Podczas pielgrzymki do Polski w 1999 r. Ojciec Święty beatyfikował dwóch męczenników czasu II wojny światowej: biskupa płockiego - abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego i płockiego biskupa pomocniczego Leona Wetmańskiego. Obecnie, rok po beatyfikacji, diecezja płocka przeżywa radosne dziękczynienie za dar nowych Błogosławionych. O heroizmie ich wiary i konieczności naśladowania takich wzorców przez współczesnych chrześcijan z biskupem płockim - prof. dr. hab. Stanisławem Wielgusem rozmawia ks. Adam Łach.
KS. ADAM ŁACH: - Proszę Księdza Biskupa, obecny wiek jest czasem szczególnym. Z jednej strony mamy w nim piękne karty, zapisane wielkością ludzkiego ducha i umysłu, z drugiej - zbrodnicze systemy, mordujące miliony ludzi. W jaki sposób doszło do tej swoistej schizofrenii, na jaką zapadła ludzkość XX wieku?
BISKUP STANISŁAW WIELGUS: - Dwudziestowieczne barbarzyństwo nie było czymś przypadkowym. Wywołały je określone przyczyny, przede wszystkim bezbożne ideologie, odrzucające chrześcijańską moralność i Boże prawo, które ogłosiły śmierć Boga i nieważność Jego przykazań, a na miejscu Boga postawiły swoich fałszywych bożków i swoje, przesycone pogardą do chrześcijaństwa i do wszystkiego, co ono głosi, wezwania do nienawiści rasowej, klasowej, narodowej, religijnej i wszelkiej innej.
- Znaleźli się jednak także ludzie, którzy potwierdzili swoim życiem, że w człowieku jeszcze nie wszystko skarlało...
- Tak, mamy i tu, na płockiej ziemi, takie przykłady. To nasi Błogosławieni Męczennicy, którzy padli ofiarą hitlerowskiego barbarzyństwa. Ponieśli męczeńską śmierć za to, że byli biskupami, że przewodzili swoim wiernym w ich drodze do lepszego świata, że głosili Chrystusową Ewangelię, że całym swoim głęboko patriotycznym życiem okazywali miłość do Polski i Kościoła. Na przykładzie ich życia i ich męczeńskiej śmierci zrealizowały się słowa modlitwy Chrystusa, skierowane do Ojca Niebieskiego w intencji Apostołów i ich następców, a zapisane w Ewangelii św. Jana: "Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. (...) Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata" (17, 11. 14). I rzeczywiście, ów świat, o którym mówi Chrystus i który oznacza świat grzechu i buntu przeciw Bogu, znienawidził, poddał prześladowaniu i okrutnie zamordował Arcybiskupa Antoniego i Biskupa Leona.
- Ten wrogi chrześcijaństwu świat wydaje się obecnie szczególnie aktywny...
- Skażenie ludzkich dusz, jakiego dokonały totalitarne
ideologie we współczesnym świecie, okazało się trwalsze od wojskowych
i ustrojowych struktur. Mentalność wielu ludzi, którzy zmuszeni byli
żyć w totalitarnych ustrojach i często zupełnie podświadomie ulegli
ich ideologii, ciągle daje o sobie znać na różnych płaszczyznach
życia pod postacią przeróżnych kryzysów.
Dużo łatwiej przy tym przezwyciężyć można kryzys o charakterze
politycznym, a nawet ekonomicznym i społecznym niż kryzys moralny,
ponieważ to właśnie kryzys moralny jest najbardziej niszczący i właśnie
on niejednokrotnie odpowiedzialny jest za inne kryzysy.
- Jak przezwyciężać kryzys moralny współczesności?
- Nie można ulegać złudzeniom, że prawo zastąpi moralność.
Dużo łatwiej jest wydać prawo, nawet prawo bardzo dobre w swojej
literze, niż zmienić moralność człowieka. Niepodobna za pomocą samego
prawa nauczyć ludzi pracowitości, uczciwości, dobroci, życzliwości
wzajemnej, ofiarności i wzajemnego szacunku. Samo prawo nie wyeliminuje
brutalizacji życia publicznego i rodzinnego. Nie nauczy małżonków
wzajemnej miłości i dobroci itp. To może uczynić tylko moralność,
wspomagana, a nie osłabiana przez państwowe prawo, jak to, niestety,
dzieje się w różnych krajach. Głoszone zasady moralne, jeśli mają
być skuteczne, jeśli mają przemieniać ludzkie serca i dusze, muszą
mieć swoje mocne zakorzenienie w absolutnym Dobru, którym jest sam
Bóg, i w obiektywnej, niezmiennej, ponadczasowej prawdzie, zawartej
w Ewangelii i w Dekalogu.
Moralności chrześcijańskiej, wypływającej z Ewangelii, nie
da się niczym zastąpić.
- Jak wcielać tę moralność w życie publiczne?
- Odpowiem przytoczeniem słów św. Piusa X, który beatyfikując Joannę d´Arc, powiedział: "Największą siłą mocy czyniących zło jest tchórzostwo i słabość ludzi dobrych. Cały wigor rządów szatana i jego sług wynika ze słabości katolików. Gdybym mógł zapytać Boskiego Zbawiciela: Skąd się wzięły rany na Twoich dłoniach? - usłyszałbym bez wątpienia następującą odpowiedź: Doznałem tych zranień w domu tych, którzy mnie kochali. Zranili mnie moi przyjaciele w ten sposób, że nie uczynili nic, by mnie bronić, oraz ci, którzy mieniąc się moimi przyjaciółmi, tak łatwo przechodzą - ze zwyczajnego lęku lub żeby nie narazić się na kłopoty - na stronę tych, którzy mnie nienawidzą". Potrzeba nam zatem odwagi w dawaniu świadectwa, takiej odwagi, jaką okazali np. nasi płoccy Męczennicy.
- Nie każdy otrzymuje od Boga łaskę męczeństwa. Jak zatem dawać świadectwo w codziennym życiu?
- Chrześcijanin ma jednak bronić swoich przekonań tylko zgodnymi z Ewangelią metodami. Ma prawo i obowiązek bronić ich modlitwą, słowem i postawą życiową. Ma prawo i obowiązek protestować przeciw złu i niesprawiedliwości, przeciw kłamstwu i szerzeniu nienawiści, przeciw poniżaniu i upodlaniu człowieka. Ma prawo protestować przeciw złemu prawu zezwalającemu na zabijanie niewinnych ludzi - narodzonych i nienarodzonych, i zgadzającemu się na poniewieranie ich godności. Powinniśmy - powtórzę to raz jeszcze - nabrać odwagi. Zacznijmy się jednoczyć wokół tego, co dobre i szlachetne. Zacznijmy wspierać dobro słowem i czynem. Zacznijmy je bronić przed zakusami zła.
- Dziękuję za rozmowę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu