Reklama

Przystanek na Rynku Wieluńskim

Syrenka

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Dodaj do Google

Zachodzące słońce niczym wielka pomarańcza wisiało nieruchomo na tle ciemnoniebieskiego nieba. Wieczór był gorący, powietrze wilgotne, a wiatr, który zerwał się u schyłku dnia, był tak słaby, że wiszące nisko gałęzie płaczących wierzb jedynie lekko falowały.
Na parkingu niedaleko przystanku zatrzymała się stara syrenka. Kierowca podjechał blisko pod samo ogrodzenie parkingu. Za pojazdem ciągnęły się kłęby niebieskiego dymu, a spod maski unosił się cienki obłoczek pary. Ze środka wyszedł niemłody mężczyzna. Na głowie mimo upału miał beret, a na nogach stare adidasy. Mężczyzna miętosił w kąciku ust ledwie tlącego się papierosa i nie wyjmując rąk z kieszeni, kopnął w oponę przedniego koła, a następnie podniósł maskę, podpierając ją wygiętym prętem, który wyciągnął spod siedzenia. Stał tak przez chwilę, patrząc bezradnie na korek od chłodnicy. Próbował go najpierw otworzyć, lecz gdy się oparzył, chwycił dłonią za ucho i czekał cierpliwie, aż woda w chłodnicy choć trochę ostygnie.
- Widziałeś kiedy taki stary samochód? - zapytał swego kolegę wysoki chłopak stojący pod wiatą.
- Co to jest? Chyba jakieś BMW sprzed wojny - odparł drugi chłopak, który na pasku od spodni z jednej strony miał zapiętego walkmana, a z drugiej - telefon komórkowy. Właśnie ściszył muzykę, żeby mógł lepiej słyszeć swojego rozmówcę bez zdejmowania słuchawek z uszu.
- Widać, chłopcy, że jesteście późno urodzeni - wtrącił się do rozmowy mężczyzna w średnim wieku. - Kiedy ja byłem w waszym wieku, to marzyłem właśnie o takiej syrence, którą w Polsce produkowano, a nie za granicą. Syrenka to był za Gomułki motoryzacyjny przebój PRL-u, bo za Gierka to przebojem był już maluch.
- Maluch? - zdziwił się chłopak z komórką. - Ojciec mi chciał na osiemnaste urodziny kupić używanego malucha, to się obraziłem. Kto dzisiaj maluchem jeździ? Musi być co najmniej cienkuś, żeby kumple się nie śmiali. Jak mam mieć malucha, to wolę autobusem jeździć - kończąc swoje wyznanie, chłopak podkręcił walkmana i zaczął rytmicznie podrygiwać w takt muzyki.
- Każdy musi czymś jeździć - wtrącił wysoki chłopak. - Ale bryka bryce nierówna. Jakby mój stary jeździł maluchem, to żaden klient do niego by nie przyszedł, dlatego musiał sobie kupić nowiutkiego merca, choć się zapożyczył po uszy. Ale tak trzeba. A ja maluchem też nie będę jeździł, bo jak dziewczynę na dyskotece poderwać na taki wózek? To już wolałem, żeby mi starzy kupili rower za dwa kawałki. Takie cudo to dopiero szpan i nawet laskę można na ramie przewieźć. Ale był zbyt ładny i mi go ukradli spod szkoły. Szkoda, odjazdowy był.
- No, to znaczy, że nie tyle o jazdę chodzi, co o to, żeby na ludziach wrażenie zrobić. Na klientach albo na dziewczynach - skomentował mężczyzna.
- A co pan myślał? Przecież jeździć można autobusem, tak jak my teraz. Ale żeby mnie nie mieli za nic, to muszę mieć co pokazać, inaczej pies z kulawą nogą nie będzie chciał ze mną rozmawiać, a dziewczyny nawet okiem na mnie nie rzucą, chociaż na siłowni pakuję kilka razy w tygodniu. Jak nie mam bryki albo jakiegoś wystrzałowego roweru, to na nic wygląd Schwarzeneggera albo znajomość dwustu dowcipów. Dzisiaj ludzie i tak ze sobą nie rozmawiają ani nawet nie patrzą na siebie, tylko na to, co kto ma. Patrz pan, na tego frajera z tą, no - syrenką. Stoi, gapi się na to swoje cudo i nikt mu nie pomoże, chociaż już chyba ze dwadzieścia osób koło niego przeszło. Jakby miał porządny samochód, to co drugi by zapytał, czy w czymś nie pomóc - zakończył monolog wysoki chłopak.
Właściciel syrenki zdjął beret, odsłaniając sporych rozmiarów łysinę, i chwytając nim korek od chłodnicy, odkręcił go szybkim ruchem. Zajrzał do środka i rozglądając się bezradnie wokoło, spytał ludzi stojących na przystanku:
- Skąd tutaj wziąć trochę wody? Mam za mało w chłodnicy, żeby jechać dalej.
Ludzie na przystanku wzruszyli ramionami, a niektórzy nawet odwrócili głowy, udając, że nic nie słyszeli i nic nie widzieli. W tym czasie do kierowcy podszedł stary mężczyzna, ciągnąc za sobą niewielkich rozmiarów wózek, pełen zardzewiałego żelastwa.
- Cha, cha - zaśmiał się chłopak z walkmanem i komórką. - Pewnie przyszedł odholować grata na złom.
Złomiarz tymczasem pogrzebał chwilę w swoim małym, lecz przepełnionym różnościami wózku i wyciągnął dużą plastikową butelkę, pełną przezroczystego płynu. Otarł pot z czoła, odkręcił, przełknął kilka niewielkich łyków i podał kierowcy syrenki.
- Niech pan sobie wleje do chłodnicy. Powinno wystarczyć. Też kiedyś miałem syrenkę i pamiętam, że mi się takie rzeczy zdarzały w upalne dni.
- Ale pan nie będzie miał co pić - odpowiedział zatroskanym głosem właściciel syrenki.
- Ja tu mieszkam niedaleko, to się mogę napić, a pan do domu ma dużo dalej. Musi pan dopiero tam dojechać - wyjaśnił złomiarz, trzymając w wyciągniętej ręce butelkę z wodą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Podziel się:

Oceń:

2000-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Sejm przegłosował kontrowersyjną ustawę o "środkach ograniczających", określaną mianem "druku 3003"

2026-11-07 14:13

PAP/Paweł Supernak

Sejm przegłosował w piątek wieczorem kontrowersyjną ustawę o "środkach ograniczających", określaną mianem "druku 3003".

Więcej ...

Wspomnienie bł. Łucji a Septifonte

Bł. Łucja a Septifonte

Parafia Najświętszej Eucharystii w Łodzi

Bł. Łucja a Septifonte

Błogosławiona Łucja z Septifonte (wł. Lucia da Settefonti) była włoską mistyczką i dziewicą, której życie pełne było pokory, ascezy i głębokiej wiary. Zasłynęła jako osoba pobożna i oddana Bogu, prowadząc życie w odosobnieniu w okolicach Settefonti, małej miejscowości we Włoszech. Jej przydomek „od Siedmiu Fontann” pochodzi od miejsca jej życia, które po włosku oznacza „Siedem Źródeł” (Settefonti). Kult Błogosławionej Łucji rozwijał się głównie lokalnie, a jej postać jest przykładem wiernego trwania w powołaniu.

Więcej ...

Papież pobłogosławił domy dla rodzin w trudnej sytuacji

2026-11-08 07:01

Vatican Media

W drodze do Casavalle - ubogiej dzielnicy Montevideo - Papież zatrzymał się na krótko, zgodnie z planem, w Domu Księży Emerytów pw. bł. Jacinta Very (Hogar Sacerdotal Monseñor Jacinto Vera), aby spotkać się z około dwudziestoma mieszkającymi tam kapłanami. Następnie udał się w kierunku kilkunastu domów, które pobłogosławił. W lutym mają zostać przekazane najbardziej potrzebującym rodzinom z okolicy.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Dwie kobiety i mężczyzna znalezieni martwi w domu sprawcy...

Wiadomości

Dwie kobiety i mężczyzna znalezieni martwi w domu sprawcy...

W wieku 49 lat zmarł ks. Łukasz Urbaniak. Przed laty był...

Kościół

W wieku 49 lat zmarł ks. Łukasz Urbaniak. Przed laty był...

Prezydent RP Karol Nawrocki rozpoczął formalną...

Wiadomości

Prezydent RP Karol Nawrocki rozpoczął formalną...

Sejm przegłosował kontrowersyjną ustawę o

Wiadomości

Sejm przegłosował kontrowersyjną ustawę o "środkach...

Od 1 do 8 listopada możesz uzyskać odpust za zmarłych....

Wiara

Od 1 do 8 listopada możesz uzyskać odpust za zmarłych....

Oświadczenie Biskupa Bydgoskiego

Kościół

Oświadczenie Biskupa Bydgoskiego

Mocne stanowisko Episkopatu: Wezwanie do dialogu, oferta...

Kościół

Mocne stanowisko Episkopatu: Wezwanie do dialogu, oferta...

Nowenna za dusze czyśćcowe

Wiara

Nowenna za dusze czyśćcowe

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką

Wiara

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką