Jak wszyscy wiemy, Ojciec Święty Jan Paweł II mógł zrealizować swoje marzenia o odwiedzinach Góry Synaj przed kilkoma tygodniami. Pod koniec marca będzie kontynuował swoje pielgrzymowanie do Ziemi Świętej. Tym razem odwiedzi: Jordanię, Izrael i Autonomię Palestyńską. Jak pisałem kilka tygodni temu, nasza ekipa realizująca program Credo 2000 musiała dość znacznie przyspieszyć swoje plany wyjazdowe ze względu na nieoczekiwane przyspieszenie terminu wyjazdu Ojca Świętego (myśleliśmy wszyscy, że Egipt będzie częścią marcowej podróży do Ziemi Świętej). To przyspieszenie spowodowało trochę zamieszania (oczywiście, dla nas). Okazało się, że jest o wiele mniej czasu na precyzyjne zaplanowanie naszej trasy, niż nam się z początku wydawało. Powstawanie odcinka pt. Droga na Synaj opisałem we wspomnianym tekście. Nagrywaliśmy wszystko, nie pilnując kolejności, w jakiej nasi widzowie mogą programy obejrzeć. Jazda samochodem z lotniska Ben Guriona w Tel Awiwie na Synaj wiodła nie tylko przez Jerozolimę, jak to było w programie.
Reklama
Już pierwszego dnia naszego pobytu, po obiedzie, pojechaliśmy
do Betlejem. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale na szczęście nie trafiliśmy
od razu do klasztoru Ojców Franciszkanów. Mikrobus, którym się poruszaliśmy,
z dość dużym trudem przedzierał się przez uliczki. Jakiś chłopak
koniecznie chciał nam pomóc w odnalezieniu drogi do Bazyliki Narodzenia
i dzięki temu po tym nieoczekiwanym "zwiedzaniu" jakoś dojechaliśmy.
Byłem w Betlejem już kilka razy i muszę stwierdzić, że tempo zmian,
przebudowy i remontów jest naprawdę zadziwiające. Jeżeli mnie pamięć
nie myli, sporo miejsc zmieniło się nie do poznania. Zwłaszcza plac
przed Bazyliką. W czasie pierwszego mojego pobytu stał przy nim jakiś
budynek, potem nie było nic, bo budynek rozebrano, a teraz stoi znowu,
tyle że inny i w trochę innym miejscu. Również dość duża konstrukcja
podium, które ma służyć papieskiej celebrze, zmienia wygląd placu.
Miałem zresztą okazję podpatrywać bp. Piero Mariniego, korygującego
w otoczeniu ojców franciszkanów ostateczne plany Liturgii, którą
ma tam sprawować Ojciec Święty.
Do Betlejem pojechaliśmy przede wszystkim, aby spotkać
się z o. Sewerynem Lubeckim OFM - doktorem filozofii, który z wielką
życzliwością zaopiekował się nami. Dzięki temu mogliśmy w samej Grocie
Narodzenia nagrać dość spokojnie swoje "wejścia".
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Oczywiście, ziemska historia Jezusa rozpoczyna się w Nazarecie
- "fiat" Maryi jest tym początkiem. Mieliśmy szczęście, że udało
nam się nagrać we wnętrzu Bazyliki Zwiastowania bardzo dobre zdjęcia.
Wspominam o tych "szczęściach" tak często z bardzo prozaicznego powodu.
Otóż, sanktuaria w Ziemi Świętej nigdy nie były dotknięte bogactwem,
a w dzisiejszych czasach już na pewno nadmiarem środków finansowych
nie kłują w oczy. Cały chrześcijański świat nie do końca wywiązuje
się z obowiązku pamięci i pomocy Ojczyźnie Jezusa. Stąd całkiem zrozumiała
potrzeba m.in. pobierania opłat za wykonywanie zdjęć (oczywiście,
tylko od profesjonalnego sprzętu, nie dotyczy to pielgrzymów). Nasza
redakcja nie należy bynajmniej do potentatów finansowych w Telewizji
Polskiej i musimy każdy "grosz" oglądać ze wszystkich stron, zanim
go wydamy. W Nazarecie red. Witold Kołodziejski i operator Jarosław
Mytych poza Bazyliką nagrali wiele "obrazków" z życia miasta. Ja
w tym czasie mogłem trochę "połazić". Przyznam, że jest to moja prawdziwa
pasja - "łaziłem" już po wielu miejscach na świecie i do dziś pamiętam
je dużo lepiej od tych, po których poruszałem się w sposób zmechanizowany.
Ziemi Świętej dotyczy to w sposób szczególny. Na wąskich uliczkach
Nazaretu - trochę "nad" Bazyliką znalazłem bardzo sympatyczną kawiarenkę,
gdzie w spokoju wypiliśmy kawę (zapraszał nasz kierownik produkcji
- Waldemar Flis). Po krótkim odpoczynku poszedłem dalej i trafiłem
na modlitwę wieczorną muzułmanów na terenie głośnego placu obok Bazyliki,
gdzie ma stanąć nowy meczet. Około 100 mężczyzn modliło się dość
długo. W pewnym momencie zaczęły bić dzwony naszej Bazyliki na wieczorny
Anioł Pański i wtedy z automatu telefonicznego zadzwoniłem do domu.
Tak właśnie technika pozwala na coś, co kiedyś było niemożliwe. Moja
żona Krystyna mogła choć w taki sposób "być" w Nazarecie razem ze
mną.
Z pobytem w Nazarecie wiąże się dla mnie jeszcze jedna
historia. Otóż, w jednym ze sklepików, których nie brakuje (podobnie
jak u nas przy Jasnej Górze) kupiłem nareszcie coś, czego bardzo
długo szukałem. Często staram się w naszych programach mówić i pokazywać
różaniec (oczywiście, staram się także modlić, ale to już poza ekranem). Mam w domu dość dużo różańców (z Rzymu - od Ojca Świętego, z Medjugorie,
z Turynu, z Jasnej Góry, z Niepokalanowa, z Lichenia i, oczywiście,
z Jerozolimy, Betlejem, Nazaretu) i w różnych formach - różnie wyglądające
dziesiątki, najbardziej znane cząstki z 5 tajemnicami, ale i całe
ze wszystkimi 15 tajemnicami. Nie miałem do tej pory różańca w formie
karty kredytowej, o którym słyszałem, że ktoś go wymyślił na okazję
Roku Jubileuszowego i który na zsekularyzowanym Zachodzie jest dość
popularny. Zupełnie nieoczekiwanie znalazłem go właśnie w Nazarecie
i mam nadzieję, że choć niektórzy czytelnicy widzieli, gdy go pokazywałem
w studiu telewizyjnym.
Zresztą inny różaniec "zagrał" też w naszym Credo 2000
- przecież nie można o Różańcu zapomnieć w Nazarecie (pierwsza część
Zdrowaś Maryjo). Tak jak nie można o nim zapomnieć w Ain Karem (druga
część tej modlitwy), gdzie też zajechaliśmy. Sanktuarium Nawiedzenia
w Ain Karem jest bardzo wzruszające, myślę, że szczególnie dla osób
modlących się właśnie na różańcu, ale i dla korzystających z Liturgii
Godzin. Przecież w każdych Nieszporach odmawia się Magnificat - "
Wielbi dusza moja Pana". Ta modlitwa została wypowiedziana po raz
pierwszy właśnie tam.
Wracając któregoś dnia z naszych zdjęć w Nazarecie (mieszkaliśmy
w Tyberiadzie), udało nam się już dość późno wieczorem spotkać w
Kanie Galilejskiej franciszkanina, który dzięki o. Sewerynowi otworzył
i oświetlił nam kościół. Mogliśmy więc także i tam nagrać naszą rozmowę.
Jeszcze nagrania na Górze Tabor i Górze Błogosławieństw.
Na Górze Tabor (znowu dzięki o. Sewerynowi) wjechaliśmy do samego
klasztoru. Z różnych względów sanktuarium to jest zamknięte w soboty.
My mogliśmy spokojnie filmować, a jakby tego było mało, zostaliśmy
zaproszeni przez Ojca Przełożonego na poczęstunek. Moje wspomnienie
z tą górą będzie już na zawsze związane z "akrobacjami" całej naszej
ekipy, wykonywanymi w poszukiwaniu najlepszego miejsca do nagrania.
Góra Tabor nie jest może Everestem, ale jej zbocza opadają miejscami
dość głęboko.
Naszym podstawowym zamiarem było pokazanie widzom miejsc,
które odwiedzi Ojciec Święty, jednak chcieliśmy, chociaż w minimalny
sposób, pokazać pewną całość - stąd idea odcinka - Ojczyzna Jezusa.
Z braku czasu emisyjnego zdecydowaliśmy się zrezygnować z najważniejszych
miejsc - miejsc związanych z Męką, Śmiercią i Zmartwychwstaniem (są w naszych programach pokazane bardzo krótko). Innym powodem takiego
właśnie myślenia jest i to, że podczas naszego poprzedniego pobytu
nakręciliśmy 3 odcinki poświęcone właśnie Wielkiemu Tygodniowi (kiedyś
z pewnością je powtórzymy). Wspominałem już także o tym, że w zeszłym
roku miałem cudowną możliwość uczestniczenia w powstawaniu 5 odcinków
produkowanych przez autorki z krakowskiego oddziału TVP, a poświęconych
liturgii Wielkiego Tygodnia w Jerozolimie (emisję tych odcinków zaplanowaliśmy
na tegoroczny Wielki Tydzień, poczynając od Niedzieli Palmowej).
Wymienione względy spowodowały, że odcinek Credo 2000
- Ojczyzna Jezusa chcieliśmy zakończyć w sanktuarium "Dominus Flevit"
na zboczach Góry Oliwnej. To właśnie tędy miał wejść na obchody ostatniej
Paschy Jezus. Tutaj, widząc Święte Miasto zapłakał nad nim z żalu,
że nie rozpoznało czasu przyjścia oczekiwanego Mesjasza. Charakterystyczne
okno z widokiem na Jerozolimę, niestety, nie mogło nam posłużyć za
tło nagrania - zbyt duży kontrast światła na to nie pozwałał. Mam
jednak stamtąd pamiątkowe zdjęcie.
Za tydzień spróbuję opisać nasze prace związane z powstawaniem
ostatniego już odcinka naszej wyprawy: Credo 2000 - Śladami św. Piotra.



