Gdy w SLD-owskich Wiadomościach TV pojawiły się informacje
o wyprzedaży polskiego majątku narodowego, a konkretnie informacja,
że trzeci co do wielkości nasz bank chcą we wrogi sposób przejąć
Niemcy, wielu Polaków zatrwożyło się nie na żarty. Uspokoili się,
gdy podano, że czujny Prezydent zdołał w porę zatrzymać tę nieszczęsną
dla kraju decyzję. Także protesty innych polityków SLD zdawały się
wskazywać, że chodzi o obronę polskiego majątku przed antypolską
polityką obecnego rządu.
Dopiero potem poznaliśmy inne szczegóły, między innymi
i takie, że ten bank został już dawno niemal w całości sprzedany
obcym, a wśród polskich udziałowców dominuje kapitał SLD. Tak więc
afera o sprzedaż tego banku Niemcom nie dotyczyła wyprzedaży majątku
narodowego, ale prostego faktu naruszenia pozycji finansowej SLD,
który obawiał się słusznie, że Niemcy będą kontrolować bank, będący
zapleczem finansowym urzędującego prezydenta. Nie muszę podkreślać,
jak byłoby to niewygodne dla prowadzenia kampanii wyborczej. W sumie
- z bardzo niezręcznej dla SLD sytuacji finansowej starano się uczynić
problem wagi narodowej.
Czyż nie podobnie wygląda afera, jaką wywołał były prezes
UKFiT-u - minister sportu Jacek Dębski? Wiedząc, że musi odejść -
być może z powodu grożącej mu lustracji - dał wywiad do Gazety Wyborczej,
w którym opluł Mariana Krzaklewskiego, oskarżając AWS o polecenie
zbierania "kwitów" w archiwum ministerstwa na urzędującego prezydenta. (Na marginesie dodam, że faktycznie powinno tam coś być, bo gdy powstawał
BIG Bank, Aleksander Kwaśniewski był ministrem sportu, właścicielem
spółki, która była jednym ze współzałożycieli banku). Z powodu Dębskiego
wybuchła w mediach ogromna wrzawa przeciw AWS-owi, podczas której
prezydent z namaszczeniem i oburzeniem wypowiadał się o niemoralnych
metodach rządzenia przez prawicę. Ponieważ Dębski jest w tej chwili
osobą prywatną, jedynie sąd rozstrzygnie, czy jego wystąpienie było
aktem choroby na urojenia, czy też elementem zaplanowanej strategii
na rzecz kampanii Kwaśniewskiego. Wszak w opinii byłego ministra
AWS-u prezydent stał się ofiarą podłej nagonki Krzaklewskiego. Zapewne
zobaczymy wkrótce zdymisjonowanego ministra w roli doradcy ds. sportu
w Kancelarii Prezydenta.
Różne pytania cisną się na usta: jak taki człowiek mógł
zrobić polityczną karierę na prawicy? Ilu jeszcze urzędników czy
wysoko postawionych osób na prawicy czeka na polecenie wykonania
podobnego zleconego zadania? Twierdzę tak, ponieważ to wszystko zostało
wydumane, bo na wyczyszczenie "kwitów" po Kwaśniewskim miała lewica
dość czasu, gdyż co chwilę pojawia się ktoś na prawej stronie, kto
gra w przeciwnej drużynie.
Podobnych przykładów mógłbym na pożytek tego tekstu przytoczyć
więcej, ale czas przejść do istoty. Afery, kłótnie, nieudolność,
korupcja prawicy, o czym czytamy w gazetach czy słyszymy w telewizji,
tworzą jakąś przerażającą wizję Polski staczającej się po równi pochyłej.
Prowadzone reformy powinny - jak to pokazują media - doprowadzić
nasz kraj na krawędź przepaści. Tylko przejęcie władzy przez SLD
mogłoby powstrzymać ten proces upadku państwa.
Nie twierdzę, że jest dobrze - ba, wcale nie jest dobrze,
zwłaszcza z wyprzedażą strategicznych zakładów, ale ci, którzy straszą,
że jest tak źle, cynicznie oszukują społeczeństwo, rozbudzając nadzieje,
których wcale nie mają zamiaru zaspokoić. Dlatego w tym trzeba zobaczyć
całą sferę gry i manipulacji telewizji publicznej, działającej na
korzyść SLD oraz urzędującego prezydenta. Chodzi w niej o to, by
mało myślącemu obywatelowi wbić do głowy, że dalsze rządy obecnej
koalicji doprowadzą państwo do chaosu, do ruiny gospodarczej, biedy,
a nawet demoralizacji. Na szczęście - twierdzą w telewizji - czuwa
prezydent, to on naprawia błędy rządu i parlamentu; czuwa także SLD
i kiedy tylko przejmie władzę - na co, według badań, oczekuje już
rzekomo połowa Polaków - dopiero wówczas będzie dobrze. Oby więc
jak najszybciej zaczęli rządzić - przekonują media - bo - dopowiadają
ludzie - wtedy zostaną zatrzymane te nieszczęsne reformy. A chór
ideologów dośpiewuje: będzie wówczas praca dla wszystkich, bezpieczeństwo,
mieszkania, zbyt na węgiel i stal, znikną bezdomni, nie będzie dzieci
wyrzucanych na śmietnik, przemocy w rodzinach, wróci też oczekiwana
podobno przez kobiety aborcja, młodzież będzie miała z powrotem edukację
seksualną w szkołach, prawo zezwoli na szybkie rozwody, i w ogóle
wszystkim będzie lepiej...
Nie twierdzę, że ten rząd i parlament nie popełniają
błędów. Jest ich nawet o wiele za dużo. Zastanawiam się jednak, dlaczego
nie myśli się o jakimkolwiek sukcesie AWS-u? Weźmy np. problem swoistego
marazmu w kwestii wyborów prezydenckich. Ileż miesięcy temu ruszyła
kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych! Od dawna ścierają się
tam główni pretendenci do najwyższego urzędu. A u nas nie tylko nie
poznaliśmy jeszcze nazwisk kandydatów, ale nie mamy jeszcze ustawy,
według której odbędą się wybory.
Na tym marazmie i niezdecydowaniu prawicy bazuje urzędujący
prezydent. Reklamuje siebie, a przy okazji nagłaśnia niezwyciężoną,
nie obawiającą się klęski, mającą na wszystko radę partię Millera.
Z powodu tej ślimaczej strategii prawicy obraża się Polaków opiniami,
że nie znajdziemy w kraju kryształowego kandydata, "nie pocałowanej
panny", bo każdy jest "umoczony". Nagłaśnia się osoby fetowane w
gremiach Unii Europejskiej czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Dramat naszej sytuacji polega na tym, że do wyborów stają
ci, którzy nie rozpoczęli żadnej naprawy Polski, przeciw tym, którzy
porwali się na zbyt wiele. Zadanie Kwaśniewskiego jest atrakcyjne
i proste: obronić postkomunistyczną własność i powiązać ją z systemem
liberalnym, unikając przy tym konfliktów ze społeczeństwem. Zadanie
kandydata prawicy - Krzaklewskiego, Płażyńskiego czy Grześkowiak
- kandydata zbierającego cięgi za wszystkie niepowodzenia, jawi się
jako sprawa beznadziejna. Jednak punktem zwrotnym w tej kampanii
może być najmniejszy bodaj fakt, że AWS zaczyna realizować program,
który obiecywała przed wyborami. Na razie jednak realizowany jest
program liberalny, w tym porozumienie, aby 100% majątku skarbu państwa
sprzedać w obce ręce. Dlatego wygrać z Kwaśniewskim może tylko ten,
kto nie tylko pragnie dobra Polski, ale coś w tym kierunku uczyni.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



