Przed próbnym referendum w Świdnicy dziennikarz radiowy zapytał
kilka osób o opinię na temat, jak to będzie, gdy Polska wejdzie do
Unii Europejskiej. Jeden z rozmówców wiedział tylko, że dyrektor
będzie zarabiał tak samo, jak robotnik, ale już odpowiedź na pytanie,
czy ten pierwszy będzie zarabiał tak mało, czy ten drugi tak dużo,
przekraczała jego możliwości. Za to jakaś panienka, zapytana o to
samo, ujęła rzecz bardzo krótko: "Byt nam się podniesie".
Przeogromne pieniądze wydane na "pranie mózgów" przed
referendum mogły być przeznaczone na inny cel, na sprzęt medyczny
albo na leczenie dla tych, którzy przychodzą do Centrum Onkologii
po życie, albo na mieszkanie dla bezdomnych, albo na pomoc szkołom.
Organizatorzy referendum wychodzili z siebie, by wymóc na mieszkańcach
wynik "za". Wyborcza kiełbasa (i nie tylko), aktorzy, piosenkarze ("
Arki Noego" tam nie było!), rozśpiewany tłum, ogólna radość - wypisz,
wymaluj, PRL w okresie 1 maja lub wyborów. Czynnie udzielali się
nawet posłowie (Unia Wolności), by przekonać ludzi, że "byt się im
podniesie".
Nie mam nic przeciwko poznawaniu opinii publicznej. Wręcz
przeciwnie, uważam, że tak ważna decyzja, jak wejście Polski do Unii
Europejskiej, bezwzględnie musi być poprzedzona referendum. Problem
jednak w tym, że nie można zagłaskać kota na śmierć. Konieczne jest
jasne, prawdziwe i rzetelne poinformowanie ludzi o wszystkich korzyściach
wypływających z takiej decyzji, ale także o wszystkich niebezpieczeństwach:
utracie własnej tożsamości, polskiego wojska, parlamentu, rządu,
złotówki, prawa do samodecydowania o kierunkach rozwoju kraju itp.,
a ponadto o tym, że odwrotu z Unii Europejskiej nie ma. Kto raz do
niej wstąpił, nie ma ŻADNEJ możliwości wystąpienia. O utracie własności
nie mówię, bo niewiele tego zostało.
Być może niepotrzebnie dyskutuje się o sprawie, bowiem
może się tak zdarzyć, że kiedy "wszystko, co nasze, Unii oddamy",
Unia nas już nie zechce, bo i po co. Jeśli wszystkie warsztaty pracy
znajdą się w rękach obcych, od chłopa nikt produktów kupić nie będzie
chciał, a robotnik na próżno będzie szukał pracy (w krajach Unii
nie będzie mógł pracować, bo to sobie już Unia zagwarantowała), cena
ziemi i ludzkiej godności osiągnie najniższy poziom.
Coraz częściej pojawiają się głosy, by zabronić krytyki
przystąpienia do Unii Europejskiej, by wciągnąć taką krytykę na listę
postaw zabronionych, takich jak: nazizm, rasizm, antysemityzm. Gdyby
do tego doszło, mielibyśmy do czynienia z najczystszą formą totalitaryzmu.
Powróćmy jednak do rozśpiewanej Świdnicy. Efektywność
złotówek włożonych w imprezę wyniosła zaledwie 13%. Tylko tyle osób
uprawnionych do głosowania oddało głos ZA wejściem Polski do Unii
Europejskiej. W zasadzie przeciwnicy Unii mogliby być zadowoleni.
Jest jednak w całej sprawie jeszcze jedno dno: w głosowaniu
wzięło udział zaledwie 18% uprawnionych. Prawdopodobnie swoją negatywną
postawę wobec Unii zamanifestowali nieobecnością przy urnach. A mogli
zrobić to inaczej, w sposób nie pozostawiający miejsca na błędne
interpretacje.
Oto jeden z naszych polskich grzechów głównych: Jeśli
coś mi się nie podoba, jeśli jestem przeciw, jeśli obraziłem się
na wszystkich, jeśli się zniechęciłem, to w ogóle nie pójdę na głosowanie.
Ale inni pójdą i zdecydują za ciebie! Nie miej potem, bracie, siostro,
pretensji do nikogo, jeżeli "byt się podniesie", lecz nie tobie.
Gdy jestem pytany (często): "Dlaczego to uchwaliliście?",
albo "dlaczego tamtego nie uchwaliliście?", odpowiadam pytaniem: "
Czemu tak wybraliście?".
Pomóż w rozwoju naszego portalu



