Ciężkie chmury wisiały nad dachami domów przy Rynku Wieluńskim.
Powietrze zastygło w bezruchu. Spaliny wydobywające się z rur wydechowych
tworzyły gęstą smugę, widoczną gołym okiem tuż nad powierzchnią jezdni.
Samochody snuły się wolno w długim korku, który przesuwał się niespiesznie
w obu kierunkach.
- Taka pogoda wywołuje depresje - powiedział starszy
mężczyzna do stojącej obok kobiety w średnim wieku, objuczonej reklamówkami
z zakupami.
- Jakby pan podźwigał trochę te zakupy, i to codziennie,
to by pan nie musiał z depresją czekać, aż się pogoda zepsuje - odparła
poirytowana kobieta.
Wyglądająca na studentkę młoda dziewczyna z długimi,
spadającymi niedbale na oczy włosami podeszła do starszego pana i
zapytała:
- Mówił pan coś o depresji? Ja mam, proszę pana, same
straszne myśli już od dawna i też bez względu na pogodę, tak jak
ta pani. Po prostu budzę się rano i sensu w życiu nie widzę. Może
mi pan wyjaśnić, skąd to się bierze?
- Ja przecież nie jestem terapeutą, ja się nie znam na
psychologii - wzbraniał się starszy pan. - Po co w ogóle zacząłem
tę rozmowę o depresji? - dodał po chwili frasobliwym tonem.
- Niech pan sam nie wpada w depresję, tylko niech mi
pan powie, dlaczego nie mogę znaleźć sensu w życiu - nalegała dziewczyna.
- Młodszym trzeba pomagać, ma pan przecież bogate doświadczenie
życiowe, więc niech się pan nie wymiguje, tylko odpowie dziecku,
skoro prosi - wspierała dziewczynę kobieta z zakupami.
- Ja mam pani znaleźć sens życia? Tutaj, na przystanku?
Stanowczo zbyt wiele pani ode mnie wymaga - denerwował się mężczyzna,
wymachując przy tym laską.
- Wcale nie. Jak ktoś chce pomóc drugiemu, to każde miejsce
będzie dla niego dobre - odparła dziewczyna.
- No to niech mi pani powie - starszy pan rozpoczął wywód
tonem, w którym dało się wyczuć dużą determinację - dlaczego jest
pani cała ubrana na czarno? To jakaś żałoba?
- Nie, nikt mi nie umarł. Ja się tak ubieram, bo się
dobrze czuję w czarnym - odparła dziewczyna.
- Czarny postarza - zwróciła uwagę kobieta z zakupami.
- No to będę stara - odpowiedziała zadziornie dziewczyna.
- Życie i tak nie ma sensu.
- Ma sens czy nie ma - to jest bez znaczenia. Pani po
prostu lubi taki nastrój beznadziejności. Pewnie ktoś kiedyś pani
powiedział, że mając smętną minę, wygląda się na intelektualistę,
tak jak pani sobie wmówiła, że w czarnym jest pani do twarzy - tłumaczył
starszy pan.
- No wie pan? - żachnęła się dziewczyna, ale nie miała
nic więcej do powiedzenia.
- A u fryzjera kiedy pani była ostatnio? Pewnie z rok
temu. Kobieta jak sobie od czasu do czasu nie zafunduje nowej fryzury,
to musi ją depresja gryźć - ciągnął starszy pan.
- Ten pan dobrze mówi - wtrąciła kobieta z zakupami.
- Jak to, chcecie mi, państwo, powiedzieć, że jak człowiek
nie widzi dla siebie celu w życiu, to wystarczy, że sobie ciuch zmieni
albo do fryzjera pójdzie i wszystko będzie w porządku? - dziewczyna
robiła się coraz bardziej napastliwa.
- Po pierwsze, chciałem pani przypomnieć, że ja wcale
się do pomagania nie rwałem. Nie lubię ludzi uszczęśliwiać na siłę.
Po drugie, nie chcę sensu życia sprowadzać jedynie do ciuchów i fryzjera.
Chcę tylko powiedzieć, że to poprawia nastrój. Ale najważniejsze
jest to, że pani bardzo lubi ten swój stan braku sensu. Lubi pani
o tym myśleć, mówić, a nawet bronić go z wcale niedepresyjną zadziornością.
Dopóki pani nie znajdzie dla siebie innych przyjemności w życiu,
smutek będzie jedyną, na jaką będzie pani sobie mogła pozwolić. Współczuję
pani, ale tylko pani może sobie pomóc, a nie żaden zgred z przystanku
- starszy pan skończył wywód i patrzył uważnie na dziewczynę.
Zapanowało milczenie. Dziewczyna nie wiedziała, co powiedzieć,
stała jak sparaliżowana, spoglądając w stronę kobiety z zakupami,
jakby w oczekiwaniu na pomoc.
- Niech pani tak na mnie nie patrzy. Ja też uważam, że
ten pan ma rację. Wiem coś o tym, bo mam córki niewiele młodsze od
pani i widzę, jak to w liceum dzieci lubią się na czarno ubierać
i mówić, że życie jest bez sensu - tłumaczyła kobieta z zakupami.
- Ale pani powinna już z tego wyrosnąć - dodała na zakończenie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



