył sprzeczność niedzielnego
handlu z konkordatem, który zobowiązuje państwo, by umożliwiało obywatelom
praktyki religijne. Nie może tu być mowy o jakiejkolwiek wolności
wyboru. Szalejące bezrobocie powoduje, że osoby zatrudnione w supermarketach
- o nie tu przede wszystkim chodzi - są praktycznie zmuszone do łamania
przyjętych norm religijnych, naruszania narodowej tradycji i zaniedbywania
własnej rodziny. Kto zatem, w obliczu klęski inicjatywy posłów chrześcijańskich,
obroni prawo ludzi wierzących do niedzieli? Kto obroni konkordat?
"Świętowanie" niedzieli w supermarkecie niewątpliwie zachwyca
lewicę, zawsze zainteresowaną w kontestowaniu próśb i nauk Ojca Świętego,
który tak mocno akcentuje potrzebę przywrócenia niedzieli jej sakralnego
charakteru. Jeszcze dosadniej sformułował tę ideę komentator Gazety
Wyborczej: "Nie wybierałem Sejmu po to, by decydował, jak mam spędzić
niedzielę. Kościół może domagać się od wiernych wielu zachowań, w
tym określonego sposobu spędzania niedzieli, lecz władza świecka
nie jest powołana do tego, by je wymuszać". A wszystko to po to,
żeby polska była normalnym krajem, gdzie wszyscy robią, co chcą,
a Kościół nie miesza się ani do polityki, ani do gospodarki, ani
do obyczajów. Ale czy kraj, którego prawo nie szanuje narodowych
tradycji, norm życia religijnego, prawa matek, by miały odpowiednią
ilość czasu dla swej rodziny, jest jeszcze normalny?
Cóż, Polacy stają zatem co tydzień przed silną, podsycaną
reklamą, pokusą otwarcia drzwi "świątyń" handlu w dniu, który ma
być dla Boga, "świątyń" klimatyzowanych, pachnących, urządzonych
tak, by miło w nich można było spędzić czas. SLD i UW wiedzą na pewno,
że to pokusa nie do odparcia. "Gdyby nas lepiej i piękniej kuszono"
- pisał Herbert. A tu - balerony, bawełniane skarpetki po promocyjnej
cenie...
Pomóż w rozwoju naszego portalu



