Synu Kochany!
Dziś moje święto. Nie dostałam od Ciebie żadnego znaku
pamięci. Wiem jednak, że pamiętasz w modlitwie każdego dnia. Matka
musi być odporna i wyrozumiała, dzielna i mężna, bo to należy do
istoty macierzyństwa. Czasem jednak się zastanawiam, na ile miłość
matki zostawiła ślad w Twoim życiu? Bo widzisz, nawet macierzyństwo
nie jest miłością tak "darmową", która niczego nie oczekuje. Kiedy
to rozważam, myśląc o mojej słabości, to zaraz się pocieszam tym,
że nawet Miłość Boża czeka na słowo człowieka, na ludzkie "tak".
Kochać za "Bóg zapłać" - ile matek tego doświadcza. Dziś myślę o
matkach, których dzieci odeszły do sekt, o matkach narkomanów, o
matkach bitych przez własne dzieci. Myślę o matce, która adoptowała
syna, a który powiedział jej, że oczekuje sposobnej chwili, aby uciąć
jej głowę. Pamiętam, że kiedyś poznałeś tę wspaniałą kobietę. Myślę
o matkach opuszczonych przez własne dzieci. O matkach, które w domach
opieki patrzą każdego dnia w okno z tlącą się wciąż jeszcze iskierką
nadziei, że córka i syn przyjdą któregoś dnia, aby zapytać o ich
zdrowie.
Trzeba wiele wierności i pokory, by się nie zgubić, nie
stanąć w miejscu, nie odmówić miłości swemu dziecku. Trzeba wiele
modlitwy, by to udźwignąć. Dzisiejszego wieczoru myślę o tylu biednych
matkach, które nie znalazły dość siły, aby kochać do końca. Miłość
to najtrudniejsza droga, bo nie ma przystani i kresu nie widać.
Decyzja na dziecko, decyzja na miłość to zawsze ryzyko.
Teraz jest taki czas, gdy wielu ludzi nie ma odwagi podjąć tego ryzyka.
A kochać - to być zdolnym do ponoszenia ryzyka i chcieć zaryzykować
swoim życiem dla innych.
Synu, wiem i wierzę, że w tym misyjnym zapracowaniu,
gdy doba jest zbyt krótka, aby podjąć wszystkie wyzwania, na pewno
znajdujesz czas na modlitwę. Myślę jednak trochę może i samolubnie,
że słowa matki także wspomogą Twoje kapłańskie refleksje. Wracam
dziś wspomnieniami do takiej jednej rozmowy z moją matką. Były to
trudne dni mojego życia - czas kryzysu miłości i nadziei. Kiedyś
wpadłam, by odwiedzić moją matkę. Siłą zatrzymywała mnie na wieczór
i na noc. Byłam niezadowolona, bo chciałam być sama, jak najszybciej
sama. W końcu uległam. Kiedy wieczorem byłyśmy tylko obydwie, powiedziała
mi, patrząc prosto w oczy: Najważniejsza jest siła wierności, pamiętaj
- niewierność jest klęską człowieka. Postawiłam pytanie: Dlaczego
mi to dziś mówisz? Odpowiedziała: Mówię, abyś to wiedziała nie tylko
na dziś. Od tamtego dnia minęło wiele lat, a słowa te są światłem
w tylu okolicznościach życia.
Nie zapomniałam nic z tamtych słów i z tamtej atmosfery,
zwyczajnej i uczciwej aż do bólu. Dziś myślę, że wiele zawdzięczam
mojej matce, która odeszła do Pana.
Właśnie zegar wybił północ. Więc na dobranoc chcę Ci
powiedzieć tylko - patrząc z perspektywy czasu, człowiekowi żal,
że się za mało kochało, że się za dużo myślało o sobie. A Panu Bogu
pytań dziś już nie stawiam. Tylko proszę za wszystkie matki, aby
się nie bały powiedzieć "tak" Miłości.
Synu, wesprzyj moją modlitwę za córki i synów, co pobłądzili,
nieświadomi, że próżno wolnością się łudzą.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



