W związku z ukazaniem się nakładem Redakcji Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego obszernej pracy autorstwa abp. Bolesława Pylaka pt. "Stefan Wyszyński Biskup Lubelski 1946-1949" (Lublin 2000, ss. 252 + 66 ilustracji) zwróciliśmy się do Autora z kilkoma pytaniami.
PIOTR PAWEŁ GACH: - Książka jest fragmentem historii życia wybitnego kapłana, biskupa i Prymasa.
ARCYBISKUP BOLESŁAW PYLAK: - Jest to historia diecezji lubelskiej, a zarazem historia naszego kraju, ukazana przez postać ks. bp. Stefana Wyszyńskiego. Starałem się ukazać klimat społeczny, w którym działał, poczynania władz PRL-u, organizowane przez nich zamachy na życie biskupa i różnorodne działania przeciw niemu. Tu zaczęła się jego Krzyżowa Droga. Tutaj miał też ważne osiągnięcia, a zarazem kładł podwaliny pod działalność przyszłych biskupów, duszpasterzy. Jednocześnie dbał o odbudowanie całej struktury kościelnej, w tym również KUL-u.
- Jak w oparciu o dostępne źródła historyczne rysuje się postać bp. Stefana Wyszyńskiego jako duszpasterza, polityka, męża stanu?
- Dał się poznać przede wszystkim jako duszpasterz. Później w Warszawie z konieczności musiał być dyplomatą i politykiem. W liście pożegnalnym do diecezjan mocno akcentował, że jest duszpasterzem i chce być duszpasterzem. Rzeczywiście nim był. W Warszawie jako Prymas organizował wielkie akcje duszpasterskie. To jest jego dzieło. Mieszkając w Lublinie organizował ogólnodiecezjalne kongresy różańcowe. Zaczęły się one od 1947 r. od Krasnobrodu, a później było kilka kongresów dekanalnych, akcja maryjna. Maryjność była u niego drogą do Eucharystii. Jego mentalność była chrystocentryczna. W książce przytaczam jego wypowiedź w sanktuarium w Chełmie w lipcu 1946 r., w której zawierzał diecezję lubelską Maryi i prosił, aby "przygarnęła wszystkich do Serca swego i złączyła nas na zawsze z Chrystusem i Jego świętym Królestwem".
- Czy udało się ks. Stefanowi Wyszyńskiemu jako biskupowi lubelskiemu pojechać do Rzymu?
- Nie. Nie puścili go i jeszcze długo nie puszczali, gdy był już Prymasem. Nie dawali mu paszportu. Lubelskie UB, wysyłając opinie do swoich zwierzchników w Warszawie w tej sprawie, określało go jako "wroga Polski Ludowej, uzdolnionego dyplomatę, kaznodzieję i socjologa".
- Jak wyglądały podczas jego pobytu w Lublinie kontakty z robotnikami?
- Prowadził konferencje dla robotników na Bronowicach i zachowały się o tym relacje UB. Jeden z informatorów doliczył się 2 tys. uczestników tych konferencji, a drugi 5 tys., natomiast w zbiorczym raporcie do najwyższych władz PRL-u podano (chyba nie przypadkowo), że bp. Wyszyńskiego słuchało zaledwie 200 osób. Wykazywano w ten sposób władzom, że jego wpływ był niewielki. W tych trudnych czasach był nadzwyczajnym społecznikiem przygotowanym teoretycznie i praktycznie. Przed wojną pracował w związkach zawodowych. To był jego charyzmat. Umiał rozmawiać z ludźmi, znał rzeczywiste problemy ludzi pracy.
- Według wieloletniej tradycji biskup lubelski był Wielkim Kanclerzem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jakim Kanclerzem był bp Stefan Wyszyński?
- Mogę podsumować jego troskę o KUL takim opisem sytuacji. Tuż przed śmiercią przybył do nas, biskupów z Rady Głównej Episkopatu na wózku, i z każdym się żegnał. Gdy podszedłem i nachyliłem się, powiedział mi: "Bolciu, KUL był moją wielką troską". Zrozumiałem to jako w pewnym sensie testament. Odpowiedziałem wówczas: "I moją troską będzie". Na KUL-u wychował się, zdobył doktorat. Przyjeżdżał tutaj na inauguracje, na różne spotkania. Zawsze był bardzo pilnie słuchany, zarówno w małym kościółku akademickim, jak i w auli. Gdy przybywał do Lublina jako Prymas, to zawsze powitanie odbywało się przed KUL-em. A potem powtarzał, że na KUL-u czuje się tak, jak w rękach matki. Gdy wyjeżdżał z Lublina, to również pożegnał się przed KUL-em, wyrażając swoje przywiązanie do tej Uczelni.
- Czy można określić dokładnie, kto przyczynił się do reaktywowania naszej Uczelni już w 1944 r.?
- To, że KUL zaistniał w 1944 r., to jest zasługą ks. rektora Słomkowskiego. W sierpniu 1944 r. miał pozwolenie na otwarcie zajęć w KUL. Gdyby spóźnił się kilka miesięcy, gdy już powstał UMCS, to potem nie mógłby działać. Na początku władze chciały pokazać, że mają akceptację społeczną. Nawet nasz rząd londyński był przeciw i niektóre ośrodki w kraju, ale ks. Słomkowski zrobił pierwsze kroki. Razem z bp. Wyszyńskim szukali profesorów w całej Polsce. Nie były to łatwe sprawy, zwłaszcza materialnie. Przeprowadzali zbiórki uliczne głównie na Lubelszczyźnie (Kraśnik, Janów Lubelski, Zamość, Krasnystaw, Chełm) na potrzeby KUL, ale wkrótce władze zablokowały akcję. Później zaangażował się cały Episkopat, zarządzając ogólnopolskie zbiórki, tace w kościołach na potrzeby KUL. We wszystkich tych inicjatywach był obecny bp lubelski Stefan Wyszyński. Obaj ze Słomkowskim rozumieli się bardzo dobrze. Obaj też występowali podczas procesji w Lublinie, głosząc kazania. "Oceniacze z UB" bardzo krytycznie podsumowywali obu kaznodziejów.
- Jak w późniejszym okresie przejawiało się to zainteresowanie KUL-em?
- Potem, gdy był już Prymasem, nie tylko składał oficjalne wizyty, ale spotykał się z całą społecznością akademicką, wygłaszał przemówienia podczas inauguracji, pisał słowo wstępne do ukazujących się prac naukowych. Przynajmniej raz w roku zbierała się w domu biskupim Komisja Episkopatu do spraw KUL-u, w skład której wchodziło 10 biskupów, a przewodniczył jej Ksiądz Prymas. Omawiano wówczas wszystkie sprawy Uczelni, łącznie z sytuacją materialną pracowników i studentów. Ksiądz Prymas osobiście prowadził rekolekcje dla studentów.
- Czy w procesie kształcenia duchowieństwa widoczne są zasługi bp. Wyszyńskiego?
- Po wojnie wszędzie widoczne były braki duchowieństwa. Niemcy zamordowali 52 księży z diecezji lubelskiej, a kilku zginęło na Wschodzie. Na południu diecezji lubelskiej wystąpiła taka sytuacja, że jeden kapłan obsługiwał 2-3 parafie. W tym czasie na studia szło bardzo niewielu księży. W seminarium nasz pierwszy rocznik składał się z 11 osób. Od tamtego czasu do dzisiaj na KUL-u studiują siostry zakonne, a przedtem tego nie było. Troszczył się też bp Wyszyński, jako Prymas, aby w KUL-u studiowali zakonnicy. Później, rezydując w Warszawie, traktował KUL jak oczko w głowie. Doceniał bardzo poziom intelektualny Uczelni i duże znaczenie przywiązywał do kształcenia duchowieństwa. To za jego sprawą Seminarium Lubelskie stało się częścią Wydziału Teologicznego w 1946 r. i dużo na tym zyskało. Dla nas, ówczesnych kleryków, była to niesłychana satysfakcja i radość, że jesteśmy studentami KUL. Nowych profesorów i wykładowców zyskał też Wydział Teologiczny.
- Jakie świadectwo o bp. Wyszyńskim dali ludzie świeccy?
- Sporządzili relacje na piśmie, zwłaszcza ludzie wywodzący się z kręgu starszoharcerskiego. Niektóre z tych świadectw są bardzo ciekawe. Pomimo, że wykorzystałem dużo źródeł historycznych, sprawozdań urzędowych, to liczę na uzupełnienia, wspomnienia czy inne nieznane materiały. Ich użyczenie będzie miało duże znaczenie. Może ktoś jeszcze dysponuje fotografiami, na których występuje ks. Stefan Wyszyński jako biskup lubelski i Wielki Kanclerz KUL, to wówczas moglibyśmy je zamieścić w następnych wydaniach książki.
- Życzę, aby ludzie odpowiedzieli na apel Księdza Arcybiskupa. Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu


