Otrzymaliśmy niedawno w Sejmie ankietę nt. wizerunku Akcji
Wyborczej Solidarność w mediach. Wynika z niej jednoznacznie, że
od strony medialnej prawica zachowuje się "beznadziejnie, nieudolnie
i głupio". Niby przeprowadziliśmy konieczne reformy, ale pełne błędów,
a na dodatek nie potrafiliśmy ich ludziom dobrze wytłumaczyć. Niby
rząd jest dobry, ale sam siebie nie docenia, ponieważ nie wierzy,
że dobry rzecznik mógłby wielu brakom zaradzić. W przypadku Klubu
AWS chodzi znowu o przesadne pokazywanie kuchni politycznej, jawnych
kłótni przed opinią publiczną, czego ludzie nie lubią.
Czytając ten dokument, pomyślałem sobie, że jego autorzy
zachowują się tak, jakby mieszkali w jakimś niezależnym kraju, w
którym właścicielami mediów są dobrzy i spokojni obywatele, pragnący
zgody narodowej i powszechnego dobrobytu. A przecież każdy widzi,
że tak nie jest, że w mediach okopała się poprzednia władza. Dlatego
odniosłem wrażenie, że nawet w takim wewnętrznym dokumencie chodzi
o dołożenie AWS-owi, że dokument ten został najprawdopodobniej przygotowany
na zlecenie SLD, aby "pójść" w Polskę.
Czy można się bowiem zgodzić z diagnozą, że to politycy
prawicy unikają jak ognia kontaktu z mediami, natomiast sami dziennikarze,
pełni miłości do AWS, dopiero jak dostają od nich kosza, z konieczności
udają się do polityków opozycyjnych?
Nie jest na pewno specjalnością mediów w Polsce robienie
ludziom wody z mózgu, bo w tym interesie chodzi o wielkie pieniądze,
czyli o przyciągnięcie jak największej liczby odbiorców. Może jednak
gdzie indziej robi się to w sposób bardziej przyzwoity, lepiej opakowany?
Stale bowiem gdzieś czytam lub słyszę, że gdyby dziś odbyły się wybory,
wygrałaby lewica. Pytam: kto, gdzie i na kim wykonywał ów sondaż?
Zawsze ogólnikowo podaje się, że poddano próbie ileś tam statystycznych
obywateli, a błąd ma wynieść do 3%. Pokazuje się przy tym odpowiednie
wykresy, z których czarno na białym wynika, że AWS czeka smutny koniec.
Każdorazowy sondaż przeprowadzony jest po jakimś ważnym wydarzeniu,
które w opinii mediów spowodowało dodatkowe osłabienie pozycji prawicy.
Wspomnę, że takimi wydarzeniami, które podobno zaszkodziły
prawicy, były ostatnio m.in.: afera z BIG Bankiem Gdańskim, zdymisjonowanie
min. Dębskiego, zakaz spotkania policjantek z prezydentem wydany
przez min. Biernackiego, brak szefa IPN-u, złe prowadzenie lustracji,
pomówienie przez SLD służb specjalnych, że szukają "haka" na Kwaśniewskiego,
antyrosyjska błaha zadyma w Poznaniu, zorganizowana krótko po wydaleniu
z Polski dziewięciu szpiegów rosyjskich, czy też "obśmiana" przez
SLD ustawa abolicyjna ministra Pałubickiego.
Nie muszę przekonywać nikogo, że o każdym z wymienionych
wydarzeń można poinformować pokrętnie, jednym słowem - zmanipulować
je. I o tym wszyscy niby wiemy, ale władcy mediów jakby wiedzieli
więcej, tzn. liczą na wszechwładne znaczenie słów: pokazali w telewizji,
napisali w gazetach... Teza ta jest obrażająca dla odbiorców, ale
zgodna z zasadą manipulatorów: kłam, kłam, a coś z tego zostanie.
Najczęściej więc jest tak, że o jakimś wydarzeniu dowiadujemy się
nie z czystej informacji, ale już z komentarza, z tego, czego się
nie pokazuje, o czym się nie pisze, czyli tak jak to praktykowano
w komunizmie. Np. ostatnie blokady "Samoobrony" media wykpiły, ukazały
jako nieudane, niepotrzebne, tak jakby groźny niedawno Lepper już
komuś był niepotrzebny. Jest to również manipulacja, choć akurat
w tym przypadku największym manipulatorem jest sam przywódca "Samoobrony".
Skoro już wspomniałem o ustawie min. Pałubickiego, zapytajmy
o styl manipulacji. Przede wszystkim jej recenzentem w mediach był
niemal wyłącznie SLD. Dlaczego? Czyżby dziennikarze uważali, że ta
partia najlepiej zna się na sprawach szpiegostwa, czy jest może najbardziej
zagrożona ujawnieniem czegoś? Nie, chodziło o to, aby wyśmiać tę
ustawę, spalić ją, zanim zostanie nagłośniona.
Przypomnę, że w tej ustawie chodzi o darowanie kary za
działalność szpiegowską przeciw państwu polskiemu, jeśli ktoś do
roku dobrowolnie przyzna się do tego i zrezygnuje z tej działalności.
Intencją ministra jest próba pomieszania szyków różnym siatkom szpiegowskim
działającym w naszym kraju oraz pomoc osobom, które chciałyby się
z takiej współpracy wyplątać. W opinii SLD taka ustawa ośmiesza rząd,
ukazuje jego bezradność w walce z tym zjawiskiem. Sam minister, jak
pamiętamy, zasłabł w Sejmie tuż przed rozpoczęciem debaty na ten
temat.
Projekt tej ustawy jest może ryzykowny, ale przecież
gdyby ustawa nie wypaliła, gdyby nikt się nie zgłosił, to państwu
polskiemu nic z tego powodu nie zagraża. Charakterystyczne więc,
że przeciwko takiej ustawie najgłośniej wypowiadają się Miller, Siemiątkowski
i Kwaśniewski, twierdząc, iż jest ona dwuznaczna moralnie. Panowie
ci najbardziej obawiają się podgrzania atmosfery szpiegomanii w Polsce.
Przyznam się, że nie mam pojęcia, ilu może działać szpiegów w Polsce,
ale skoro sam minister uważa, że może ujawnić się nawet kilkaset
osób, może to gra warta zachodu. Właśnie "zachodu", bo zapewne w
większości będą to szpiedzy związani ze Wschodem, stąd rozumiem obawy
wymienionych specjalistów od moralności, że może to jeszcze bardziej
zepsuć nasze stosunki z Rosją.
Faktycznie, czy może nam coś bardziej pogorszyć stosunki
z Rosją, jak obchody 60. rocznicy zbrodni katyńskiej?! A może media
pomogłyby tak Rosjanom, jak i wielu jeszcze Polakom przerobić lekcję
Katynia? Nierzadko można odnieść wrażenie, że najnowszą historię
Polski próbuje się zniekształcić, zafałszować, traktować wybiórczo.
Wojenna i powojenna walka komunistów z Kościołem, z Armią Krajową,
z prywatną własnością jest dzisiaj tematem niewygodnym, wstydliwym.
A przecież nie wystarczy wszystkiego zrzucić na Stalina i Bieruta.
Bez armii Humerów i Wolańskich nie byłoby ówczesnego bratobójstwa.
Dzisiejsi spadkobiercy ówczesnego ducha na wszystkie sposoby starają
się zatrzeć to kainowe piętno.
Ale wracając do mediów. W latach 1993-97 rządy lewicy
dały Polsce czteroletni okres wytchnienia od reform i zmian, a zajęto
się obsadzeniem możliwie wszystkich intratnych stanowisk swoimi ludźmi.
To wówczas wymyślano programy, plany, koncesje, fundacje, jednym
słowem, eksplodowała na niewyobrażalną skalę prywata władzy. Kontynuowano
grożący zawaleniem budżetu państwa proces przechodzenia miliona osób
rocznie na renty inwalidzkie i wcześniejsze emerytury. W efekcie
miliony ludzi to dzisiaj "stypendyści" polskich podatników - stąd
mówi się, że jesteśmy państwem, które ma najmłodszych emerytów na
świecie. Ten skok w gospodarczą i społeczną przepaść obecna koalicja
starała się zatrzymać głównie przez wprowadzenie reform. Dlatego
społeczeństwo zostało jakby przysypane lawiną zmian. Oczywiście,
nie udało się uniknąć błędów w reformach, nie ma też ludzi bez skazy,
o czym stale się przekonujemy. Jednak wmawianie wszystkim, że rozczarowani
do AWS Polacy chcieliby powrotu tamtej władzy, to już, myślę... za
duża manipulacja.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



