Synu Kochany!
Wracam myślą i dłuższą refleksją do naszego ostatniego spotkania.
Nie powiedziałeś wprawdzie: "chcę być doskonały", a jednak ze wszystkiego,
o czym mówiłeś, wynikało to jedno: będę doskonały! Twoja matka wcale
się z tego nie ucieszyła. Dlaczego? Przecież z pragnieniem doskonałości
rodzimy się wszyscy. Każdy kiedyś marzył lub marzy, że stanie się
wzorem dla innych - doskonałością podziwianą. A ja się tego boję.
Boję się "wzorów". Boję się "roli", którą człowiek sobie narzuca.
Boję się, gdy ktoś jest pewien, że potrafi być silny, bardzo silny,
jedyny, wyjątkowy, wzorowy, zawsze pracowity. Tymczasem własnymi
siłami nic nie potrafisz. Rola jest zawsze grą, zawsze kojarzy się
ze sceną. Na scenie człowiek odgrywa kogoś, a nie siebie. Być "wzorem",
być godnym podziwu - niewiele to ma wspólnego ze świętością. To jakby "
praktyki religijne" pomylić z praktykami Ewangelii. Praktyki religijne
nie muszą prowadzić do świętości. Życie Ewangelią jest niezawodną
drogą do Nieba. Żyć Ewangelią to pozwolić się prowadzić Miłości.
Ona jest większa od doskonałości.
Synu, czasem rozmawialiśmy o radykalizmie Ewangelii.
Jezus nie ma nic wspólnego ze sztywnym pancerzem radykalizmu.
Czy Twoje pragnienie doskonałości nie płynie z założenia,
że kapłan musi być przede wszystkim wzorowy? "Wzorowy" także może
mieć niewiele wspólnego ze świętością. Właśnie dziś usłyszałam od
moich przyjaciół, że w ramach wizyty duszpasterskiej, kolędy, odwiedził
ich taki "wzorowy" ksiądz. U każdego z mieszkańców przewidział jednakowy
czas na wizytę - 10 minut. To dlatego, żeby nikogo nie wyróżnić i
nie skrzywdzić. W każdym domu powtórzył stereotypowe pytania: Czy
chodzą państwo do kościoła? Czy chodzą państwo regularnie do spowiedzi?
Czy są państwo zadowoleni z siebie? Moi przyjaciele na pierwsze dwa
pytania odpowiedzieli pozytywnie. Przy trzecim pytaniu nieco się
zdziwili. Powiedzieli: Różnie to bywa, często nie jesteśmy z siebie
zadowoleni. Na co otrzymali ocenę: Pozostajecie w grzechu powszednim.
Po ocenie odbyło się pokropienie wodą święconą. I - plusy i minusy
w odpowiednich rubrykach. Czuli, że było to sprawozdanie z przeprowadzonej
akcji. Nie było osobistego spotkania. Wszystko było dokładne, precyzyjne,
policzone i zaliczone.
Znam też pewnego księdza - Ty także znasz go dobrze -
który swojej doskonałości jest pewien. Nigdy się nie myli i nigdy
nie grzeszy. Nie umie nawet śmiać się z siebie, z własnych nieudolności.
Zawsze gorliwy, zawsze doskonały. Wie jednak, że świat jest bardzo
grzeszny. Grzeszni są także jego parafianie. Często im o tym przypomina.
Może przez niektórych jest podziwiany. Może nawet naśladowany w widzeniu
świata. Ale czy to właśnie jest droga do doskonałości?
Matka
Pomóż w rozwoju naszego portalu



