Możemy słusznie postawić pytanie, jak to jest możliwe, że Bóg,
który jest nieskończoną doskonałością, a więc i pełnią szczęścia,
żali się przez Proroka na swój lud: "Raczej Mi przykrość zadałeś
twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz". Odpowiedzią
na to pytanie jest Jezus Chrystus, Syn Boży, w którym cierpi wzgardzona
Boża Miłość. Dlatego dziś w Ewangelii słyszymy, że ten Jezus najpierw
uzdrawia duszę, zranioną grzechami, a potem leczy ciało człowieka.
Gdybyśmy byli wówczas w Kafarnaum, przeżywalibyśmy podobne
zaskoczenie. Nie tylko z powodu tego łoża, spuszczanego przez otwór
w dachu, ale także z powodu tej kolejności: najpierw paraliż duszy,
potem paraliż ciała. Tego obecni tam nie oczekiwali. Jezus widzi
i raduje się ich wiarą, ale On chce ich konkretnie pouczyć, co jest
ważniejsze, od czego trzeba zacząć leczenie. Uczeni w Piśmie myślą
teologicznie poprawnie. Tak, grzechy może odpuszczać tylko Bóg, ale
On tę władzę przekazał swojemu Synowi, który nie tylko sam przebacza,
ale i mówi do swoich uczniów: "Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone" (J 20, 23). Ale nie dziwimy się tym mieszkańcom Kafarnaum. Także i
my dziś oczekujemy często od naszej wiary zabezpieczenia zdrowia,
pomyślności... 25-letni robotnik mówi do kapłana rozgoryczony: "Jakoś
tam w Pana Boga wierzę, ale nie w takiego Boga, który opiekuje się
człowiekiem. Ja modlę się i pracuję już 8 lat i w tym czasie co rok
miałem wypadek przy pracy. Ksiądz uczył mnie na religii, że Bóg przez
swoich aniołów strzeże człowieka. Tych 8 moich wypadków przy pracy
świadczy o tym, że tak nie jest". Podobnie myśli wielu ludzi wierzących.
A Jezus w tym uzdrowieniu najpierw duszy, potem ciała pragnie przekazać
tę prawdę, że On nie jest ani tylko uzdrowicielem, ani naszym stróżem,
lecz zbawicielem człowieka. Szczera, ciągle pogłębiana wiara uczy
nas widzieć sens naszego życia poza ciasnym horyzontem doczesności.
Nasze grzechy, jak to mówi prorok Izajasz, męczą naszego Ojca w niebie,
a św. Paweł dodaje, że Bóg zawsze mówi człowiekowi "tak" wszędzie
tam, gdzie jest prawdziwe, ludzkie szczęście. Owym najmiłościwszym
Bożym "tak" jest przede wszystkim Jezus Chrystus i Jego Ewangelia.
On jest Gwarantem i wypełnieniem wszystkich Bożych obietnic. Bywało
tak w dawnych wiekach, że kiedy jeden król w wojnie pokonał drugiego,
w zawartym układzie musiał być uwzględniony zakładnik, by warunki
pokoju były dotrzymane. Tym zakładnikiem bywał często syn pokonanego
króla. Bóg nigdy przez nikogo nie może być pokonany, a jednak dał
nam swojego Syna, który stał się przez Wcielenie jednym z nas i ucieleśnia
tę Bożą wierność, Bożą miłość, owo wielkie, Boże "Tak!".
A my, tak jak On, całym naszym życiem mamy także odpowiadać "
tak" na tę Bożą miłość i przyjmować ją z zaufaniem, choćby podobnie
jak w Kafarnaum inna była kolejność Bożych darów. Takim ciągłym przypominaniem
nam konieczności owego "tak" jest każde słowo "Amen". Kiedy podczas
Mszy św. na zakończenie Modlitwy Eucharystycznej kapłan śpiewa lub
uroczyście mówi te słowa: "Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie,
Tobie, Boże, Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka
cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków", my odpowiadamy tym
jednym, jedynym słowem: "Amen!", które powinno brzmieć mocno, bardzo
mocno, jako znak wiary, jako odpowiedź miłości na Miłość.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



