1 października 2000 r. Jan Paweł II kanonizował na Placu św. Piotra w Rzymie grupę ponad stu chińskich męczenników z początków obecnego stulecia. Byli wśród nich męczennicy, którzy nie przekroczyli 16. roku życia.
Najmłodsze z tych dzieci miało 9 lat. Oprawca nie zawahał się
zadać mu śmierci. Dzieci umierały w wyniku sporów dorosłych. Jak
w każdej wojnie czy rewolucji. Chińskie święte dzieci umierały, bo
wierzyły w Boga-Człowieka - Jezusa urodzonego w dalekim Betlejem,
ukrzyżowanego na rozkaz rzymskiego prokuratora w Jerozolimie, zmartwychwstałego
trzeciego dnia. Chińskie święte dzieci umierały za to, że znaczyły
się znakiem krzyża, przyjmowały Komunię świętą, modliły się psalmami
i wierzyły, że za bramą śmierci jest życie w Bogu.
Na chrzcie świętym otrzymały obco dla nich brzmiące imiona:
Lang Fu został Pawłem, umęczono go w 9. roku życia; Zheng Xu to Maria,
umęczona w 11. roku życia; Wang nosiła imię Anna i wierzyła Chrystusowi
do swej śmierci w 14. roku życia; Qin Cunfu to Szymon, który oddał
życie za Chrystusa w 14. roku życia; Chi Yu to Maria, która złożyła
męczeńskie świadectwo w 15. roku życia. Fan Kun nosiła imię Maria
i podobnie jak Paweł Wu Wanshu poniosła śmierć męczeńską w 16. roku
życia. Nie rozumiemy znaczenia ich chińskich imion, nic nie odczytamy
patrząc na ich oryginalny zapis ani nie odróżnimy ich w śpiewnym
odczytywaniu przez postulatora kanonizacji.
Nic nie rozumiały z polityki, przez którą zaskoczyła
ich tragiczna rzeczywistość śmierci. Powstanie Bokserów w 1900 r.
było skierowane przeciw wszystkiemu, co niechińskie. Jaka w tym wina
Anglików i ich narkotycznej polityki prowadzonej przy wykorzystaniu
opium? Dość, że nienawiść zrodziła śmierć. Tysiące śmierci. Jak wiele
razy przedtem i potem, gdy przez chińskie miasta i wsie przetaczały
się fale rewolucji kulturalnych, i wtedy, gdy samotny młody człowiek
rozkrzyżowanymi ramionami zatrzymywał czołg na Placu Niebiańskiego
Spokoju w Pekinie, i teraz, gdy wbrew ocenom historii Chin, uznaje
się tam chińskie święte dzieci za zdrajców, a nie za wzory do naśladowania
na III tysiąclecie. Chińskie święte dzieci - znak sprzeciwu. Każda
świętość staje się znakiem sprzeciwu.
"W młodym wieku przeżyły czasów wiele" - Paweł, Maria,
Anna, Szymon i ich towarzysze w męczeństwie są posiewem chrześcijaństwa
i znakiem jego wiosny. Jak kiedyś Agnieszka, Tarsycjusz, Cecylia,
Łucja, którzy ginęli w rzymskich cyrkach, na arenach Aleksandrii,
Antiochii i Lyonu. Ich relikwie, pomnożone o relikwie chińskich świętych
dzieci z 1900 r., leżą dziś na ołtarzach, na których ponawia się
w tajemniczy sposób ofiara Chrystusowego Krzyża. Przypomniały tę
prawdę kanonizacyjne teksty liturgiczne. Pierwsze czytanie - z Księgi
Liczb (11, 25-29) - mówi, że w otoczeniu Mojżesza odnotowuje się
niepokój, bo Eldad i Medad prorokują bez znaków urzędowej aprobaty.
I pełna mądrości odpowiedź Mojżesza: "Wszyscy będziecie prorokami
Pana" - niezależnie od narodowej przynależności. Ewangelia (Mk 9,
42-43) doda do tego "niezależnie od chodzenia za Jezusem". Powiedział
Jezus: "Nikt, kto okazuje moc w moim imieniu, nie może zaraz potem
źle o Mnie mówić". Ileż w tym sformułowaniu treści dla adwersarzy
deklaracji Dominus Iesus. Ile mądrości Bożej, przekraczającej nie
tylko chińską nienawiść, ale wszystkie święte wojny i zabijanie niewiernych.
Chińskie święte dzieci - męczennicy za wiarę w Chrystusa
to wzorce do naśladowania dla dzieci bogatej Europy, demokratycznej
Ameryki, biednych Latynosów. To autorytety za cenę krwi wylanej w
wiośnie życia, krwi drążącej kultury i cywilizacje skuteczniej niż
kongresy i uczone publikacje, zdolne rzeczywiście kształtować narody
w Prawdzie i Miłości. Jaki jest potencjał łaski wyjednanej ofiarą
chińskich świętych dzieci - Pawła, Marii, Anny, Szymona o skośnych
oczach i pogodnie uśmiechniętych - jak zawsze - chińskich twarzach?
Młodzi mieszkańcy Europy, Ameryki, Afryki winni wpatrywać się w te
świadectwa męczeńskiej śmierci dzieci i strzec, aby nie zniweczono
tego Chrystusowego Krzyża. Ne evacuetur Crux Christi!
Pomóż w rozwoju naszego portalu



