"I cicho ciało spocznie w grobie" - to tytuł filmu o ks. Romanie
Kotlarzu, pokazanego 10 listopada br., w przeddzień święta Niepodległości,
w II programie Telewizji Polskiej w serii Świadkowie XX wieku. Film
został wyprodukowany przez łódzką wytwórnię "Contra-Studio" przez
Jacka Gwizdałę w reżyserii Wojciecha Maciejewskiego, według scenariusza
Jacka Ingelaka, napisanego na podstawie przygotowanej przez czterech
uczniów z VI LO im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (Szczepana Kowalika,
Piotra Krakowskiego, Tomasza Pyzarę i Jarosława Sakowicza) pracy,
zatytułowanej Ksiądz Roman Kotlarz - obrońca wolności i sprawiedliwości
1954-1976, uhonorowanej 6 czerwca 1998 r. I nagrodą w konkursie historycznym: "
Obywatel - władza 1956-80". Premiera filmu odbyła się 9 maja br.
w Pelagowie. Ten wstrząsający dokument przybliżył widzom postać kapłana,
który jako pierwszy upomniał się publicznie o prawa represjonowanych
robotników Radomskiego Czerwca ´76, protestujących przeciwko przedstawionemu
24 czerwca 1976 r. przez ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza
w Sejmie projektowi dużych podwyżek cen żywności.
Na podstawie wypowiedzi członków rodziny poznaliśmy drogę
do kapłaństwa ks. Kotlarza. Parafianie zaś mówili o jego pracy duszpasterskiej.
Z ich wspomnień wyłaniała się sylwetka kogoś im bardzo bliskiego,
dobrego, kochającego ludzi ("on wszystkich chciał przytulić", "potrafił
biec przez pole z ostatnią posługą w najgorszą śnieżycę i płakał
razem z domownikami nad trumną") i człowieka, który ich dzieci uczył
jeść nożem i widelcem, uczył tańczyć, zabierał na wycieczki, prowadził
do teatru, a jednocześnie był bardzo ubogi (cały jego majątek stanowiła
etażerka z książkami i rower, kupiony przez parafię Mirzec), ogromnie
wrażliwy na ludzką krzywdę i niedolę. Powtarzał często, że "jedyną
drogą człowieka jest usłużyć każdemu". I służył, aż do zamęczenia.
Dzięki temu filmowi dowiedzieliśmy się, że ks. Kotlarz od
początku swej pracy duszpasterskiej był inwigilowany przez Służbę
Bezpieczeństwa. Wskutek nacisków SB często Księdza przenoszono. Mógł
być wikariuszem jedynie w wiejskich parafiach. Najwięcej miejsca
poświęcono ostatniemu okresowi jego życia na placówce w podradomskim
Pelagowie.
Nie sam udział w wydarzeniach radomskich, lecz późniejsze
modlitwy za pobitych, aresztowanych i zwalnianych z pracy oraz wygłaszane
w Pelagowie przez ks. Kotlarza kazania stały się przyczyną nasilonych
represji Służby Bezpieczeństwa. Ksiądz mówił: "Człowiek nie chce
być robotem, człowiek chce być człowiekiem", "Człowiek dziś pracuje
nie tylko dla pieniędzy, chleba, mieszkania, lodówki, telewizora,
samochodu. Człowiek pragnie prawdy, sprawiedliwości, szacunku i wolności.
Ludzie chcą dzisiaj szacunku, wołają o szacunek! I mają niektórzy
odwagę tu i tam upomnieć się w obronie swej ludzkiej godności...
I dlatego (człowiek) woła o sprawiedliwe wynagrodzenie. Woła o chleb
dla dzieci"... "Robotnik to człowiek, którego trzeba szanować, a
nie eksploatować". "Żal mi tego ludu... jeśli zginę, to za wiarę,
bo zawsze będę mówił prawdę". I do końca mówił prawdę i "modlił się
żarliwie i serdecznie za tych, którzy zmęczeni czekali za kawałkiem
chleba powszedniego".
O godz. 2.00 lub 3.00 nad ranem, kiedy wszyscy spali, pięciu
esbeków z IV wydziału do walki z duchowieństwem przyjeżdżało do Księdza.
Dwóch zawsze pozostawało w samochodzie, trzech szło na plebanię.
Kilkakrotnie ostrzegając Księdza, żeby "przymknął mordę", "dawali
mu nauczki", sprowadzające się do bestialskiego bicia. Wzywany na
przesłuchania, ks. Kotlarz również "zaliczył ścieżki zdrowia", polegające
na przeganianiu przez szpaler bijących pałami milicjantów. Dwóch
z nachodzących Księdza esbeków już nie żyje. Umarł i ten, który jako
ostatni go bił - "desantowiec, 190 cm, ze setka wagi chłopak ze wsi,
zastraszony, robił, co mu kazali. Jak komuś dał w mordę, to pół łba
mógł urwać" - powiedział w filmie były oficer SB.
Podczas ostatniej, odprawianej przez siebie Mszy św. 15
sierpnia 1976 r. ks. Kotlarz stracił przytomność. 3 dni później zmarł.
Miał 48 lat. Do szpitala zadzwonili esbecy, pytając o jego zdrowie.
Gdy usłyszeli, że nie żyje, krzyknęli z radości: "To wreszcie będzie
z nim koniec!". Tysiące robotników odprowadzały swego Księdza na
miejsce wiecznego spoczynku. Leży obok matki na cmentarzu w rodzinnych
Koniemłotach k. Staszowa.
* * *
Po zakończonej emisji filmu redaktor Krystyna Mokrosińska
rozmawiała w studiu z reżyserem filmu i dwoma maturzystami z Radomia
- Jarosławem Sakowiczem i Szczepanem Kowalikiem, współautorami nagrodzonej
rok temu pracy i scenariusza filmu, bez których prawdopodobnie nie
powstałby ten dokument. Młodzi ludzie wyjawili powody zajęcia się
postacią ks. Kotlarza i przedstawili przebieg swych poszukiwań, w
wyniku których udało im się to, co do tej pory nie udało się historykom
i prokuraturze. Zapoznali się z chronionymi klauzulą 50-letniej tajności
zasobami archiwum Kurii Biskupiej w Sandomierzu, z materiałami Komisji
Rehabilitacji Czerwiec 1976, ze sporządzanymi przez 11 lat notatkami
ks. Kotlarza, rozmawiali z setkami osób, udało się im namówić na
zwierzenia byłego funkcjonariusza SB. Fakty świadczą o tym, że ks.
Kotlarz został zamęczony przez SB, natomiast, według prokuratury,
dwukrotnie (w 1982 i 1990 r.) umarzającej śledztwo, Ksiądz był bity,
ale umarł śmiercią naturalną. Chłopcy uważają, że gdyby sprawcy śmierci
ks. Romana Kotlarza zostali napiętnowani, nie doszłoby do zabójstwa
ks. Jerzego Popiełuszki, a ja dodaję - oraz śmierci ks. Stefana Niedzielaka
i ks. Stanisława Suchowolca.
Z rozmowy tej dowiedzieliśmy się również, że Wojciech Maciejewski
jest autorem wcześniej nakręconego - z myślą o 25. rocznicy Czerwca´76
- tryptyku pt. Miasto z wyrokiem, który ze względu na protest byłego
I sekretarza PZPR w Radomiu nie został do dziś pokazany. Leży na
półce. Miejmy nadzieję, że doczeka się wkrótce emisji.
* * *
Na marginesie tego filmu pragnę dołączyć kilka własnych
refleksji. Jest czymś wspaniałym, że 17-latkowie, urodzeni 5 lat
po śmierci bohaterskiego Kapłana, tak dogłębnie i dojrzale zajęli
się zbadaniem jego losów i męczeńskiej śmierci. Wielka w tym zasługa
ich nauczycielki historii - dr Elżbiety Orzechowskiej. To ona podsunęła
im temat pracy konkursowej. Koordynowała cały jej przebieg, czuwała
nad metodycznym opracowaniem i uporządkowaniem zebranego przez chłopców
ogromnego materiału (ok. 800 dokumentów) oraz ostateczną redakcją
tekstu. Dużą pomoc okazał dyrektor Liceum - mgr inż. Karol Semik
i katecheta - ks. Wojciech Celuch (wszystko przepisywał na komputerze)
oraz Bronisław Kawęcki z Zarządu Regionu Ziemia Radomska NSZZ "Solidarność".
Owoc pracy radomskich uczniów został przekazany 30 września
1998 r. podczas audiencji środowej w Rzymie Ojcu Świętemu Janowi
Pawłowi II, który podczas swego pobytu w Radomiu 4 czerwca 1991 r.,
zatrzymując się przy pomniku z napisem: "Pamięci ludzi skrzywdzonych
w związku z robotniczym protestem 1976 r.", przywołał fakt śmierci
m.in. jednego z duszpasterzy. Na ręce dr Orzechowskiej przyszło podziękowanie
z Watykanu za opracowaną publikację, z zapewnieniem, że "Ojciec Święty
uprasza dla Pani i młodzieży potrzebne łaski i z serca błogosławi
na dobre przygotowanie do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000".
Pragnieniem nauczycielki i jej uczniów jest wydanie drukiem
monografii o ks. Kotlarzu. Zabiegają o fundusze na ten cel. Warto
by ich wspomóc w tym przedsięwzięciu. Swoją aktywnością dowiedli,
że jest jeszcze ideowa, wartościowa młodzież, zainteresowana historią
swej małej Ojczyzny, tak nieodległą w czasie, a jakże bolesną i tragiczną.
Więcej takich szkół, takich nauczycieli i takich uczniów!
* * *
Ogromny żal mam do telewizji - podobno publicznej, czyli
naszej - że ten tak bardzo ważny film pokazała o tak późnej porze (początek o godz. 23.40). Nie po raz pierwszy się to zdarza. Jak długo
jeszcze będziemy się upominać o stosowną porę dla emisji polskich,
wartościowych programów, które można byłoby obejrzeć w gronie rodzinnym,
podyskutować nad nimi, zapamiętać je, bo "to Polska właśnie".
Pomóż w rozwoju naszego portalu



