Synu Kochany!
Po moim liście, w którym pisałam na temat: Co znaczy
być doskonałym - uparcie milczysz. Czuję, że Cię to w jakiś sposób
dotknęło. Pragnę mimo wszystko wrócić do tematu, który i mnie dręczy
i zmusza do ciągłej refleksji. Kilka dni temu późnym wieczorem otworzyłam
Ewangelię. Chciałam sięgnąć do Słowa Pana na dobranoc. Wyszedł mi
naprzeciw Mateusz z przypowieścią o dwóch synach, których ojciec
wysłał do winnicy: "Zwrócił się do pierwszego (...) Ten odpowiedział:
´Idę, panie!´, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo
powiedział. Ten odparł: ´Nie chcę´. Później się jednak opamiętał
i poszedł. Który z tych synów spełnił wolę ojca? Mówią mu: ´Ten drugi´" (por. Mt 21, 28-32).
Wiem, poczujesz się znów urażony. Ty przecież, gdy mówisz
- idę, to znaczy idziesz. To prawda. Wiem jednak, że nagromadził
się w Twoim sercu bunt i żal przeciwko tym kolegom, którzy mówią: "
nie, nie pójdę". A potem długo, czasem bardzo długo, muszą pracować
nad sobą, aby powiedzieć - "tak". Ty zbierasz "piątki ze sprawowania". Oni często nie zasługują nawet na "dostateczny".
Dobre wychowanie, pewność, gorliwość są konieczne, ale
nie wystarczające. Najważniejsza jest motywacja. Wybacz, Synu Kochany,
ale zaczęłam dostrzegać, że Ty chcesz dobrze wypaść w oczach Twojego
zwierzchnika. Boisz się narażać na dezaprobatę tego, od kogo zależysz.
To bardzo ludzkie, a jednocześnie niezwykle niebezpieczne. Obserwuję
podobne sytuacje u nas w pracy. Wielu z moich kolegów czy też koleżanek (rzadziej) jest zawsze "na baczność" przed tymi, od których zależą.
Mówią: trzeba być posłusznym, bo takie jest prawo, bo rodzi to porządek.
Nie mówią, że daje to także przywileje i tytuły im samym. Nie mówią
i nie chcą wiedzieć, że rodzi to także konformizm.
Jeden z moich kolegów w pracy to zdolny młody człowiek.
Układ sytuacji politycznej spowodował, że szybko awansował na bardzo
wysokie stanowisko. Nie jest jednak najważniejszy, ale podległy.
Często obserwuję, jak przez ślepe posłuszeństwo traci on osobowość,
traci twarz.
Nie można odrzucić posłuszeństwa. Ono formuje człowieka,
formuje społeczeństwa. Trzeba jednak odrzucić posłuszeństwo ślepe,
które nie tylko niszczy inteligencję, współpracę, ale także rozwój
człowieka i wspólnoty. Specjaliści od "doskonałego" posłuszeństwa,
od ukłonów, mają wielkie trudności, gdy kalendarz wyznacza szare,
powszednie dni, gdy nie są doceniani. A co najważniejsze - ginie
wtedy to, co należy do istoty chrześcijańskiego posłuszeństwa - odważne
świadczenie prawdzie.
To bardzo ludzkie, że usiłujemy od Boga czy od ludzi
wyłudzić "aureolkę", zachowując się zawsze bardzo poprawnie, starając
się być bardzo przydatni w sprzyjających okolicznościach. Tylko czy
to ma być właśnie celem naszych zmagań?
Czy Ty się nad tym kiedyś zastanowiłeś? Spróbuj dłużej
o tym pomyśleć na kolanach.
Piszę ten list z myślą serdeczną, bo chcę Ci naprawdę
pomóc, uświadamiając, co jest najważniejsze i co najpiękniejsze.
W tym zmaganiu się z prawdą życia i pozorami doskonałości
jestem przy Tobie modlitwą.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



