Litewskie "sądy" nad AK
Reklama
Znany publicysta i eseista Bohdan Cywiński alarmuje w związku
z ostatnimi wybrykami anty-AK-owskimi na Litwie. W artykule Prowokacje
litewskiego Smętka (Tygodnik Solidarność nr 8) Cywiński ostro krytykuje
świadome zatruwanie stosunków polsko-litewskich przez prokuratora
generalnego Republiki Litewskiej. Podjął on śledztwo przeciwko dawnym
członkom "antylitewskich band zbrojnych", czyli po prostu przeciwko
żołnierzom Armii Krajowej, których zamierza oskarżać o zabójstwo
Litwinów w latach 1943-44. W związku z tym Cywiński przypomina kilka
spraw wstydliwych dla Litwinów, pisząc: "W 1939, w ramach czwartego
rozbioru Polski, Wilno i Wileńszczyzna dostały się Litwinom na mocy
- trzeba to głośno przypomnieć - układu Ribbentrop-Mołotow. Do tego
to tylko wiekopomnego aktu dziejowej sprawiedliwości mogą się dziś
Litwini odwoływać. (...) Gdy natomiast po 22 czerwca 1941 Wileńszczyzna
została zajęta przez wojska hitlerowskie, Litwini świętowali wyzwolenie.
Niemcy przynieśli im ratunek przed Sowietami. (...) I Polacy, i Żydzi
ginęli nie tylko z rąk niemieckich. Litewska policja i osławione
oddziały strzelców - szaulisów - dokonywały zbiorowych egzekucji,
pacyfikacji wsi polskich i zwalczały silnie na Wileńszczyźnie rozbudowaną
polską partyzantkę Armii Krajowej. (...) Była wojna, za dokonywaną
przez Litwinów pacyfikację wsi polskich - odpowiadano pacyfikacją
najbliższych Wileńszczyźnie wsi litewskich. (...) Myślę, że kłamstwa
dotyczące drugiej wojny światowej w Wilnie są drogą wyjątkowo skuteczną,
by wznowić przeklęte stare pytania. Najpierw: kto tu wtedy był od
kilkunastu pokoleń u siebie, a kto był sługą okupanta, sprowadzonym
najpierw przez Sowietów, potem przez Niemców i użytym do tępienia
Polaków i Żydów? Potem: jak wygląda polsko-litewski rachunek mordów
wojennych i politycznych na ludności cywilnej? Dalej - jaką moralną
rację mają za sobą wszystkie kolejne posunięcia litewskich władz,
ściśle wykonujących polecenia hitlerowskich mocodawców aż do zbrodni
politycznych włącznie? Kogo w tej sytuacji można z czystym sumieniem
nazwać bandytami działającymi na Wileńszczyźnie? I wreszcie - w jaki
sposób współczesne państwo litewskie uporać się chce z tą swoją historyczną
hańbą? (...) A tymczasem - jadę na Litwę, pokłonić się starym AK-owcom.
Niech wiedzą, że nie są sami".
Bohdan Cywiński jedzie bronić AK-owców na Litwę. A co
robi w tej sprawie polski MSZ i polska ambasada w Wilnie?
Królowa Izabela i Żydzi
Reklama
W tygodniku Głos (nr 8 z 26 lutego) - przedruk artykułu znanego włoskiego pisarza katolickiego Vittorio Messoriego Przeciwnicy Izabeli. Messori pisze o nagłym zahamowaniu sprawy beatyfikacji królowej Kastylii - Izabeli Katolickiej. Przyczyną były zarzuty pod adresem Izabeli w związku z jej dekretem wydalającym Żydów z Hiszpanii. Messori stara się wyjaśnić uwarunkowania, które wpłynęły na decyzję królowej Izabeli. Pisze, że: "Faktem dowiedzionym jest (...), że zmuszeni wybierać między dwoma rodzajami zła - Chrystusem czy Mahometem - Izraelici opowiadali się zawsze za tym ostatnim i występowali w roli piątej kolumny na niekorzyść ludności katolickiej. Stąd powszechna nienawiść do Żydów, która w połączeniu z podejrzliwością wobec tych, co formalnie przyjęli chrześcijaństwo, a potajemnie kontynuowali praktyki judaizmu (los marranos), doprowadzała do napięć, przeradzających się często w spontaniczne, powtarzające się matanzas (masakry), choć władze bezskutecznie próbowały się im przeciwstawić. (...) położenie prawne Żydów było kondycją ´cudzoziemców´, przebywających czasowo, bez prawa obywatelstwa. Również sami Żydzi byli całkowicie świadomi tego położenia: ich pobyt był możliwy, dopóki nie stanowili zagrożenia dla państwa. To zaś nastąpiło - w ocenie nie tylko władców, ale także narodu i jego przedstawicieli - w związku z naruszaniem prawa zarówno przez Żydów trwających w swej wierze, jak i przez formalnie nawróconych na chrześcijaństwo, w stosunku do których Izabela przez długi czas żywiła ´szczególną czułość´, tak że przekazała w ich ręce niemal całą administrację finansową, wojskową i nawet kościelną. Wydaje się jednak, że przypadki ´zdrady´ stały się tak częste, iż nie można już było dłużej tolerować takiej sytuacji. W każdym razie (...) dekret odwołujący pozwolenie na pobyt Żydów miał charakter ściśle polityczny".
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Deformowanie pojęcia prawdy
Profesor uniwersytetu w Bremie Zdzisław Krasnodębski w eseju opublikowanym w Znaku, a przedrukowanym przez Życie (z 15 lutego) - wystąpił przeciw relatywizowaniu pojęcia prawdy przez niektórych publicystów. Nawiązał przede wszystkim do tekstu publicysty Gazety Wyborczej Romana Graczyka, stwierdzając: "Znany publicysta Roman Graczyk pisał w swej książce o polskich debatach konstytucyjnych: ´W sytuacji, gdy jest wiele prawd partykularnych, odmiennych dla każdej małej społeczności i dla każdego człowieka z osobna - potrzebna jest tolerancja. To dzięki niej można żyć, nie zabijać się wzajemnie w walce o Prawdę. Ale ceną, jaką trzeba zapłacić za pokój społeczny, jest zniknięcie Prawdy jako zasady organizującej forum publiczne´. Autor nie mówi jednak, jak możliwe byłoby ludzkie współżycie, jeśli każdy człowiek z osobna miałby swoją prawdę. Alternatywa, przed którą zostajemy postawieni, jest jasna: albo będziemy się zabijać o Prawdę (pisaną dużą literą), albo musimy założyć, że każdy ma swoją prawdę. Na przykład prezydent Clinton ma swoje rozumienie stosunku seksualnego, prezydent Kwaśniewski własne pojęcie ukończenia studiów, a poseł Anusz - napisania pracy magisterskiej. Zasada jednakowego respektu dla wszystkich wymagałaby szacunku i tolerancji dla tych bardzo osobistych prawd".
Przemilczanie polskiej martyrologii
W tygodniku Nasza Polska zwraca uwagę przedruk przemówienia
socjaldemokratycznego kanclerza Niemiec Gerharda Schroadera, odpowiednio
skomentowany przez redaktora Naszej Polski Andrzeja Echolette. Wygłoszone
podczas otwarcia Międzynarodowego Forum Holocaustu przemówienie Schroadera
jest kolejnym jaskrawym przykładem przemilczania martyrologii Polaków
w czasie II wojny światowej. Jak komentuje Echolette: "Według Schroadera,
w Auschwitz i Birkenau ginęli wszyscy: Żydzi, Romowie, homoseksualiści,
inwalidzi i jeńcy wojenni. Ginęli wszyscy. Tylko nie Polacy. O naszej
ofierze krwi socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec ´zapomina´. Lub
ściślej - nie chce pamiętać".
W tymże numerze Naszej Polski jej redaktor naczelny Piotr
Jakucki w artykule Ten krzyż będzie stał pisze: "Skrajne środowiska
żydowskie ponownie zażądały od Ojca Świętego Jana Pawła II usunięcia
tzw. Krzyża Papieskiego z terenu Żwirowiska (...). Fakt, że tekst
o antykatolickiej i antypolskiej wymowie ukazuje się akurat na łamach
Le Soir (w Belgii - J.R.N.), nie jest niczym dziwnym. W 1985 r. to
właśnie ten dziennik wspierał kampanię środowisk żydowskich, mającą
na celu usunięcie z Auschwitz klasztoru Karmelitanek (...) Polska
jest dziś poniewierana na wiele sposobów, a sprawa Krzyża jest tylko
jednym z elementów. Litwini przesłuchują polskich patriotów z AK
i oskarżają ich o ludobójstwo, kanclerz Niemiec ´zapomina´ o polskich
ofiarach II wojny światowej, środowiska żydowskie oskarżają nas o
współudział w holocauście i antysemityzm".
Karykatura II RP
W kulturalnym dodatku do Nowego Państwa - pt. POSTygodnik (z 25 lutego) Andrzej Kubicki krytycznie ocenia najnowszą książkę
Czesława Miłosza Wyprawa w Dwudziestolecie, uznając ją za karykaturę
II RP. Jak pisze Kubicki: "Otwierałem Wyprawę w Dwudziestolecie Czesława
Miłosza z uczuciem zaciekawienia, zamykałem z uczuciem rozczarowania
- a nawet gniewu. (...) Miłosz (...) dużo pewniej czuje się tam,
gdzie ma użyć barwy czarnej, którą zresztą posługuje się bardzo chętnie. (...) Ciągle powstrzymywałem się, by nie zarzucić pisarzowi: - że,
litując się nad losem robotników i chłopów, nic nie napisał o bardzo
pozytywnej roli ziemiaństwa, niewiele napisał też o inteligencji; (...) - że jest skrajnie jednostronny, gdy pisze o endecji i o prawicy
w ogóle; (...) - że wbrew wszelkim insynuacjom ONR-owcy jednak nie
byli hitlerowcami, nigdy nie splamili się jakąkolwiek kolaboracją
z okupantem, co więcej: czynnie przeciwstawili się III Rzeszy; (...)
- że - co bardzo ciekawe - Miłosz w zasadzie pominął rolę Kościoła
katolickiego (w zasadzie, bo księża, owszem, pojawiają się w Wyprawie...,
ale wyłącznie jako autorzy tekstów antysemickich). Zdumiewające,
jak mało ma Miłosz do powiedzenia o katolicyzmie, który był tak ważny
dla jego pokolenia; -
że jest jawnym nadużyciem pisanie o ´polowaniach na czarownice´
i ´rozpowszechnionym donosicielstwie´ w Polsce lat trzydziestych
czy o ´polskiej odmianie faszyzmu´, panującej w ostatnich latach
II RP".



