Reklama

Gdy Bóg zamyka drzwi, to gdzieś uchyla okno

Niedziela Ogólnopolska 9/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Górowo Iławeckie, 5-tysięczne warmińskie miasteczko z zadbanym rynkiem i poniemieckimi kamieniczkami, leży na północ od Olsztyna, blisko granicy z Rosją. Nad miastem górują dwie świątynie - rzymskokatolicka i greckokatolicka. Między nimi w malowniczym wąwozie płynie rzeczka. Żyją tu od powojnia Polacy, Ukraińcy, trochę Niemców. Katolicy i grekokatolicy. Żyją we względnej zgodzie, bo jak sami mówią: "bieda wszystkich równa".
Zimą 2000 r. o Górowie Iławeckim głośno było w całej Polsce. W nocy z 2 na 3 lutego 2000 r. pękła tama na pobliskim zalewie. Wielkie masy wody runęły na uśpione miasteczko, niszcząc wszystko, co spotkały na swej drodze. Jeden ze strażaków, wezwany tej nocy na pomoc, pamięta, że ciągle powtarzał jedno zdanie: "Boże wielki, nie ma już Lidzbarskiej".
Lidzbarska to typowa małomiasteczkowa uliczka z rzędem parterowych domków, ogródków, prowizorycznych przybudówek, komórek, kurników. Biednie, ale swojsko. Zamieszkują ją katolicy i grekokatolicy, Polacy i Ukraińcy. Taką można ją jednak zobaczyć już tylko na fotografiach. Tamtej nocy poszło na Lidzbarską główne uderzenie wody. Strażak, który przerażony wzywał wtedy Imienia Bożego, dziś mówi poważnie, że choć nie był osobą bardzo pobożną, tamtej nocy przypomniał sobie wszystkie modlitwy z dzieciństwa. Na jego oczach tonął dom po domu. Wiedział, że w środku są ludzie. Woda zrywała most po moście, gniotła drzewa. Nad kipielą majaczyły tylko dachy chałup.

Przeżyliśmy potop bez arki

Dom państwa Dwulat stoi na początku ulicy, niemal w miejscu gdzie woda rozerwała zbocze wąwozu. Dwulatowie to ludzie młodzi, z dwójką malutkich dzieci. W tamtą noc stali w stołowym w wodzie po pas przez dwie godziny. Kobieta trzymała w górze dzieciaki, mężczyzna próbował ratować rodzinę. Woda na zewnątrz sięgała lufcików okien, odcinając im drogę ucieczki. Kobieta poprosiła więc męża, by podał jej rękę. Chciała, by umierali razem. Kilka domów dalej mieszkała samotnie niepełnosprawna staruszka. Utonęła we własnym łóżku. Podobnie jak jej sąsiedzi z przeciwka. Ci walczyli o życie, ale żywioł nie takim jak oni dawał radę.
Panu Hamulce udało się uciec z rodziną na strych. Tam wdrapali się jeszcze na drabiny, bo woda już łaskotała ich w pięty i czekali, zerkając co jakiś czas przez małe okienko poddasza. Widzieli, jak przypłynął do nich blaszany garaż z samochodem w środku, widzieli płynące meble i jakieś fragmenty innych domostw. Słyszeli, jak woda łamie ich most, zupełnie jakby był zrobiony z zapałek. Sąsiad pana Hamulki miał wrażenie, że to koniec świata. Że idzie potop. Doczekał się na starość apokalipsy. Zaczął modlić się i nucić stare kościelne pieśni ukraińskie. Gdy tak nucił, zdawało mu się, że woda opada. Chciał wierzyć, że ubłagał zmiłowanie Boskie. Teraz wstyd mu za swoją pychę. Po prostu za Lidzbarską zaczyna się dolina i tam woda mogła rozlać się szeroko, bez przeszkód. Ale czy stara pieśń trochę nie pomogła...
Gdy woda opadła, ulicą nie dało się przejść. Służby ratownicze i władze miasta z przerażeniem oglądały wielkość zniszczeń. Kamila Gzegzuła, kierowniczka miejscowej stacji Caritas, jako jedna z pierwszych była na miejscu wydarzeń.
- To wyglądało okropnie - wspomina dzisiaj. - Wnętrza domów oblepione grubą warstwą błota. Ściany, meble, podłogi i ludzie w tej obrzydliwej mazi. Smród niesamowity. Płacz, krzyki, nawoływania. Moim zadaniem było namówienie powodzian do przejścia w ciepłe, bezpieczne miejsce. Przecież to był luty. A tam starcy i dzieci. Odmawiali. Bali się zostawić resztki dobytku. Może mieli nadzieję, że coś się da uratować. Wkrótce okazało się, że zostali tylko z tym, co mieli na sobie. Wielu długo nie mogło wyjść z szoku.

Reklama

Pomocnicy Pana Boga

Do burmistrza miasta Andrzeja Helbrechta należało zorganizowanie pomocy. Sam przyznaje, że gdyby nie Opatrzność, tragedia w Górowie byłaby znacznie większa. Trzy miesiące wcześniej powstała w mieście stacja Caritas Archidiecezji Warmińskiej i Caritas Archidiecezji Przemysko-Warszawskiej Obrządku Greckokatolickiego. Kto wtedy przypuszczał, że na barkach tej stacji spocznie główny ciężar pomocy ofiarom potopu.
W dniu tragedii, czyli 3 lutego ub. r., do Górowa przyjechał pierwszy transport z żywnością i ubraniami od Caritas Warmińskiej, zorganizowany przez jej szefa - ks. Romana Lompę. Abp Edmund Piszcz, metropolita warmiński, zjawił się na miejscu tego samego dnia, przywożąc ze sobą pieniądze na najpotrzebniejsze zakupy. Proboszcz parafii rzymskokatolickiej - ks. Józef Gawrylczyk i proboszcz parafii greckokatolickiej - ks. Jan Łajkosz organizowali kwesty w swoich parafiach i zebrali sporą jak na ten biedny region kwotę - 10 tys. złotych. O dramacie Górowa głośno stało się w mediach. Po tym, jak jeden z dziennikarzy przekręcił liczbę ofiar śmiertelnych tragedii, z 3 na 303, do miasta przyjechał marszałek Sejmu Maciej Płażyński, premier Buzek wezwał burmistrza Górowa do Warszawy, a z całej Polski zaczęły nadchodzić przekazy pieniężne i deklaracje pomocy w innej formie. Wszystkie te pieniądze przeznaczono na rzeczy najpilniejsze - żywność, odzież, środki czystości. Cztery pielęgniarki, stanowiące personel stacji Caritas, dzień i noc pełniły dyżur. Przygotowywały gorące posiłki dla powodzian i rozwoziły po zdewastowanych obejściach, rozdawały suchą odzież, zimowe obuwie, kalosze chroniące przed błotem, sprowadzały lekarzy do chorych, rozdawały leki. W tym czasie inspekcje budowlane orzekły, że domostwa nie nadają się do zamieszkania i nakazały przeprowadzkę do mieszkań rotacyjnych. I wtedy w mieście zjawiła się Caritas Polska w osobie o. Huberta Matuszewskiego.
- Caritas to profesjonaliści, ludzie sprawdzeni w bojach - mówi dziś Burmistrz Górowa. Gdyby nie oni, nie wiedziałbym w co najpierw ręce włożyć. Sfinansowali ponad 60 procent kosztów odbudowy i urządzenia domów. Reszta to pomoc państwa. Dlatego o Caritas nie usłyszycie w Górowie jednego złego słowa. To miejscowa świętość.
O. Hubert przez ostatni rok bywał częstym gościem w Górowie. Razem z szefami miejscowej Caritas obu obrządków regularnie spotykał się z władzami miasta, omawiając strategię pomocy. Nazywa tę współpracę wzorową.
- Caritas ma doświadczenie w odbudowywaniu domów powodzian zebrane podczas wielkiej powodzi na Dolnym Śląsku. Całą akcję rozpisaliśmy na dwa etapy - najpierw pomoc doraźna, a potem ta czasochłonna i kosztowna część druga - zwrócenie poszkodowanym domów nadających się do zamieszkania. Prace remontowe trwały kilka miesięcy i łącznie kosztowały 730 tys. złotych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Nie ma wdzięczności bez miłości

W pół roku po tragedii Caritas i zarząd miasta Górowa podpisali umowę na remont 15 domów. W grę wchodziło odwodnienie budynków, rzecz w całym przedsięwzięciu najtrudniejsza, nowe elewacje, wymiana okien, drzwi, roboty instalacyjne i elektryczne. Dla powodzian Caritas sprowadziła meble pokojowe i kuchenne, pralki, lodówki i inny sprzęt AGD. Wszystko nowe, z kartami gwarancyjnymi. Przy pracach remontowych zatrudniano 50 miejscowych bezrobotnych.
Mieszkańcy ulicy Lidzbarskiej do pomysłu remontu odnosili się różnie. Jedni chcieli szybko wrócić do swoich domów, inni wręcz przeciwnie.
- Gdy stąd odjeżdżałam, nawet się nie obejrzałam - powiada starsza pani w kraciastej chustce na głowie. - Nie wrócę tu za żadne skarby - myślałam. Ludzie mówili, że za parę lat tama na zalewie znów pęknie, że to niebezpieczne miejsce, że zostaną tu tylko samobójcy. Księża chodzili po domach i namawiali, żeby podpisywać zgodę na remont. A ludzie podejrzliwi byli, pytali czemu Kościół, czemu za darmo, że to zawracanie głowy, bo księża nie znają się na remontach. Dopiero jak jedna pani, bardzo pobożna kobieta, żeby przykrości proboszczowi nie robić, podpisała umowę, ludzie pojęli co i jak i wszyscy, jak jeden mąż, polecieli do księdza podpisywać papiery.
- Niektórzy to sobie żartowali, że woda powinna zalać całe Górowo, wtedy każdy dostałby elegancko odremontowaną chałupę i nowe meble. Plotkowali, że Caritas nawet święte obrazki na ściany kupuje - wtrąca młody mężczyzna. - Złość mnie wtedy brała i krzyczałem: zamieniłbyś się ze mną jeden z drugim! I przestawali się śmiać...

W dziewięć miesięcy po tragedii

20 rodzin wróciło do swych domów, ogródków i obejść. Ulicę Lidzbarską tworzą teraz schludne budynki o jasnych elewacjach, nowych dachach, uporządkowanych podwórkach.
3 lutego br., w rocznicę wydarzeń, w miejscowym kościele katolickim spotkali się wierni obu obrządków, by podziękować Bogu za dobro, którego doświadczyli w minionych miesiącach. Uroczystej Mszy św. przewodniczył metropolita warmiński - abp. Edmund Piszcz. Przy ołtarzu stanęli kapłani obu obrządków i o. Hubert Matuszewski. W ławkach zasiedli powodzianie, władze miasta, powiatu, województwa, strażacy, policjanci, wojsko. Ludzie, którzy ratowali i byli ratowani. Abp Piszcz modląc się za dusze tych, którzy zginęli rok temu, mówił o potrzebie wdzięczności dla tych, którzy nie szczędząc sił i środków przyszli powodzianom z pomocą. Uroczyście poświęcono nowe drogi i mosty. Kapłani błogosławili domy swoich wiernych, w zależności od obrządku według własnego rytuału. Kobiety roniły łzy, mężczyźni wzruszeni odwracali głowy. Gdy uroczystości dobiegły końca, kilku dawnych powodzian zebrało się na środku ulicy Lidzbarskiej.
- Rok temu, jak nam się świat walił na głowę, jeden ksiądz powiedział "pamiętajcie, jeśli Bóg zamyka drzwi, to gdzieś otwiera okno". Wtedy nie wiedzieliśmy nawet, co naprawdę znaczy słowo "Caritas". A to, co dziś mamy, zawdzięczamy właśnie ludziom z Caritas. O czym teraz marzymy? Chcemy zapomnieć o powodzi i żyć normalnie. Będziemy modlić się za tych, co potonęli, i za tych, co nam pomogli.

Podziel się:

Oceń:

2001-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Bp Piotrowski: duchowni byli ostoją polskości

2024-04-29 11:42
Odsłonięcie i poświęcenie pamiątkowej tablicy przy ścianie śmierci - z nazwiskami kilkunastu duchownych katolickich, którzy zginęli w obozie Gross- Rosen w Rogoźnicy

archiwum Ryszard Wyszyński

Odsłonięcie i poświęcenie pamiątkowej tablicy przy ścianie śmierci - z nazwiskami kilkunastu duchownych katolickich, którzy zginęli w obozie Gross- Rosen w Rogoźnicy

Duchowni byli ostoją polskości, co uniemożliwiało skuteczne wyniszczenie narodu, zgodnie z niemieckim planem - mówił dzisiaj w kieleckiej bazylice bp Jan Piotrowski, sprawując Mszę św. przy ołtarzu Matki Bożej Łaskawej, z okazji Narodowego Dnia Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego.

Więcej ...

Panie! Spraw, by moje życie jaśniało Twoją chwałą!

2024-04-26 11:09

Adobe Stock

Człowiek nierzadko boi „odsłonić się” w pełni, pokazać, kim w rzeczywistości jest, co myśli i w co wierzy, co uważa za słuszne, czego chciałby bronić, a co odrzuca. Obawia się, że ewentualna szczerość może mu zaszkodzić, zablokować awans, przerwać lub utrudnić karierę, postawić go w złym świetle itd., dlatego woli „się ukryć”, nie ujawniać do końca swoich myśli, nie powiedzieć o swoich ukrytych pragnieniach, zataić autentyczne cele, prawdziwe intencje. Taka postawa nie płynie z wiary. Nie zachęca innych do jej przyjęcia. Chwała Boga nie jaśnieje.

Więcej ...

Łódź: Byśmy byli jedno

2024-04-29 10:30

Piotr Drzewiecki

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Świadectwo: Maryja działa natychmiast

Rodzina

Świadectwo: Maryja działa natychmiast

Gniezno: abp Antonio Guido Filipazzi przekazał krzyże...

Kościół

Gniezno: abp Antonio Guido Filipazzi przekazał krzyże...

Bp Krzysztof Włodarczyk: szatan atakuje dziś fundamenty...

Kościół

Bp Krzysztof Włodarczyk: szatan atakuje dziś fundamenty...

Św. Katarzyna ze Sieny

Święci i błogosławieni

Św. Katarzyna ze Sieny

Sosnowiec: bp Artur Ważny – nowym biskupem sosnowieckim

Kościół

Sosnowiec: bp Artur Ważny – nowym biskupem sosnowieckim

Maryjo ratuj! Ogólnopolskie spotkanie Wojowników Maryi w...

Kościół

Maryjo ratuj! Ogólnopolskie spotkanie Wojowników Maryi w...

Matka Boża Dobrej Rady

Wiara

Matka Boża Dobrej Rady

Była aktorką porno - teraz robi różańce!

Kościół

Była aktorką porno - teraz robi różańce!

Legenda św. Jerzego

Święci i błogosławieni

Legenda św. Jerzego