Zbyt szybko zapomnieliśmy ostatni konflikt zbrojny
na Bałkanach, w którym NATO wygrało wojnę, lecz przegrało pokój.
W czasie kilkumiesięcznych bombardowań Serbii zniszczono
drogi, mosty, sieć kolejową i energetyczną, wiele zakładów pracy,
rafinerie i elektrownie, jednym słowem - infrastrukturę ekonomiczną
niezależnego państwa europejskiego. Również serbskich ofiar było
wiele - ok. 6 tys. żołnierzy i osób cywilnych - mniej więcej tyle
samo, co ofiar czystki etnicznej w Kosowie.
W czasie trwania wojny Clinton i inni politycy państw
NATO podkreślali przy każdej okazji, że ich atak skierowany jest
przeciwko MilosSeviciowi i jego klice, a nie przeciwko Serbom. Niestety,
w wyniku działań wojennych, a obecnie embarga, cierpią zwykli ludzie.
Umberto Ranieri - podsekretarz włoskiego ministerstwa spraw zagranicznych,
a więc wysoki urzędnik rządu, który bardzo aktywnie popierał wojnę
przeciwko Serbii - powiedział ostatnio, że "w Federacyjnej Republice
Jugosławii bezrobotnych jest milion osób, a oprócz tego 800 tys.
robotników jest na tzw. przymusowym urlopie; 74% rodzin z miesięcznym
dochodem 44$ żyje poniżej granicy ubóstwa". Według Ranieriego, "należy
nakłonić społeczność międzynarodową, by złagodzić sankcje przeciw
Serbii, w szczególności znieść embargo na ropę i zakaz komunikacji
lotniczej. Sankcje dotknęły ludność cywilną i odniosły skutki przeciwne,
niż się spodziewano".
Należy podkreślić także inny aspekt wydarzeń na Bałkanach:
aby usprawiedliwić w oczach opinii publicznej bombardowanie i niszczenie
Serbii, należało wyeksponować cierpienia ludności albańskiej w Kosowie,
a jednocześnie demonizować Serbów. W rezultacie Serbowie, którzy
nic nie mieli wspólnego z czystkami etnicznymi, stali się ofiarami
nie tylko reżymu MilosSevicia, lecz także społeczności międzynarodowej.
W tej manichejskiej optyce jedynymi ofiarami konfliktu byli Albańczycy,
którym należało się współczucie i pomoc społeczności międzynarodowej.
W pułapkę tego "poprawnego politycznie" myślenia wpadły także organizacje
humanitarne, w tym Caritas różnych państw, których działania skupiły
się na pomocy dla albańskiej ludności Kosowa. Zapomniano, że wojna
wpędziła znaczną część ludności serbskiej w skrajną nędzę, a sytuację
pogarsza również fakt, że Serbia udzieliła schronienia 800 tys. uchodźców
- Serbom, których zmuszono do opuszczenia domostw w Krainie, Bośni
i Kosowie.
Dlatego też uznałem za stosowne zasygnalizować inicjatywę
księży i biskupów z włoskiego regionu Marche, którzy nawiązali kontakty
z Serbskim Kościołem Prawosławnym w tym dramatycznym momencie historii
Serbii. Przeprowadziłem wywiad dla Niedzieli z abp. Angelo Comastrim,
delegatem papieskim ds. sanktuarium w Loreto i przewodniczącym Włoskiego
Komitetu Roku Świętego, który stał na czele włoskiej delegacji.
W. R.
WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: - Jak zrodziła się idea podróży do Serbii i jaki był jej cel?
ARCYBISKUP ANGELO COMASTRI: - Idea podróży zrodziła się w dramatycznych dniach wojny na Bałkanach. Zrozumiałem wtedy, jak bardzo dzisiejszy świat daleki jest od Ewangelii i uznałem, że należy poczynić konkretne kroki na drodze do pojednania i przebaczenia. Jednym słowem - czułem, że Chrystusowe przykazanie miłości powinno skłonić nas do wypracowania nowych i odważnych sposobów na międzynarodowy dialog.
- Jak dotarł Ksiądz Arcybiskup do Belgradu, skoro obowiązuje blokada powietrzna Serbii?
- Pojechałem do Serbii z trzema księżmi z mojego regionu Marche, którzy od lat zaangażowani są w autentyczny dialog ekumeniczny. 17 listopada 1999 r. polecieliśmy samolotem do TimisWoary w Rumunii. Tam czekał na nas znajomy prawosławny ks. Dorel wraz z kierowcą. Podróż do Belgradu nie była prosta: jechaliśmy nocą, padał intensywny deszcz, drogi były źle oświetlone, musieliśmy czekać na granicy. Lecz w końcu dotarliśmy do Belgradu, gdzie zatrzymaliśmy się u ks. Jozo, kapłana słoweńskiego, który jest proboszczem w stolicy Serbii.
- Z kim spotkał się Ksiądz Arcybiskup w Belgradzie?
- 19 listopada udaliśmy się do Patriarchatu Serbskiego
na spotkanie z Patriarchą Pawłem. Patriarcha to człowiek w podeszłym
wieku, niskiego wzrostu, bardzo szczupły, o ascetycznej twarzy i
pogodnych oczach. Uściskał nas na powitanie jak dobrych przyjaciół.
Zabierając głos jako pierwszy, powiedziałem Patriarsze, że przynoszę
pozdrowienia i uścisk pokoju od wszystkich biskupów Marche, którzy
są przekonani, że Adriatyk nie powinien być barierą, lecz pomostem.
A pomost, który nas łączy, już istnieje i nazywa się Jezus Chrystus.
Patriarcha, którego twarz rozjaśniła się, przytaknął: "Tak, łączy
nas Jezus Chrystus! Wierzymy w Jezusa urodzonego w Betlejem, który
przyniósł nam Dobrą Nowinę Miłości Ojca, który umarł za nas, zmartwychwstał
i oczekuje w Raju, by obdarzyć nas radością Boga. W to wierzymy i
ta wiara nas łączy. W nowym tysiącleciu musimy iść coraz bardziej
ku Chrystusowi. Zmierzając ku Niemu, zjednoczymy się". Wszyscy byliśmy
wzruszeni i szczęśliwi.
Zaproponowałem Patriarsze "zbratanie" pomiędzy niektórymi
parafiami z naszego regionu i parafiami prawosławnymi w Serbii w
nadziei, że tego typu kontakty przyczynią się do stworzenia klimatu
zaufania i atmosfery sprzyjającej dialogowi ekumenicznemu, który
tak bardzo leży na sercu Ojcu Świętemu. Nasza propozycja zostanie
przedstawiona Świętemu Synodowi Serbskiego Kościoła Prawosławnego.
Na zakończenie poprosiłem Patriarchę o błogosławieństwo.
Lecz nie chciał tego uczynić, twierdząc, że jesteśmy równi godnością,
a następnie zaproponował, byśmy pobłogosławili się nawzajem, co uczyniliśmy
z radością. Pożegnaliśmy się po wspólnym odmówieniu Ojcze nasz.
- Wojna dokonała wiele zniszczeń w Serbii, a obecnie kraj ten stał się obiektem międzynarodowego embarga. Jak żyją Serbowie w tej trudnej sytuacji gospodarczej, społecznej i politycznej?
- Serbia jest krajem głęboko zranionym. Serbowie są ludźmi o wiele lepszymi niż ich "przywódcy". Znoszą z wielką godnością cierpienia spowodowane dramatyczną wojną. Niestety, nikt na Zachodzie nie mówi o cierpieniach ludności serbskiej i może dlatego nie jest jej udzielana dostateczna pomoc. To mnie bardzo smuci.
- Podróż Księdza Arcybiskupa miała charakter ekumeniczny
i humanitarny. Lecz mówiąc o sytuacji w Serbii, nasuwa się refleksja
polityczna: interwencja NATO była ingerencją humanitarną (tak przynajmniej
zapewniano światową opinię publiczną), tzn. miała zapobiec czystce
etnicznej ludności albańskiej w Kosowie. Dzięki niej Albańczycy wrócili
do Kosowa, lecz sytuacja zmieniła się radykalnie - wczorajsi poszkodowani
stali się dzisiejszymi oprawcami: terroryzują ludność niealbańską,
dokonując czystki etnicznej, której ofiarami są Serbowie i Cyganie (już ok. 100 tys. Serbów opuściło Kosowo, by szukać schronienia w
Serbii).
Czy po to NATO przeprowadziło szalenie kosztowną interwencję
zbrojną, by jedynie zniszczyć gospodarczo Federacyjną Republikę Jugosławii
i oddać jedną z jej prowincji w ręce band UCK, które nawet Stany
Zjednoczone na kilka miesięcy przed wojną uznawały za bandy terrorystyczne,
utrzymujące się z przemytu narkotyków i wyłudzania okupu?
- Wojnę prowadzono w myśl logiki, że tylko jedna
strona ma rację. Zapomniano lub ignorowano historię Bałkanów, która
jest nieprzerwanym ciągiem wojen i krwawych zemst; tutaj na przemian
ludy prześladowane stawały się katami, a dawni prześladowcy - ofiarami.
Należało powstrzymać przemoc innymi metodami; nie wykorzystano
wszystkich możliwości dyplomatycznych, można było zastosować bardziej
skuteczne embargo lub znaleźć inne sposoby odizolowania sprawców
przemocy.
Dzisiaj nie można pozwolić, by dopuszczano się tych samych
aktów gwałtu i mordów, które spowodowały interwencję NATO.
- Szef wspólnoty żydowskiej z Belgradu powiedział,
że Serbowie nie mogą opuścić Kosowa, bo ten region jest dla nich
tym, czym dla Żydów jest Jerozolima. Dla Serbów Kosowe Pole jest
symbolem ich oporu przeciw muzułmańskim Turkom, a poza tym znajduje
się tutaj bardzo wiele starych klasztorów, które do dzisiaj mają
kapitalne znaczenie dla duchowości prawosławnej.
Ostatnio widziałem reportaż BBC, w którym pokazywano,
jak grupa albańskich wyrostków demolowała cerkiew, a jest to nagminna
praktyka w czasach zemsty Muzułmanów. Jak to jest możliwe, że nikt
nie reaguje, gdy w Kosowie profanowane są świątynie i niszczone jest
dziedzictwo serbskiej sztuki sakralnej?
- Fakty, o których Pan mówi, potwierdzają moje wcześniejsze obserwacje, tzn. że dziś Kosowo jest znowu sceną gwałtów i przemocy. Tamtejsi ludzie są głęboko zranieni i musimy im pomóc odbudować bazy koegzystencji na drodze dialogu i poszanowania. Kraje bałkańskie leżą "na styku" Zachodu i Wschodu, Północy i Południa świata. Ludzie na tym obszarze geograficznym będą mogli znowu żyć w pokoju, jeżeli zwycięży logika wzajemnego poszanowania. Jeżeli natomiast społeczności międzynarodowej nie uda się pokojowo rozwiązać napięć w tej części Europy, wkrótce również w innych regionach świata może wydarzyć się to, co na Bałkanach.
- Wróćmy jeszcze do podróży do Serbii. Czy - według Księdza Arcybiskupa - inne Kościoły Europy powinny iść w ślad za Kościołem regionu Marche i rozpocząć dialog w miłości z siostrzanym Kościołem serbskim w tym dramatycznym momencie historii Serbii?
- W dialogu ekumenicznym ważne są spotkania przywódców
religijnych i teologów, lecz dziś to nie wystarcza - należy uczynić
wszystko, aby w dialogu tym uczestniczył lud Boży. Wielką rolę odgrywają
w nim wspólnoty kościelne, które przez obopólne gesty dobroci i solidarności
przyczyniają się do obalenia muru nieufności i obojętności, wzniesionego
przez historię.
Jestem przekonany, że jedynie Miłość pozwoli nam spotkać
się w Prawdzie.
- Dziękuję za rozmowę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



