Reklama
"Świat czeka na tych, którzy go kochają, jeżeli go nie kochacie,
nie głoście im kazań". Słowa angielskiego kaznodziei Nabba chyba
najtrafniej streszczają wydarzenia minionego tygodnia. Najważniejszym
było niewątpliwie pielgrzymowanie Jana Pawła II do świętej Góry Synaj.
Po środowym symbolicznym nawiedzeniu Ur Chaldejskiego, skąd wyruszył
Abraham, rozpoczynając pielgrzymkę ludzkości na spotkanie z poszukującym
Bogiem - Synaj, już nie symbolicznie, był drugim etapem Jubileuszowej
Pielgrzymki Ojca Świętego.
Dlaczego te słowa na wstępie? Papieska pielgrzymka poprzedzona
była wieloma komentarzami w mediach. Przeważały uwagi o wielkich
przeszkodach stawianych przez prawosławnych gospodarzy klasztoru
św. Katarzyny. Pojawiały się także głosy o niechęci środowisk muzułmańskich
czy koptyjskich. Same trudności, ale po raz już pewnie 90. - wszak
była to 90. podróż papieska - stał się cud. Miłość, z jaką Jan Paweł
II podchodzi do każdego człowieka, do każdej wspólnoty, sprawiła,
że spotkanie w klasztorze przeciągnęło się o blisko godzinę. Ci,
którzy śledzili tę wizytę na ekranach telewizorów, mogli zobaczyć,
jak w serdecznej atmosferze przebiegało to spotkanie. A potem, podczas
Liturgii Słowa, Papież w skupieniu spoglądał raz po raz na szczyt
góry, gdzie Mojżesz otrzymał tablice, na których wyryte były słowa
od dawna wpisane w serce każdego człowieka. Ten moment skłania do
głębokich przemyśleń. Jan Paweł II w sposób świadomy i bardzo "katechetyczny"
realizuje swoje jubileuszowe pielgrzymowanie. Najpierw kroczy drogą
człowieka, aby w następnych etapach wejść na drogę Pana. Dekalog
odzwierciedla coś, co jest wpisane w naturę człowieka. Jesteśmy świadkami
dyskusji nad sensownością, aktualnością tego czy innego przykazania
Dekalogu. W tym jednostkowym roztrząsaniu poszczególnych punktów
Mojżeszowych tablic kryje się niebezpieczeństwo zatracenia tego,
co najbardziej istotne, a mianowicie prawdy, że Dekalog jest wyrazem
tęsknoty człowieka za Bogiem, ale także szacunku dla każdego człowieka.
To roztrząsanie - tak dziś powszechne - sprawia, że człowiek robi
się coraz bardziej smutny, coraz częściej ulega załamaniom, a kultury
zagłuszające ową ludzką tęsknotę tworzą cywilizacje, którym bliżej
do śmierci niż do życia, do nienawiści niż miłości.
Nie może w nas umrzeć obraz Synaju, gdzie Bóg zawarł
przymierze z człowiekiem, dając na jego znak Dziesięć Słów. Ludzie
chcą ukryć za mgłą nowych "izmów" cień tej góry.
Reklama
W październiku 1999 r. z budynku jednego z sądów w stanie Nowy Jork usunięto XIX-wieczną dekorację przedstawiającą tablice Dekalogu. Była to decyzja rady miejskiej, która stwierdziła, że eksponowanie na budynku państwowym symbolu religijnego narusza neutralność światopoglądową państwa. To nie tylko "amerykańska choroba". Obejmuje ona coraz szersze kręgi, bo coraz więcej ludzi próbuje w swoim sercu rozbić tablice Przymierza. Konsekwencje takich działań łatwo przewidzieć. Każdy człowiek, jak i każde państwo, które podejmuje takie działania, musi skończyć jak każde imperium, które próbowało budować przyszłość bez Boga. Dziś pogrobowcy takich imperiów straszą "czarnym totalitaryzmem", nawołują Kościół do rachunku sumienia. Ileż gestów w stronę przeproszenia, pojednania, pogłębienia wzajemnych relacji dokonał już Kościół, i dalej będzie to czynił, biorąc na siebie odpowiedzialność za każdy grzech. Jak Ojciec, który "dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą" (2 Kor 5, 21). Tymczasem na świecie nadal trwa prześladowanie Kościoła i chrześcijan. Oto kilka faktów: W Arabii Saudyjskiej nie wolno nosić krzyża na szyi ani przechowywać w domu Biblii. Nie wolno się modlić nawet we własnym mieszkaniu. Jeśli ktoś zmieni wiarę na chrześcijaństwo, jest brutalnie ukarany. Odchodzących od islamu traci się przez ścięcie głowy, a egzekucje (przynajmniej jeszcze niedawno) odbywały się w każdy piątek o godz. 12 w południe we wszystkich głównych miastach kraju. W Sudanie chrześcijan się morduje, gwałci, sprzedaje jako niewolników. W Chinach tysiące wyznawców Chrystusa żyje w religijnych gułagach. Na całym świecie cierpi dziś ponad 200 mln wyznawców Chrystusa i mało kto mówi o tym głośno. Ludziom nie mieści się w głowie, że na otwartym targu w Sudanie już za dwa kurczaki można kupić młodego chrześcijańskiego niewolnika (Życie).
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Walka z Dekalogiem, czyli walka z ludzką tęsknotą za Bogiem, przynosi owoce zła także i u nas. Oto dowiadujemy się z rządowego dziennika, że na przestrzeni ośmiu lat w zastraszającym tempie wzrasta liczba piętnastoletnich dzieci, dziewcząt i chłopców, podejmujących życie seksualne - z 17% w 1990 r. do 30% w 1998 r. w przypadku chłopców i z 5% do 13% w przypadku dziewcząt. Rozmowy przeprowadzone w tymże dzienniku z niektórymi z tych dzieci ujawniają, jak wielkie spustoszenie czyni w psychice zbyt wcześnie rozpoczęte życie seksualne. Jest sprawą uczciwych socjologów znajdowanie przyczyn i środków zaradczych, ale dla pasterzy, dla rodziców i dla każdego, kto trzeźwo obserwuje scenę życia, powód jest oczywisty - zabija się w dzieciach tęsknotę za czystym sumieniem, za Bogiem w sercu, wmawia się, że można żyć bez Jego przykazań. Najgorsze, że propagatorzy są nieuchwytni, a owoce swojego posiewu przypisują innym.
Reklama
Ósme przykazanie Dekalogu mówi o potrzebie mówienia prawdy. Szczególną odpowiedzialność za wierność prawdzie o Dekalogu ponoszą ludzie pracujący w środkach masowego przekazu. Często stają przed pokusą promowania siebie przez tanią i niesprawdzoną sensację, która może przynieść szkodę i cierpienie, a przy tym często się zdarza, że promując negatywne przykłady, upowszechnia się negatywne wzorce, co już zauważył św. Paweł, pisząc, że: "Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje" (1 Kor 15, 33). Z moralnego punktu widzenia należy też potępić istniejącą niekiedy tendencję państwa do manipulowania opinią przez środki społecznego przekazu (por. KKK 2499). (...) Prawdy trzeba strzec, prawdę promować i pomóc ją odnaleźć. Oto zadanie dla sług słowa i przekazu społecznego. Na szczęście, coraz częściej pojawiają się dziennikarze prawi i zdolni, wierni prawdzie i zachowujący etykę ludzi pióra. Czyta się ich z przyjemnością (z listu pasterskiego na Wielki Post 2000).
Trwa już Wielki Post, warto się więc nad tym tematem pochylić.
Z nizin wielkopostnego umartwienia i pokory warto podnieść wzrok
na świętą Górę Przymierza i zadedykować tym, którzy zechcą skorzystać,
jedną z opowieści Sienkiewicza:
"Do bram raju ktoś zapukał. Święty Piotr zza drzwi pyta:
- Kto tam?
- Ja, Miłość.
- Jaka miłość?!
- Chrześcijańska.(...)
- A ty tu czego chcesz?
- Schronienia.
- Jak to schronienia?
- Bo nie mam gdzie się podziać.
- A przecież kazano ci mieszkać na ziemi.
- Ale ludzie mnie wypędzili.
- Bójże się Boga! Więc dla kilku złych ludzi wyrzekłaś
się swojej świętej służby i swego posłannictwa?
- Mnie nie kilku ludzi wypędziło, ale wszystkie narody
ziemskie. (...)
- Ciągle mówisz o narodach ziemi, ale się przecie zastanów.
Ludzie zawsze grzeszyli przeciw tobie, narody zawsze wiodły z sobą
wojny okrutne, a jednak nie uciekłaś od nich.
- Ludzie grzeszyli i narody wiodły wojny okrutne, ale
w głębi serc miały wiarę i przekonanie, że to ja powinnam być podstawą
życia. Teraz ta wiara wypaliła się do cna. Nie zostało z niej ani
śladu, święty Piotrze, i dlatego ja już naprawdę nie mam nic do roboty
na ziemi. (...)
- Więc gdyby nasz Pan Ukrzyżowany chciał znowu zstąpić
na ziemię?...
- Och, święty Piotrze, nie puszczono by Go lub wyszydzono.
Nastała chwila milczenia, po czym Apostoł podniósł głowę,
spojrzał ze smutnym zdziwieniem na Miłość Chrześcijańską i zapytał:
- Ale powiedz mi wreszcie, co im zastąpi Jego naukę i
ciebie?
A ona odrzekła:
- Powiadają, że rynki zbytu.
(U bramy raju)
Oto kilka myśli, którymi chciałem ubogacić nasze refleksje wielkopostne. Życzę wszystkim ciekawych i twórczych zamyśleń rekolekcyjnych i modlę się o dobrą spowiedź wielkanocną, aby nikt nie stał z pustym sercem pod zbawczym Krzyżem Pana. On chce je napełnić łaską, chce odpuścić grzechy. Z wiarą więc i ufnością przybliżmy się do tronu Miłosierdzia Bożego.



