Autyzm jest trzecią najczęściej spotykaną nieprawidłowością rozwojową
- częstszą niż zespół Downa. Występuje raz na 500 dzieci, cztery
razy częściej u chłopców niż u dziewczynek. Jest to przede wszystkim
zaburzenie - w różnym stopniu - komunikacji z otoczeniem. Diagnoza
i leczenie są trudne, ale możliwe. "Jestem dzieckiem autystycznym
- dajcie mi szansę" - to temat-wołanie I Forum, zorganizowanego przez
Częstochowskie Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Problemami Autyzmu
oraz Szkołę Podstawową Specjalną nr 23 w Częstochowie.
Dziecko autystyczne zostało wyrzucone ze szkoły. Według
nauczycielki, było groźne dla innych uczniów. Matka w geście rozpaczy
zapytała ją: A gdyby to pani miała takie chore dziecko? Ja? - odpowiedziała
zdziwiona wychowawczyni młodych pokoleń. - A co ja takiego złego
w życiu zrobiłam, żeby mnie los pokarał takim dzieckiem?! Historia,
niestety, prawdziwa.
Szacuje się, że w Polsce jest ponad 40 tys. osób z autyzmem,
czyli na 10 tys. urodzeń na świat przychodzi, bez niczyjej winy,
ok. 15 dzieci z tym schorzeniem. Na jego występowanie nie mają wpływu
ani dochody, ani stopa życiowa czy wykształcenie rodziny. Nie ma,
jak na razie, jednej, jednoznacznej i wystarczającej odpowiedzi na
pytanie, jaka jest przyczyna autyzmu. Znane są typowe objawy, które
mogą wystąpić w różnym stopniu, nasileniu lub jako kilka czy kilkanaście
cech autystycznych. Dzieci autystyczne rozwijają się w zasadzie normalnie
do 24.-30. miesiąca życia, kiedy to rodzice mogą zauważyć, i najczęściej
zauważają, zaburzenia w mowie, zabawach lub kontakcie z dzieckiem,
wyczuwają, że coś jest nie tak. I tu zaczyna się gehenna: bieg z
przeszkodami po normalność i zdrowie dziecka. Bieg z dużymi przeszkodami.
Najpierw w gabinecie lekarza pediatry. Według jego badań,
dziecko rozwija się normalnie, jest zdrowe, ma odpowiednią wagę,
wszystkie narządy zbudowane są i funkcjonują bez zarzutu. Lekarz
w ciągu 2-3 minut, które statystycznie poświęca jednemu pacjentowi,
nie zauważa słabego kontaktu wzrokowego czy braku reakcji na dźwięki,
zwłaszcza jeśli jest to dziecko bardzo małe, albo boi się postawić
diagnozę ze względu na małą znajomość tematu - autyzm został określony
jako jednostka chorobowa stosunkowo niedawno. Matka z dzieckiem zostaje
więc odesłana do domu z radą, żeby jeszcze poczekała, może to minie,
lub - co gorsza - by przestała histeryzować. "Nie wolno dać się zbyć
- mówi Agata Pawełczak, kierownik Specjalistyczno-Diagnostycznego
Ośrodka Zdrowia w Częstochowie. - Jeśli matka czy ojciec zauważają,
że coś jest nie tak, to mają prawo domagać się pomocy. To rodzic
jest pierwszym i - jak się okazuje w praktyce - wiedzącym więcej
o autyzmie niż lekarz diagnostykiem. A czekanie nic nie pomoże -
jeśli dziecko jest chore, to samo mu się nie polepszy". Wczesna diagnoza
i wczesna interwencja mają podstawowe znaczenie dla przyszłego rozwoju
dziecka. Dlatego następnym krokiem jest skierowanie do neurologa
i psychologa, żeby skonfrontować swe obawy i ewentualnie zacząć leczenie.
I tu, w polskiej rzeczywistości, rodzice dziecka autystycznego
trafiają na kolejną kłodę. Dziecko do trzeciego roku życia leczone
jest zazwyczaj jedynie u neurologa. Tymczasem z medycznego punktu
widzenia nie ma leku na wyleczenie zmian w mózgu, które są czynnikiem
autyzmu. Autyzm nie jest też chorobą psychiczną, upośledzeniem. Jak
mówi dr M. Mieczyński - lekarz psychiatra, można zastosować łagodne
środki uspokajające, jeśli dziecko jest nadmiernie pobudzone lub
agresywne, ale stosowanie leków niewiele wnosi. Najważniejsza jest
praca z dzieckiem autystycznym pedagoga, terapeuty, logopedy. O ile
w większych miastach otwierane są ośrodki czy oddziały dla dzieci
autystycznych w wieku szkolnym, to co zrobić z przedszkolakiem, który
ma największe szanse na powrót do normalności? Przedszkola, nawet
te integracyjne, nie zdają egzaminu. Autystyk nie reaguje na polecenia
grupowe, ma problemy z koncentracją, nie usiedzi na krześle, ma napady
gniewu, nie zauważa kolegów. Jedyną terapią jest praca indywidualna
wykorzystująca metody behawioralne. Dziecko uczy się z czasem podstawowych
rzeczy: siedzieć, jeść, sygnalizować potrzeby fizjologiczne, odczuwać
własne ciało, dopiero na tej podstawie można pracować nad nauką mówienia,
czytania czy integracji z grupą. Te formy terapii z powodzeniem stosowane
są w oddziałach terapeutycznych dla dzieci autystycznych w SPS nr
23 w Częstochowie. Ale problem autystyków z racji wieku nie objętych
jeszcze obowiązkiem szkolnym jest nadal otwarty. Brakuje funduszy,
specjalistów i kompetentnych lekarzy, a rodzice są już zmęczeni.
Bożena Kulik, prezes Częstochowskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom
z Problemami Autyzmu, matka dziecka autystycznego, mówi, że większość
rodziców nie ma już sił fizycznych, a czasem nawet psychicznych do
ciągłej walki o swoje dzieci (o należne im prawa, szacunek), na utarczki
z lekarzami. Rodzice tych dzieci zwykle nie mają już czasu ani dla
siebie, ani dla pozostałych dzieci. Potrzebują fachowej pomocy i
ukierunkowania. Chociaż w Częstochowie działa prężnie wolontariat
- grupa chętnych i życzliwych studentów zwołanych przez Annę Banasiak
z WSP - jest to kropla w morzu potrzeb.
Są też jaskółki nadziei. Szkoła nr 23 w Częstochowie planuje
otwarcie ośrodka dla młodszych dzieci autystycznych. Zaczęły się
konkretne rozmowy Ośrodka Metodycznego w Częstochowie o kursach dla
zainteresowanych autyzmem. Temu miało służyć I Forum.
Na autyzm nie ma cudownie skutecznego środka, ale coraz
więcej wiemy na temat tej choroby i pomocy chorym w przystosowaniu
się. Niektóre symptomy mogą z czasem zelżeć, inne mogą zaniknąć.
Każdy ma szansę. Czy równą?
Pomóż w rozwoju naszego portalu



